IndeksCalendarFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Sans

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
KiedyśSans
Obywatel
avatar

HP : 100
Poziom duszy : 18
Doświadczenie : 45
LOVE : 2
Liczba postów : 293
Join date : 02/01/2016
Age : 27
Skąd : Tomaszów Podziemiecki

PisanieTemat: Sans   Nie Sty 03, 2016 10:53 pm

Imię: Sans

Rasa: (po)twór z kości



Wiek:
Nie zadaje sobie trudu z liczeniem upływającego czasu, ale od lat nieustannie twierdzi, że na pewno jest gdzieś przed trzydziestką. Dwadzieścia jeden? Dwadzieścia dziewięć? Któż to wie! Na pewno nie Sans.

Wygląd:
Niech się wam szkielety nie kojarzą tylko z wysokimi chudziakami, bo oto przed wami grubokościsty (*ba dum tss!...*) Sans! Sans Szkieletor! Niższy niż jego brat Papyrus, ale wciąż wyższy niż co poniektóre ludzkie dzieci w Podziemiach, a na pewno o wiele szerszy w barach.
Moda zdaje się go omijać szerokim łukiem. A może jest zbyt leniwy żeby codziennie rano ubierać się inaczej, dlatego zawsze wkłada to samo – niebieska bluza z białym futrem dookoła kaptura, szokująco rzadko prana biała (teraz już bardziej szarawa?...) koszulka, szorty oraz na zwieńczenie stylizacji różowe rozlazłe kapciochy. Pogrzebcie w stercie skarpet u niego w pokoju, a nagrodą w tych wykopaliskach będzie sansowa hawajska koszula i parę innych ubraniowych fantów, o które nikt pewnie szkieleta by nie podejrzewał.

(„Have you ever had to get through a day, smiling at people, talking, as if everything were normal and okay, while all the the time you felt like you were carrying a leaden weight of unhappiness inside you?” - Elizabeth Wurtzel, Prozac Nation)


Sans uśmiecha się, bo co innego mógłby zrobić? W tym momencie nie już nawet pewien czy mógłby zmusić swoją szczękę do jakiegokolwiek innego grymasu, uśmiechanie weszło mu w nawyk. Nadaje to jego osobie nieszkodliwego, w porywach nawet sympatycznego wyglądu, jeśli zmruży się oczy dostatecznie mocno. Uśmiechy we wszystkich kolorach ludzkich dusz tęczy – uśmiech zmęczenia, uśmiech satysfakcji, niepewności, znużenia, a czasem nawet uśmiech szczerej radości. Wraz z negatywnymi emocjami jak przerażenie czy złość, uśmiech nie blednie a tężeje, co nadaje mu groteskowej aury.
Z ciemnych dziur oczodołów błyskają dwa białe punkty, które dla ułatwienia można nazwać źrenicami. Mają tendencje do znikania, zwłaszcza w mocno emocjonalnych, skrajnych i poważnych  sytuacjach. Przy używaniu magii lewa źrenica emituje niebieskim światłem.
Szczęście takie, że pot szkieletów nie pachnie tak intensywnie łojem jak pot ludzki czy potworów innych ras, bo inaczej mielibyśmy nie lada problem. Zamiast tego odważni którzy spróbują Sansa go powąchać, wyczują intensywniejszą woń wapnia.

Charakter:
(“My only relief is to sleep. When I’m sleeping, I’m not sad, I’m not angry, I’m not lonely, I’m nothing.” - Jillian Medoff)

Pierwsze wrażenie zdecydowanie pozytywne. To najbardziej zrelaksowany z domieszką wyluzowania i sporą ilością lenistwa potwór w okolicy.
Pierwsze miejsce za opowiadanie kiepskich, bardzo suchych żartów? Puchar idzie prosto w kościste dłonie Sansa. Medal za największą ilość przespanych godzin w pracy? Gdyby tylko takie odznaczenia kolekcjonował, musiałby kupić jeszcze ze trzy komody żeby je wszystkie pomieścić. Stały bywalec baru Grillbeg, ogólnie lubiany członek małej społeczności miasteczka Snowdin. Co uważniejsi i bliżsi znajomi pewnie wiedzą, że wcina fastfoodowe żarcie, lubi czytać - głównie powieści science fiction, książki z żartami wewnątrz których są książki o fizyce kwantowej, wewnątrz których są książki z żartami, wewnątrz której są książki o fizyce kwantowej czy też bardziej ambitną literaturę, pełną matematycznych wzorów, równań na linie czasowe i inne nuklearno-magiczno-atomowe rzeczy. Przejawia zainteresowanie sklepieniem Waterfall, zadzierając głowę do góry i wpatrując się z dziwnym melancholijnym grymasem na twarzy temu co tam w niebieskich imitacjach gwiazd dostrzega. Generalnie niekonfliktowy, miły z niego  gość, z niekiedy infantylnymi żartami (strzeżcie się poduszek-pierdziuszek, gumowych kurczaków i generalnie Sansa w dobrym nastroju), ale za to bardzo opiekuńczy w stosunku do najbliższych mu osób.

Czego mogą nie wiedzieć nawet ci uważniejsi, a znajomi czy przyjaciele tym bardziej, bo o to chodzi w skrywaniu tajemnic, że ma parę szkieletów w szafie (przenośnie i dosłownie, jeśli sam to tej szafy wejdzie). Swoją leniwość wykorzystuje jako wymówkę i zasłonę dymną dla męczącej go apatii, zmęczenia i dość pesymistycznego z pewną dozą oportunistycznego podejścia do świata. Stara się nie zastanawiać za bardzo nad tym co go dręczy w imię ułudy spokoju życia codziennego.  Dręczące go koszmary wcale nie poprawiają sytuacji, tak samo jak rodzinne brudy, które stara się trzymać z dala od niewinnego serduszka Papyrusa, który zdaje się być jednym z bardzo niewielu przyczyn dlaczego Sans w ogóle rano wstaje z łóżka.

Historia:
Wraz z bratem przybyli do Snowdin. Chciałby zapomnieć o wszystkim co wydarzyło się wcześniej – o eksperymentach, o Gasterze i laboratorium. Przeprowadzka była dobrym punktem zwrotnym, żeby spróbować zasmakować spokojnego życia. Robiło mu się niedobrze na samą myśl, co musiało się stać, żeby ta przeprowadzka była w ogóle możliwa…

***

Oddychając ciężko wpadł do domu, drżącymi rękami zatrzaskując za sobą drzwi. Nie mogąc ustać na nogach plecami wsparty o wejście osunął się na ziemię, drżąc każdą pojedynczą kością swojego ciała.
- Nienienienie!... – mamrotał do siebie, przykładając kościane dłonie do ust, żeby stłumić wylewające się z niego dźwięki. Nie wiedział co robić. Był przerażony, zdezorientowany i kompletnie wytrącony z równowagi. Potok łez zdawał się nie mieć końca, a najgorsze było to, że nie wiedział czemu. Znaczy się, to przecież normalna rekcja, kiedy eksperymentujący na tobie jak na króliku doświadczalnym wypruty z emocji i moralności ojciec-manipulant znika (nie był pewien czy słowo „umiera” było akuratne w tym przypadku, ale na razie wolał o tym nie myśleć) wessany przez źle skalibrowany portal (czy był to wypadek? czy to wina Gastera? a może to jego wina? może coś źle zrobił, źle stanął, przez przypadek coś zrobił źle i bam, tragedia gotowa), prawda?

Na razie nie potrafił myśleć trzeźwo. W szoku przeszedł na nogach z laboratorium do domu, mając pustkę w głowie. Teraz trwał bez ruchu w skulonej pozycji, starając się brać głębokie wdechy i wydechy. Czemu, u licha, on płacze? Gaster sam sobie zgotował taki los i padł ofiarą własnych eksperymentów. Jakby się dobrze zastanowić, to właściwie eksperyment zakończył się sukcesem, a przynajmniej jego wynik działał na korzyść Sansa.
- Saaans? – Zza rogu pokoju się mała główka zaspanego Paparusa. Sans szybko otarł łzy rękawem i zdobył się na słaby uśmiech. – Sans? Co robisz na podłodze? Tata nie wrócił z tobą? Dziś też został w pracy na noc? – spytał podchodząc bliżej.
- Nie – odpowiedział cicho, gotowy zdradzić prawdziwy bieg wydarzeń bratu. Uniósł głowę zerkając na stojącego w piżamie, ściskającego swoją maskotkę pod pachą młodszego braciszka. Zawahał się.
- Tak – zmienił więc zdanie. Ale czy mógł ukrywać prawdę przed Papyrusem? Ale co innego mógłby powiedzieć?
- Nie – znów powiedział. – Nie wiem. Może. Chyba tak - dodał wzruszając ramionami. Papyrus był chyba zbyt zaspany żeby zwrócić uwagę na kosmiczne rozkojarzenie brata, ale przecież nie mógł go zostawić tak na podłodze. Podreptał do Sansa, złapał go za rękę i pociągnął za sobą do pokoju, bo był pewien, że jeśli by go tu zostawił, o poranku znalazłby go na śpiącego na podłodze.

Mieli osobne łóżka, ale tym razem Sans zakopał się pod kołdrą obok brata. Nie mógł spać. Ochłonął po szoku i pierwszą myślą jaka wpadał mu go głowy było: dobrze. Wreszcie mieli spokój. On miał spokój. Może przecież sam zająć się Papyrusem, prawda? Tak właśnie zrobi, przecież i tak zajmował się nim częściej i z o wiele większym oddaniem i miłością niż Gaster kiedykolwiek.
Nie cierpiał eksperymentów Gastera, ale ten jeden, och, właśnie ten jeden, był prawdziwym sukcesem.
Sans objął ramieniem śpiącego brata i po chwili obydwoje cichutko pochrapywali.

***

Sans potrząsnął głową, odpychając od siebie wspomnienia. Naprawdę nie chciał o tym myśleć. Czasem miał wrażenie, że Gaster wciąż się na niego gapi. Jakby stał za nim i zerkał mu przez ramię, obserwując każdy jego ruch. Dzięki tatuśku za te miłe, paranoidalne myśli, nawet po twojej śmierci nie można się od ciebie uwolnić. Od tamtego wydarzenia minęły lata. Sans wątpił czy Papyrus w ogóle pamięta coś z tamtych czasów, ale wolał nie pytać, bojąc się niewygodnych pytań, na które na pewno nie będzie umiał odpowiedzieć. Pomimo tych wydarzeń, Sans nie porzucił swojej przygody z nauką. Za domem w Snowdin jest ukryte małe laboratorium, gdzie leży sporo przyrządów, planów i szkiców które zabrał z pracowni ojca. Większość z nich dotyczy teorii linii czasowych. Szkielet kontynuuje je w sekrecie, ale tylko w teorii.

Życie w tej chwili wydaje się być proste. Jest on i Papyrus. Wszyscy o których dba żyją, może drzemać spokojnie, aż do momentu, w którym Pap weźmie go pod pachę i obrzucając „leniwymi” epitetami wyniesie od Grillbiego do domu, gdzie będzie mógł spać dalej.

***

Wiele wody w źródełkach upłynęło. Sans był bardzo wywrotowy od czasu, kiedy ostatni raz chlał u Grillby'ego. Dał się w końcu namówić Undyne na trening. Tu odkrył, że jako wojownik wciąż jeszcze ma nieodkryty potencjał. Potem relacje z rybką trochę podupadły, ale ostatecznie był w stanie się z nią pogodzić. Nawet, kiedy wraz z Toriel przeprowadzili szturm na skarbiec Asgore'a, Undyne i Sans pozostali w przyjacielskich relacjach. Prawdziwym przełomem był jednak powrót W.D. Gastera, znienawidzonego ojca Sansa. Gdy naukowiec próbował wszystkich omamić, iż jest dobry, tylko szkielet czuł, że coś się świeci. Niedługo potem stała się tragedia. W odosobnionym miejscu, Gaster zamordował Toriel i omal nie wykończył własnego syna. To wtedy Sans poddał isę ostatecznie swojej furii i rozniósł oponenta w pył, zyskując swoje pierwsze punkty LOVE. Stawał się powoli silniejszy, ale też podupadł przez to na duchu. Nie mógł odreagować bardzo długo. Paradoksalnie jego odkupieniem i ostatecznym uwolnieniem się od przeszłości było starcie z jego największym wrogiem - Charą. Przekraczając czas i przestrzeń, szkielet stanął do walki z mistrzynią zła i resetu rzeczywistości. Początkowo sam, potem z pomocą Frisk, a także swego odrodzonego na nowo ojca. To wtedy obaj zrozumieli swoje błędy przeszłości i pogodzili się. Chara została pokonana, ale Sans przeczuwa, iż jej duch przetrwał.
Wraz z powrotem odrodzonego, dobrego Gastera, wróciła też matka Sansa i Papyrusa - W.D. Ren. Na chwilę obecną wygląda więc na to, że nic nie przerwie sielanki.
Chyba, że...w końcu Frisk spotkała swoją siostrę bliźniaczkę o niejasnych zamiarach i tajemniczym charakterze. Jedno jest pewne, będzie się dział, a keczupu nie zabraknie.

***

Poziom Duszy:
18

LOVE:
2

Umiejętności:
> Uniki/Zręczność – Sans jest znacznie bardziej zwinny, niż na to wygląda. Ot, jest na tyle zdeterminowany, by unikać ciosów niemal zawsze.

Magia:
> Teleportacja „Hej, znam niezły skrót, chcesz go wypróbować?”; Chodzenie wymaga zabiegu poruszania nogami, co bywa niekiedy bardzo męczące. Sans obdarzony został perfekcyjną mocą, której używa bez krępacji. Potrafi nawet zabrać ze sobą jedną osobę na doczepkę.

> Kościane ataki„Huh, te stare kości? Czy ich używam? Chyba tylko jako rzutki do gry w strzałki, kolego, co innego miałbym z tym robić?”; Sans tworzy kości, a kości tworzą różne formacje. Od barier, przez klatki, schody, kładki, po ostro zakończone pociski. Przy odpowiednim zapale wyjdą mu i szpony, czy wręcz miecz. Możliwości są ogromne. Kości zostały rzucone!

> Niebieski Atak"You are Blue now"; Inwazyjne przejęcie ciała przeciwnika podczas walki, trwa przez krótki czas (1 tura, przerwa 4 tury), w ciągu którego atakujący bez wahania może robić co tylko DUSZA zapragnie. Rzut oponentem o ścianę, wbicie w ziemię, czy nawet zrobienie nim beczki nie stoją wtedy na przeszkodzie.

> Karma i Karmiczne Kości - "You feel your Sins crawling in your back"; Najnowszy nabytek Sansa. Po zrozumieniu czym jest żal za grzechy i jak bolesne potrafi być odkupienie, szkielet potrafi dodać podobny efekt do swoich ataków. Działa to jak zwyczajna trucizna, która utrzymuje się do 3 tur (im silniejsze ataki przeciwnika, tym mocniej karma działa), chyba, że zostanie nałożona ponownie. Karmę można dodać do zwykłych ataków, jak i kości.

Relacje:
> Papyrus – młodszy brat, o którego  Sans stara się dbać i pilnować jak tylko może, choć czasem wychodzi, że to Papyrus musi zadbać o niego – tak czy inaczej, dbają o siebie nawzajem. Ze swoim optymizmem i werwą do życia Pap jest świetnym uzupełnieniem dla mało aktywnego Sansa. Nie ma niczego, czego by Sans w swoim bracie nie kochał. Uważa go za naprawdę super gościa, co oczywiście nie przeszkadza mu w dręczeniu Papyrusa swoimi żartami, ale naprawdę nie może się powstrzymać – kto nie lubi dobrego suchara na miły początek dnia?

> W.D. Gaster – ojciec, a przynajmniej on tak twierdzi. Ta relacja jest… skomplikowana. Od nienawiści po miłość. Sans cały czas ma go na oku, bo to nadal świetny mistrz manipulacji. Aktualnie wrócił na ścieżkę jasności, ale kto wie co się stanie dalej?

> W.D. Ren - Mamusia, matka boska Renowska, okaz dobroci, dobre wspomnienie z dzieciństwa Sansa. Obecnie dość surowa i sroga (zwłaszcza ze swoim wałkiem), ale w końcu od tego są mamy, by wesprzeć, skarcić, wspomóc, ucałować do snu. A i przy okazji zapytać "a w pośredniaku byłeś?"

> Asgore Dreemurr – król, który może i nie rozumie sucharów Sansa, ale jest dobrą duszą. Szacunek mu się należy. Plotka głosi, że szkielet ma z królem tajemnicze koneksje.

> Toriel Dreemurr – urocza dama z ruin, gorąca kozia mama, obiekt westchnień Sansa (ale nie mówcie nic królowi!). Zna się na gotowaniu, wychowywaniu dzieci, podgrzewaniu atmosfery, ślimakach i sucharach. Czy tak wygląda ideał?

> Asriel Dreemurr - mały, niepozorny, słodki królewicz. Sans nie przywiązuje do niego większej wagi, ale ma świadomość, jak znacząca dla rozwoju królestwa będzie jego dorosła forma. Wyrośnie na dobrego władcę, to na pewno. Jeśli po drodze ktoś mu nie namiesza w głowie.

> Undyne the Undying – rybka, na którą żaden złoczyńca nie chciałby się NADZIAĆ. Jest wspaniałą sojuszniczką, zawsze wspomoże silnym ramieniem i przy okazji też może coś ZGOTOWAĆ. Plotka głosi, że łączyło ich coś więcej, niż tylko idealne zgranie na polu bitwy, ale żadne jakoś nie chce o tym nic powiedzieć.

> Frisk - ludzka dziewczynka, która zawsze była dobra dla wszystkich. Z Sansem dogaduje się wręcz naturalnie. Ma czasem minę która MRUŻY krew w żyłach i szpik w kościach, ale to nawet nie rusza Sansa. Ważna jest ta przyjacielska, braterska wręcz więź. Po ostatnich wydarzeniach nawet ważniejsza niż wcześniej. Lubi ją i nie mógłby nie wesprzeć, gdyby potrzebowała pomocy.

>  Chica - tak zwana "świeża krew" w Podziemiu. Siostra-bliźniaczka Frisk. Niby dobra, niby taka opiekuńcza, a kryje w sobie mroczny sekret. Lepiej jej nie denerwować. Ba, nawet nie da się z nią rozładować atmosfery, bo ma chyba alergię na suchary. Sans mógłby nawet powiedzieć, że jest taka...nijaka. Ni to zła, ni to dobra. Trochę jest wobec niej podejrzliwy, ale kiedy jest z Frisk, albo bawi się ze swoim zwierzakiem, to wszystko gra. Sans wolałby ją mieć po swojej stronie podczas walki, zdecydowanie.

> Chara – koszmar Sansa. Dziewczyna, która zrani cię szybciej, niż zdążysz powiedzieć "hot-dog". Psychopatyczna, łaknąca krwi, diabelnie inteligentna, potężna, wymagająca, pragnąca wiecznej uwagi i zabawy w najgorszy sposób. Jej definicja perfekcyjnej zabawy to stosy trupów. Jak taki ktoś wciąż jest w rodzinie królewskiej? Cóż, chyba zawsze musi być ta jedna osoba.

Złoto
Ekwipunek modyfikowalny:
Broń:
- Real Knife (Broń poziom 0/Przedmiot użytkowy poziom 1) - Tak naprawdę jest to zwykły sztylet ze zdobioną rękojeścią na której wyrzeźbione są symbole królestwa. Jest on lekki i poręczny, a stal z którego wykonane jest ostrze nie tylko nie rdzewieje ale i odbija obraz niczym lustro. Jako, że jest on ściągnięty z innej linii czasowej nie zadaje za dużych obrażeń, bardziej posiada funkcję symboliczną - dzięki resztce magii jaka pozostała po walce na jego ostrzu pozostawiony został napis "Pamiętaj dla kogo walczysz". Ma na celu reprezentowanie walki Sansa z Charą podczas genocide i wspieranie jego chęci do ochrony linii czasowej. Używany do czynienia dobra (np. obrony bądź przywołania wspomnień) posiada większą siłę jako przedmiot wzmacniający determinację i chęć do działania, używany w złych celach (zabijanie bez powodu) traci niemal swoje wszystkie właściwości (o ile nie zostanie wzmocniony). Można go modyfikować aby posiadał silniejszą magię/moc (zwiększać jego poziom). Jest bliźniaczy w stosunku do Worn Dagger Gastera przez co użyte razem w jednej walce zwiększają swoją silę o 20%.
Zbroja:
- Niebieska Kurtka (Poziom 0) - najpotężniejsza bluza/kurtka z futerkowym kapturem, jaka kiedykolwiek powstała. Sans nigdzie się bez niej nie rusza. Nie jest zbyt gruba, ani zbyt cienka, dogrzewa jego kości wprost idealnie. Można ją nawet zapiąć na suwak (tryb pełnej ochrony!). W praktyce jest to znak rozpoznawczy Sansa.

Ekwipunek:
- Telefon komórkowy
- 2 krabie jabłka
- Ciasto Karmelowo-Cynamonowe Toriel
Sojusznik:

Pieseł

Imię: Boner / Bronnoying Dog
Wygląd: Mały puchaty piesek z czarnymi oczkami. Prawie cały biały, więc niech Sans lepiej uważa, aby nie zginął mu w śnieżnym Snowdin. Z wysokości miał może nie więcej niż 30 cm - ot taka kulka na przykrótkich łapkach. Właściwie jedyną rzeczą prócz pyszczka która różni go od puchatej kupki śniegu jest ogonek - śnieżki zwykle takowego nie mają i nim tym bardziej nie machają. Sam Boner ma dość krótką kitkę, równie miękką jak on sam.
Charakter: Podobnie jak inne psy lubi kości, głaskanie oraz inne pieszczoty. Czasem gryzie swojego pana w rękę albo w nogę. Czasem wpadnie mu jakiś głupi pomysł i zaczyna przez to robić coś naprawdę szalonego. Mówiąc w skrócie: jest bardzo podobny do swojego brata - Annoying Doga
Umiejętności i czary:
Teleportacja - podobnie jak jego pan Pies potrafi się teleportować kiedy tylko chce.
Workopies - z jakiegoś powodu pies może być służyć do przechowywania przedmiotów. Wystarczy tylko otworzyć jego pysk po czym włożyć tam jakiś przedmiot. Później można go odzyskać w taki sam sposób.


Ostatnio zmieniony przez Sans dnia Pon Gru 12, 2016 11:18 pm, w całości zmieniany 11 razy
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Lugia Wingdings Gaster
Obywatel
avatar

HP : 100
Poziom duszy : 5
Doświadczenie : 80
LOVE : 5
Liczba postów : 485
Join date : 01/01/2016
Skąd : Powierzchnia

PisanieTemat: Re: Sans   Nie Sty 03, 2016 11:30 pm

~Akceptacja Karty Postaci~

_________________




|| Szkielecy Domek z Drewna  || Wulkan || Dzikie części lasów Snowdin  || ? || ? ||
KP | Bank
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
 
Sans
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Beyond Undertale PBF :: Okruchy Czasu :: Okruchy Czasu :: Dawna linia czasowa-
Skocz do: