IndeksCalendarFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Wysypisko śmieci

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5  Next
AutorWiadomość
HTem
Bywalec
avatar

HP : 80
Poziom duszy : 1
Doświadczenie : 0
LOVE : 1
Liczba postów : 79
Join date : 26/05/2016
Age : 17
Skąd : Centrum

PisanieTemat: Re: Wysypisko śmieci   Sro Lip 13, 2016 11:26 pm

Tem z radością obserwował psa, ktory teraz nie wyglądał tak strasznie. Obwąchał dwójkę, aż w końcu chyba się znudził i odszedł. Helok odprowadził go wzrokiem, po czym się zamyślił.
- Czy ten pieseł to znajomy piesełów z tamtego miasta w śniegu..? Bardzo fajno byłoby wiedzieć- powiedział do siebie, ale zaraz wstał i otrzepał się, bo wodna mgiełka z wodospadu obok zdołała znowu jeszcze bardziej umoczyć potworka, któremu okulary prawie spadły przez nagły ruch. Oczywiście zaraz je poprawił, a na pytanie Al zadrżał z radości.
Zobaczy dom Alphys? Ojeju jeju jej! Ale fajno!
- Oczywiście chodźmy! Ale fajno, nie był Tem jeszcze nigdy w cudzym domku!- okrążyła biegiem naukowca, po czym stanął obok, czekając na Al. Tak bardzo chciała zobaczyć labolatorium! Pewnie jest w środku bardzo duzo naukowych rzeczy, substancji, robotów, komputerów, telewizorów..!
Ale storek miał uciechę.

_________________
Listen and hear the song the birds are singing
Sit down a while and watch the flowers blooming
A plesant breeze flows by, leaving a trail of dust

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Rhav
Mistrz Gier
avatar

HP : 100
Poziom duszy : 1
Doświadczenie : 50
LOVE : 0
Liczba postów : 384
Join date : 19/03/2016
Age : 19

PisanieTemat: Re: Wysypisko śmieci   Czw Lip 14, 2016 4:08 pm

Westchnęła, po czym podniosła się. Nie była jakoś bardzo ranna, ale zbyt komfortowo też się nie czuła. Zerknęła na Temmie. Psy z miasta śniegu? Chodzi jej o Strażników ze Snowdin? Alphys mimowolnie uśmiechnęła się, odrobinę rozbawiona. Była na tyle blisko z Dowódczynią Straży, że wszystkich w miarę kojarzyła i nie, ten pies na pewno nie należał do organizacji. Zresztą... To zachowanie! Rzucił się na potwory bez żadnej przyczyny! To od razu go dyskwalifikowało. Strażnicy pomagają potworom, dbają o ich bezpieczeństwo. Skąd ta mała puchata kulka brała takie pomysły?
Otrzepała swój kitel, jednak nadaremnie - był cały ubłocony i nie tylko; posiadał bliżej niezidentyfikowane plamy, których pewnie trudno będzie się pozbyć. No cóż. Nie powinna narzekać - wyszyły ze wszystkiego cało. Ale mimo wszystko...
Raz jeszcze spojrzała na towarzyszkę. Tym razem cała się trzęsła. Z radości, jak się okazało po chwili. Al kiwnęła głową.
- To w tamtą s-stronę - powiedziała, po czym poprowadziła Heloka do labu.

[z/t x2]

_________________


Karta postaci | Skarbiec
Zadzwoń do mnie!
Wodny las | Boczna uliczka Snowdin
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sigrunn
Żółtodziób
avatar

HP : 100
Poziom duszy : 1
Doświadczenie : 0
LOVE : 1
Liczba postów : 36
Join date : 22/06/2016

PisanieTemat: Re: Wysypisko śmieci   Wto Sie 16, 2016 10:01 pm

Wysypisko śmieci: idealne miejsce na wszelkie rodzinne spędy, randki, wagary... Może nie do końca, ale to jest całkiem niezła inicjatywa, kiedy nie możesz dostać się nigdzie indziej. Na przykład, kiedy Grillby wywali cię ze swojej zapyziałej knajpy za to, że troszkę poszarpałaś się z jakimś losowym kolesiem, który wyzwał cię od babochłopów, bo siedziałaś sama przy barze z piwem i przeprowadzałaś męską rozmowę z losowym, wydziaranym facetem. Błagam, przecież danie komuś po mordzie i wykręcenie mu ręki to tylko dziecinne przepychanki! Sama przy tym lekko oberwała i wcale nie marudziła! Ale nie, musiała zostać wyrzucona na zbity pysk. Cud, że pozwolili jej wziąć ze sobą butelkę wątpliwej jakości wina, byle tylko przestała się awanturować. Nie to nie. Zlizała krew cieknącą jej z nosa wąziutkim, wątłym strumyczkiem i stwierdziwszy, że to koniec krwawego potoku, zapaliła papierosa i ruszyła gdzieś przed siebie.
Najpierw wyszła poza Snowdin, później weszła do Wodospadów, a następnie nogi poniosły ją na wysypisko. To dziwne, ale całkiem często tu zachodziła, kiedy nie miała co robić. Takie opuszczone, nietypowe miejscówki zawsze były dla niej jak wabik. Nic dziwnego, że znała to miejsce prawie na wylot i wiedziała, dokąd iść, żeby nie waliło śmieciami tak bardzo, że można skisnąć po minucie stania sto metrów dalej. W pewnym momencie po prostu walnęła się na jakimś starym, skórzanym fotelu w poprzek, tak, że nogi i głowa zwisały jej poza podłokietnikami. W tej jakże wygodnej pozycji pociągnęła łyk z butelki, którą następnie postawiła koło mebla, aby mieć ją pod ręką, a później spojrzała w górę, na sklepienie. Jakże miło byłoby kiedyś wzbić się ponad ląd i wyjść z Podziemi. Tam żaden idiota nie mógłby jej mówić, co ma robić. Gdyby ktoś ją wywalił z baru, to poszłaby do innego. Jaka szkoda, że Grillby miał monopol na posiadanie knajpy w Snowdin i nikt inny nie otworzył podobnego interesu. Wilczyca wypuściła dym z ust i rzuciła petem gdzieś w wodę, po czym przymknęła powieki i westchnęła. Kiedyś założy własny pub, gdzie będzie panować prawdziwa anarchia, a Sigrunn jeszcze będzie na tym zarabiać. Póki co jednak była tylko samotnym potworem gdzieś na cholernym wysypisku śmieci, ale to łatwo było zmienić. Wyciągnęła telefon z kieszeni i przeglądnęła listę kontaktów, po czym wybrała jedną z najpopularniejszych pozycji i wystukała krótką, treściwą wiadomość:
"Chodź na wysypisko, mam wino i zakaz wstępu do baru, xoxo"
Miała nadzieję, że tyle Hawke wystarczy, żeby ruszyć tyłek i jakoś dotrzymać towarzystwa przyjaciółce w potrzebie. W sumie to mogłam do niej iść od razu, psia mać - zaklęła w myślach, ale przecież nie mogła mieć pewności, iż dziewczyna będzie siedzieć u siebie w domu, czekając, aż Sigrunn raczy do niej zawitać. To byłby szczyt egocentryzmu, a o jakiekolwiek samouwielbienie wilczycy nie można było posądzać. Chociaż cholera wie tę Hawke. Nordskov przez wiele lat zdążyła się nauczyć, że z jej kumpeli to jednak nieprzewidywalny potwór.

_________________
KP || Piniondz || A taki mam outfit (bez torby)

miasteczko Snowdin || wysypisko
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Hawke
Żółtodziób
avatar

HP : 100
Poziom duszy : 0
Doświadczenie : 0
LOVE : 0
Liczba postów : 45
Join date : 18/03/2016
Skąd : stamtąd.

PisanieTemat: Re: Wysypisko śmieci   Wto Sie 16, 2016 11:15 pm

W życie Hawke wkradła się przez ostatnie dni jakaś monotonia. Dziewczyna zauważyła to dopiero po kilku dniach, gdy prawie wcale nie ruszała się z domu. Zwyczajnie nie czuła potrzeby ruszania się gdzieś dalej. No i trochę jej się nie chciała tego robić. Dobrze jej było ze samą sobą i jej gitarą. Jednakże w pewnym momencie weszła w to wszystko nuda ze swymi brudnymi buciora, a jak wiadomo ona jest niczym rzep u psiego ogona. Zwłaszcza dla typka pokroju Hawke, który bardzo szybko się nudzi, gdy zajęcie go wystarczająco nie wciągnie. Takim o to sposobem ciemnowłosa kręciła się bez celu po mieszkaniu. Chwilę coś probiła, przeszła się do drugiego pomieszczenia, tam coś przestawiła i wróciła do drugiego. I tak w kółko, czasem tylko kolejność czynności się zmieniała. Sama Hawke czuła się dość dziwnie. Miała wrażenie, że czegoś jej brakuje w tym wszystkim, choć nie wiedziała czym to coś jest, a może kim. Ech, już nawet zaczęła się zastanawiać czy po prostu nie usiąść z butelką czegoś mocniejszego i w ten sposób spróbować jakoś zadziałać na tę monotonie i specyficzne uczucia. Któż, by pomyślał, że rozwiązanie jej problemu było nieco łatwiejsze niż butelka wina czy wódki. Wystarczyło tylko parę słów...
Dźwięk sygnału sms w jej telefonie oderwał ją od jakże ciekawego układania kubków w szafce. Lekko znudzona zbliżyła się do komórki leżącej na stole. Zerknęła na wiadomość, a na jej usta zabłąkał się ten specyficzny uśmieszek, którego znaczenia trudno, by jednoznacznie odczytać. Kryło się za nim trochę - rozbawienie, zadowolenie, ironia, a nawet ociupinka złości. Westchnęła cicho i zaczesała ciemne kosmyki do tyłu. Chwilę myślała co zrobić. Zaraz jednak schowała telefon do kieszeni spodni i postanowiła pojawić się tam, gdzie w obecnej chwili znajdowała się jej przyjaciółka. Oczywiście nie odpisała na wiadomość. Licho wie co chciała tym zrobić. Poddenerwować Siggy, a może zaskoczyć swym niespodziewanym pojawieniem się, hm?
Wyszła z domu, zamykając drzwi. Rozłożyła ręce, przymknęła powieki i wzięła głębszy wdech. Po chwili zamiast niej na ziemi stał sokół, którego ślepia były szkarłatne. Zaraz ów ptak wzbił się w powietrze, by skierować się w kierunku wysypiska śmieci. Nie było trzeba na nią nie wiadomo jak długo czekać. Od to zwykła droga z jej mieszkanka na wysypisko, choć trochę skrócona przez lot.
W pewnym momencie Siggy mogła poczuć, że ktoś jeszcze prócz niej znajduje się w okolicy, bo o to na oparciu fotela wylądował i usiadł nasz znajomy sokół, który z pewną ciekawością, zaczął się przyglądać pannie Nordskov. Tak, oczywiście była to Hawke, ale kto jej zabroni posiedzieć jeszcze chwili w formie ptaka? Rzadko się w nie zmieniała, to chociaż teraz sobie trochę odbije.

_________________

KP||Skrytka

Sesje:
*Vorbis
* Uny - rezerwacja
*Qudian - rezerwacja
* -
* -
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sigrunn
Żółtodziób
avatar

HP : 100
Poziom duszy : 1
Doświadczenie : 0
LOVE : 1
Liczba postów : 36
Join date : 22/06/2016

PisanieTemat: Re: Wysypisko śmieci   Sro Sie 17, 2016 10:35 am

Kap, kap, kap.
Woda kapała ze sklepienia i uderzała o stare, nikomu nie potrzebne graty, odmierzając kolejne sekundy i minuty, a także nadając temu miejscu specyficznego charakteru. Mogłoby się zdawać, że w całym podziemiu nie było tak spokojnego skrawka ziemi, gdzie nie zapuszczał się prawie nikt, a szum wody uspokajał i... usypiał. Prędzej czy później musiał nastąpić moment, kiedy Sigrunn oczy zaczęły się kleić aż za bardzo i po prostu jej się przysnęło. Warunki sprzyjały, a nie wiedziała, kiedy ta zmiennokształtna menda pojawi się na horyzoncie. Pewnie nie prędko. Mogła też się w ogóle nie pojawić. Jeśli akurat wyrywała jakąś pannę albo miała inne, równie pasjonujące zajęcie, los przyjaciółki mógł ją zaaferować równie mocno, co codzienne opady śniegu w Snowdin.
Nie wiedziała, ile zdarzyło jej się przysnąć, ale na pewno nie trwało to dłużej, niż paręnaście minut. Jakieś dziwne przeczucie nie pozwoliło jej dłużej odpoczywać. Znowu miała to uczucie, jakby ktoś ją obserwował. Zastrzygła uszami, ale wokół panowała absolutna cisza, przerywana miarowym kapaniem wody, więc powoli podniosła się do pozycji względnie siedzącej i poprawiła czapkę zasłaniającą jej oczy. Niemalże natychmiast musiała się jednak odchylić, przez co znowu opierała się plecami o podłokietnik. Skąd to nagłe zdziwienie? Ano pewnie stąd, że prawie zderzyła się twarzą w twarz z cholernym ptakiem, którego z pewnej odległości mogła oszacować jako sokoła. Długo nie zajęło jej łączenie wątków, a kiedy wreszcie to zrobiła, prychnęła i rozwaliła się wygodnie na fotelu, nie znalazłszy zagrożenia w szkarłatnookim zwierzątku. Hawke momentami była zbyt przewidywalna w swojej nieprzewidywalności, do czego Sig dawno się przyzwyczaiła. Już nieraz pod swoimi drzwiami znajdowała małe pieski czy inne lemury o czerwonych ślepiach, a kiedy indziej zwierzątka same właziły jej do domu, na przykład przez otwarte okno. Może dawałaby się nabrać, gdyby nie charakterystyczny wygląd wszystkich tych uroczych stworzonek. I co u diabła robiłby zwykły sokół na wysypisku?!
- Punkt za element zaskoczenia, ale nie lubię takich pobudek - mruknęła, po czym sięgnęła po stojącą na ziemi butelkę jabola. - Plus ptaki nie piją - wyszczerzyła kły w złośliwym uśmiechu i pomachała kumpeli trunkiem przed dziobem. Możliwe, że Hawke liczyła na coś bardziej wyrafinowanego i droższego, ale to przecież nie była cholerna randka, a wilczyca dostała wino za darmo. Darowanemu koniowi nie zagląda się w zęby, a darmowego alkoholu się nie ocenia.
- Mam nadzieję, że nie odciągnęłam cię od robienia czegoś niezwykle ważnego - powiedziała z udawaną grzecznością, bo tak naprawdę guzik ją to obchodziło. Ważne, że laska w ogóle tu przyleciała, więc co zmieniłyby słowa "przeszkodziłaś mi w budowaniu Wielkiego Zderzacza Hadronów"? Skoro tu była, widocznie nie było to aż tak ważne.

_________________
KP || Piniondz || A taki mam outfit (bez torby)

miasteczko Snowdin || wysypisko
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Hawke
Żółtodziób
avatar

HP : 100
Poziom duszy : 0
Doświadczenie : 0
LOVE : 0
Liczba postów : 45
Join date : 18/03/2016
Skąd : stamtąd.

PisanieTemat: Re: Wysypisko śmieci   Sro Sie 17, 2016 10:40 pm

No tak, czego miała się innego spodziewać niż śpiącej Sigrunn? Choć to w sumie zaskakujące, że wilczyca zasnęła w tak krótkim czasie. No nic, Hawke grzecznie czekała, aż ta się obudzi. Co to, to nie. Ona sobie po prostu grzecznie posiedzi i popatrzy. Ciemnowłosej się w tym momencie wcale nie śpieszyło. Przecież miała masę czasu, czyż nie? Nawet nie drgnęła, kiedy Siggy się obudziła. Stojąc tak mogła przywodzić na myśl jakiś kamienny posąg i tylko ruch gałek ocznych zdradzał, że sokół siedzący na krawędzi oparcia jest żywą istotą. Siedziała tak chwilę, wysłuchując jeszcze słów swojej przyjaciółki. Nie wyglądała na bardzo przejętą jej słowami. Nawet jakoś nie wodziła wzrokiem za butelką. Jej brak zainteresowania alkohole było widać zwłaszcza wtedy, gdy zamiast się awanturować o picie zwyczajnie, zmieniła się w w szarego małego dachowca.
- Oczywiście, że punkt, a jakby miało być inaczej? - odparła nieco mrukliwym głosem, zerkając na swoją towarzyszkę. Tak, bycie w ciele kota jej się udzielało. Przeciągnęła się niczym rasowy kocur na oparciu, po czym lekko zlazła na Siggy, na której klatce piersiowej się położyła. - Nie zależy mi na piciu. Nie jestem tobą - wiecznie żądną alkoholu istotą - powiedziała, skupiając wzrok na pannie Nordskov.
- Tak, odciągnęłaś mnie od jak ważnego układania w szafce kubków - stwierdziła, po czym wywróciła oczami. Czasami zastanawiała się po co ona się pyta o takie rzeczy, gdy ewidentnie ją to nie interesuje. Hm, a może przez jej kumpele jednak przechodziły jakieś przebłyski uprzejmości?
Chwilę milczała, jakby zbierając w głowie myśli.
- Za co znów cię wywalili? Komu tym razem dałaś po mordzie, hm? - spytała w końcu. Hawke już trochę znała swoją przyjaciółkę i wiedziała czego mogła się po niej spodziewać. Tak, awantury w barze były codziennością dla Siggy, a kolejna związana z nią wcale Erin nie dziwiła. Ba, brak rozrób w barze w przypadku Nordskov byłby czymś dziwnym.

_________________

KP||Skrytka

Sesje:
*Vorbis
* Uny - rezerwacja
*Qudian - rezerwacja
* -
* -
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sigrunn
Żółtodziób
avatar

HP : 100
Poziom duszy : 1
Doświadczenie : 0
LOVE : 1
Liczba postów : 36
Join date : 22/06/2016

PisanieTemat: Re: Wysypisko śmieci   Sro Sie 17, 2016 11:24 pm

No ej, ona wcale nie miała tendencji do spania gdzie popadnie! Była leniem patentowanym, ale jeszcze nie aż tak bardzo. Po prostu okoliczności sprzyjały. Tu jej było dobrze, w miarę ciepło, cicho, wcześniej wypity alkohol powoli wił się w jej żyłach i czuła się tak, jakby czas stanął w miejscu. Szkoda, że tylko dla niej.
Nieco zdziwił ją brak zainteresowania butelką. Przecież to był jeden z najlepszych punktów tego spotkania, który Hawke zdawała się kompletnie ignorować. Bo przecież lepiej zamienić się w małego, uroczego kocurka i rozwalić się na cudzych piersiach.
- Nie za wygodnie ci? Ciężka jesteś - burknęła zażenowana wilczyca i przesunęła futrzaka trochę niżej, na swój brzuch. Tutaj przynajmniej nie odcinał jej dostępu tlenu ani nie kładł łapek tam, gdzie nie powinien, a na pewno bardzo by chciał. - Twoja strata. Tylko nie wyciągaj po niego łap, kiedy nie będę patrzeć - powiedziała, po czym pstryknęła kociaka w nos, żeby zaraz po tym odruchowo położyć dłonie na jej milutkim futerku i zacząć drapać ją za uszkiem i po grzbiecie. Hawke chyba za dobrze wiedziała, w jakich zwierzątkach Sigrunn gustowała. Dobrze, że nie zmieniła się w czarnego kota, bo zostałaby zamiziana na śmierć.
- O nie, przepraszam. Chcesz teraz wrócić do domu i skończyć to, co zaczęłaś? - mruknęła ironicznie, ciągnąc ją lekko za ucho.
Milczała, widząc, że jej przyjaciółka ma coś ważnego do powiedzenia i oczywiście się nie myliła. Zaśmiała się gorzko.
- Jakie znowu? Jakbym codziennie dawała komuś po mordzie, no błagam - parsknęła. A tak na serio... W tej kwestii wszystko było jasne: prawie każda jej wizyta w barze kończyła się dość ciekawie. Albo wdawała się w kłótnie, albo nawet dochodziło do rękoczynów. W najlżejszych wypadkach kończyło się na podpiciu, chociaż to i tak już był wyczyn, bo głowę to miała mocną. Grillby często ją upominał, żeby trochę wyluzowała, ale koniec końców często przymykał oko na jej dzikie wybryki. Póki szkło i meble były całe i niezakrwawione, mógł puszczać jej to płazem. - Nie wiem, kto to był. Wiesz, że nie pytam o imię, jak mnie ktoś wkurwi. Trochę się poszarpaliśmy i w sumie to tyle, na siniakach i paru kroplach krwi się skończyło, a ogniogłowy robi z tego nie wiadomo co - odpowiedziała, krzywiąc się groźnie na samo wspomnienie, jakby miała ochotę wrócić tam i pokazać wszystkim, co o tym sądzi. Całe szczęście, że kolejny łyk wina podziałał jak środek uspokajający, bo inaczej Hawke musiałaby zamienić się chyba w słonia, żeby zatrzymać wilczycę.
- W sumie to dawno cię nie widziałam. Cały czas układasz naczynia czy po prostu mnie unikasz? - spytała z marszu i wbiła bladoniebieskie, ciekawskie spojrzenie w kumpelę, nie chcąc się dłużej denerwować wydarzeniami, od których uciekła aż do Wodospadów. W końcu to niepodobne do zmiennokształtnej, żeby nie dawać znaków życia przez aż tak długo. Czyżby nastąpił jakiś przełom w jej życiu, o czym Sig kompletnie nie wiedziała?

_________________
KP || Piniondz || A taki mam outfit (bez torby)

miasteczko Snowdin || wysypisko
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Hawke
Żółtodziób
avatar

HP : 100
Poziom duszy : 0
Doświadczenie : 0
LOVE : 0
Liczba postów : 45
Join date : 18/03/2016
Skąd : stamtąd.

PisanieTemat: Re: Wysypisko śmieci   Czw Sie 18, 2016 11:55 am

Hawke mimo wszystko nie zawsze czuła potrzebę napicia się. Okej, alkohol był fajny, ciemnowłosa zazwyczaj nie odmawiała darmowego picia, ale przecież zdarzały się wyjątki, nie? Erin wiedziała, że nie potrzebuję zawsze tego magicznego trunku do zabawy. Z resztą kto wie, może uda jej się zobaczyć pijaną Siggy? Nie żeby mogła to potem jakoś wykorzystać czy coś... O! Po prostu na razie nie czuła potrzeby napicia się i tyle.
Oczywiście, że lepiej się zmienić w małą uroczą, włochatą kulkę i rozwalić się komuś na cyckach. No, ej jak można, by odmówić czemuś tak słodkiemu? Wszyscy kochają słodziutkie istotki, zwłaszcza te małe. Hawke dobrze wiedziała co chce osiągnąć i jakimi sposobami może próbować to zdobyć.
- Nie, mi tu... - zaczęła swoją wypowiedź, ale zaraz ją urwała, bo została przesunięta na brzuch wilczycy. Ej, no! Jej było dobrze tam, gdzie się położyła! Gdyby chciała inne miejsce do leżenia to by wybrała tamto, a nie to. Tak, wyglądała na niezadowoloną z danego obrotu sprawy. Przecież Siggy odebrała jej w tym momencie największą frajdę od początku pojawienia się na złomowisku Hawke. Pstryknięcie w nos w ogóle jej się nie spodobało. Zaraz położyła uszy, lekko się najeżyła i cicho syknęła. Mimo tej jawnie agresywnej reakcji ze strony Hawke, ciemnowłosa zaraz się uspokoiła i spotulniała, gdy poczuła drapanie za uszkiem i po grzbiecie. W ogóle z tym nie walczyła. Natychmiast wręcz przymknęła delikatnie powieki i zaczęła cicho mruczeć, podstawiając się do miziania. Oczywiście nie mogło to trwać jakoś długo.
- Nie - odparła dość szybko, wyrwana z przyjemnego stanu z powodu złapania za ucho. Znów pokazała, że te zabawy ze strony Siggy się jej nie podobają. Ba, nawet spróbowała pacnąć tą swoją puchatą łapką wilczycę w dłoń, nie spuszczając wzroku z jej palców. Ba, przez chwilę przyszedł jej nawet pomysł, żeby jeden lekko ugryźć tak dla ostrzeżenia. Powstrzymała się jednak od tego.
Oderwała wzrok od jej ręki tylko na chwilę, gdy ta się zaśmiała.
- A nie dajesz? - spytała, choć nie liczyła na szczerą odpowiedź. Nordskov miała swoje za uszami, a Hawke była tego świadoma. Wiedziała przecież, że Siggy, potrafi być agresywna wobec kogoś, bo ten się na nią spojrzał nie tak. Mimo to jakoś jej, to nie przeszkadzało. Akceptowała wilczycę taką jaką była. Miała ochotę cicho westchnąć, ale dała sobie z tym spokój. Pocieszył ją fakt, że skończyło się w dość błahy sposób, a jej przyjaciółce i nikomu znajomemu nic wielkiego się nie stało. Wiedziała, że kiedyś Sigrunn może się przez te swoje zachowania w coś wpakować. Na całe szczęście na razie wszystkie akcje nic wielkiego nie zapowiadały. W końcu mimo wszystko martwiła się o nią. Tylko skończony kretyn nie robił tego wobec przyjaciół. Cóż, Erin postanowiła nie drażnić dalszymi pytaniami swojej towarzyszki. Widziała, że ta nie jest w sosie, a nie chciała jej jeszcze bardziej rozdrażnić. Jeszcze ta się na nią fochnie i co wtedy? Kobiecie foszki bywała przecież bardzo upierdliwe, a zazwyczaj trudno było je zlikwidować. Z tego wszystkiego Hawke postanowiła jeszcze jakoś poprawić humor swojej przyjaciółki i w sumie wiedziała jak mogła to zrobić, a było to dla niej dość łatwe. Zwyczajnie zmieniła się w małego, czarnego kociaka.
Postanowiła zmienić pozycję i tym razem usiąść na brzuchu Sigrunn.
- Siedziałam po prostu kilka dni w domu - odparła, bez większego zastanowienia. W końcu u niej nic ciekawego się nie działo. Od to tylko wkradła się jakaś mała monotonia i tyle. Widziała to zainteresowanie ze strony wilczycy, ale jakoś się nim nie przejęła. W końcu nic nie miała przed nią do ukrycia.

_________________

KP||Skrytka

Sesje:
*Vorbis
* Uny - rezerwacja
*Qudian - rezerwacja
* -
* -
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sigrunn
Żółtodziób
avatar

HP : 100
Poziom duszy : 1
Doświadczenie : 0
LOVE : 1
Liczba postów : 36
Join date : 22/06/2016

PisanieTemat: Re: Wysypisko śmieci   Czw Sie 18, 2016 2:12 pm

Słodkie zwierzątka są słodkie, a Sigrunn miała słabość do małych kotków (jeszcze nie hodowała ich u siebie w piwnicy, ale to kwestia czasu), co mogło wyglądać dziwnie w połączeniu z jej wilczą naturą i wyglądem. Okej, w większości przypominała raczej człowieka, ale psowaty to zawsze psowaty. Ona to zawsze musiała zrobić wszystkim na przekór, więc w sumie to nic dziwnego, że w tym przypadku nie było inaczej. Szkopuł w tym, że ta puchata kulka dalej była jej kumpelą, a nie pierwszym z brzegu przybłędą, o czym Siggy nie mogła zapominać. Jeśli kładła się na wilczycy, to nie dlatego, że tak było jej wygodnie i ciepło, lecz żeby ją bezczelnie zmacać podczas chwili nieuwagi. Dlatego w ogóle nie przejęła się jej niezwykle uroczymi protestami ani po pstryknięciu jej w nos, ani po lekkim pociągnięciu za ucho. Wiedziała, że może sobie na to pozwolić, bo Hawke przecież jej nie ugryzie ani nie podrapie, a jeśli już, to nie mocno, a na dodatek łatwo było ją udobruchać. Wystarczyła kolejna dawka pieszczot.
- No już, uspokój się - wymruczała uroczym wręcz tonem, jakim właściciele zwracają się do swoich pupili i palcem delikatnie pomiziała tę łapę, która chciała ją zaatakować, a później jak gdyby nigdy nic wróciła do drapania za uszkiem. Bawiła ją ta urocza zabawa, chociaż spodziewała się, że zobaczy kumpelę w bardziej... ludzkiej postaci, o ile potwór mógł mieć taką.
- Czasami się zdarza - wywróciła oczami. Czyżby szczera odpowiedź? Nie było sensu się kłócić, skoro Hawke i tak znała prawdę. Większość ludzi w Snowdin ją znało, chociaż nie w pełni. Na przykład mało kto wiedział, jak daleko potrafiła się w swoich wyczynach posunąć. No i prawie nikt nie wiedział, że kiedyś zabiła jednego potwora. Jedynie ta oto potworzyca ukryta w ciele kociaka miała pełny wgląd na jej możliwości i znała ją niemalże na wylot. Jak widać, wiedziała też, gdzie uderzyć, żeby ją kompletnie zmiękczyć i poprawić jej humor. Zauważywszy, że szary dachowiec zmienia się w czarne kociątko, Sigrunn kompletnie zapomniała, o czym w ogóle była mowa. Niemalże od razu usiadła na fotelu i uniosła Hawke na poziom swojej twarzy.
- Leń - stwierdziła. - Mam nadzieję, że chociaż dobrze się bawiłaś. I nie ukrywam, że lubię małe, czarne kociątka, ale pisząc do ciebie miałam nadzieję zobaczyć ciebie, nie zwierzątka - dodała. Ktoś tu nie czuje, kiedy rymuje! Gdyby chciała zobaczyć futrzaka, poszłaby do lasu lub sklepu zoologicznego, plus nie chciała, żeby jej przyjaciółka zdziczała tylko dlatego, że przesadziła z magią. Już kiedyś to przechodziły. Co prawda trwało to tylko parę dni, ale powinno nauczyć Hawke, iż czary to delikatna sprawa.

_________________
KP || Piniondz || A taki mam outfit (bez torby)

miasteczko Snowdin || wysypisko
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Hawke
Żółtodziób
avatar

HP : 100
Poziom duszy : 0
Doświadczenie : 0
LOVE : 0
Liczba postów : 45
Join date : 18/03/2016
Skąd : stamtąd.

PisanieTemat: Re: Wysypisko śmieci   Czw Sie 18, 2016 4:07 pm

Czasem się zastanawiała czy nie lepiej, by zrobiła, gdyby reagowała na tego typu zaczepki ze strony przyjaciółki nieco ostrzej. Tak porządnie ugryźć czy drapnąć. Może wtedy wilczyca nauczyłaby się, że nie zawsze warto ją ciągać za uszy czy pstrykać w nos. Serio, to nie było zazwyczaj jakieś fajne czy przyjemne.
Od razu cofnęła puchatą łapkę. Nie, nie wahała się, by po tym pomizianiu po łapce jeszcze raz walnąć Sigrunn po dłoni i to nawet nieco mocniej niż wcześniej, choć i tak nie mogła tym wyrządzić nie wiadomo jakich szkód przyjaciółce. O co, chciała pokazać, że jest niezadowolona i tamta ją tym razem tak łatwo udobruchać. Chcieć pokazać mogła, druga spraw z wykonaniem, co nie? Hawke zaraz znów się poddała temu przyjemnemu uczuciu, które towarzyszyło mizianiu za uszkiem. Ponownie przymknęła leciutko powieki, a z jej gardła zaczęło się wydobywać ciche mruczenie.
- Czasami - powtórzyła to słowo, które było jej zdaniem najważniejsze w całej wypowiedzi Nordskov. Tak, sądziła, że choć trochę zna swoją przyjaciółkę, a na pewno była bardziej obeznana niż jakiś przeciętniak z ulicy czy popychadło wilczycy. Obie znały swoje nieco mroczniejsze strony. Mimo to nadal się lubiły, ba, przyjaźniły.
- Nie leń. Po prostu czasami mam dni, że muszę się zaszyć u siebie w domu... - odparła, patrząc na nią. Trochę dziwnie się czuła, gdy Siggy trzymała ją tak w powietrzu. Okej, była przyzwyczajona do lewitacji, ale co innego jest unosić się samemu w powietrzu, a być trzymanym przez kogoś. Zerknęła tylko na chwilę na dół, po czym przeniosła spojrzenie z powrotem na wilczyce. - Przyznaj, że taka ci się bardziej podobam - odparła, a w jej tonie można było wyłapać tą lekko łobuzerską i złośliwą nutkę. Tak, jak zawsze musiała spróbować trochę po prowokować swoją przyjaciółkę. No, przecież nie byłaby sobą, gdyby tego nie porobiła.
Czy Hawke obawiała się nadużycia swojej magi? Niekoniecznie. Dobra... Raz jej się trochę przegięło, ale przecież nic wielkiego się nie stało, co nie? Od to trochę powariowała, a potem jej przeszło. Drugą sprawą był fakt, że przez kolejne kilkanaście dni starała się z magi nie korzystać, ale teraz nie przeszkadzało Erin korzystanie ze swojego daru. W końcu po coś go posiadała, co nie?

_________________

KP||Skrytka

Sesje:
*Vorbis
* Uny - rezerwacja
*Qudian - rezerwacja
* -
* -
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sigrunn
Żółtodziób
avatar

HP : 100
Poziom duszy : 1
Doświadczenie : 0
LOVE : 1
Liczba postów : 36
Join date : 22/06/2016

PisanieTemat: Re: Wysypisko śmieci   Czw Sie 18, 2016 7:22 pm

Uniosła nieco brwi i uśmiechnęła się ciut szerzej, gdy Hawke nie dość, że cofnęła łapę, to jeszcze pacnęła wilczycę w dłoń. Cóż za urocze stworzenie. Niby takie groźne i niebezpieczne, a jednak powodowało bardziej rozczulenie niźli grozę, a na dodatek łatwo je było spacyfikować, nawet się przy tym zbytnio nie siląc. Gdyby zmiennokształtna chciała, pewnie potrafiłaby zrobić Sigrunn krzywdę, ale widocznie wyczuła, że jej się to nie opłaci.  I bardzo dobrze.
- Mhhhm, czaję - odmruknęła, drapiąc kociaka po karku, chociaż dalej nie spuszczała go z poziomu swojego pyska, jakby bawiło ją to lekkie zdezorientowanie potworzycy. Skąd ona to znała! Lubiła obecność ludzi, a nawet jeśli nie to, to uwielbiała szwendać się bez celu i szukać przygód, ale nawet ona czasami potrzebowała chwili wytchnienia. Paru dni przerwy od świata, żeby zebrać myśli i zrelaksować się w samotności, albo po prostu poleniuchować na kanapie. Nic nowego.
Zmarszczyła ciut brwi i przekręciła głowę na bok, wbijając chłodne spojrzenie w Hawke. Wiedziała, że ją prowokuje i chce się podroczyć, aby pokazać, kto tu rządzi, toteż nie miała serca odmawiać jej tak wspaniałej rozrywki.
- Jaka? Szara jak skacowany człowiek i z kłami dłuższymi od moich? W sumie to masz rację, zostań w formie kociaka, teraz przynajmniej wyglądasz uroczo - odpowiedziała, posyłając jej charakterystyczny, ironiczny uśmieszek i położyła ją na oparciu fotela. W praktyce... no cóż. Obie wiedziały, jak było w praktyce. Sigrunn mogła mówić co chciała, ale coś ją pociągało w ten prawdziwej formie przyjaciółki, o czym ta doskonale wiedziała. Ba, działało to w obie strony i, co najciekawsze, w ogóle nie odbijało się na ich przyjaźni. Co za pokręcona relacja.

_________________
KP || Piniondz || A taki mam outfit (bez torby)

miasteczko Snowdin || wysypisko
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Hawke
Żółtodziób
avatar

HP : 100
Poziom duszy : 0
Doświadczenie : 0
LOVE : 0
Liczba postów : 45
Join date : 18/03/2016
Skąd : stamtąd.

PisanieTemat: Re: Wysypisko śmieci   Czw Sie 18, 2016 10:28 pm

Hawke mimo wszystko głupia nie była i wiedziała jakiej reakcji może się po przyjaciółce spodziewać jeśli drapnie ją. W sumie to każdy, by to raczej przewidział. Mimo wszystko nie miała ochoty wylądować naglę na ziemi czy jakkolwiek inaczej oberwać, a tym bardziej nie jako mała, bezbronna, włochata kulka. Jeszcze by sobie krzywdę zrobiła, na przykład łapkę zwichnie i co wtedy? Nie, ona nie miała ochoty mieć siniaków z tak błahego powodu. Tak, jeszcze trochę mózgu jej zostało, choć czasami na to nie wyglądało. Cóż, urok bycia Hawke.
Dobra, dziwnie być tak trzymanym, racja, ale co z tego, gdy ktoś drapie człeka po karku? Dla takiej małej pieszczoty jest to warte! Tak, ciemnowłosa jakby w ogóle zapomniała o tym, że wisi kilkanaście dobrych centymetrów nad ziemią. Ba, ona normalnie dalej mruczała.
Tak, chyba potrzebowała tak odpocząć psychicznie od reszty społeczności. Hałas i tłum był czymś fajnym i przyjemnym dla Erin, ale czasem spokój się przydawał. Wszystko trzeba odpowiednio dawkować.
W ogóle nie ruszyło ją to chłodne spojrzenie przyjaciółki. Przez lata przyjaźni zdążyła się już przyzwyczaić do niego. Gdyby była w swojej pierwotnej formie na ustach ciemnowłosej można by zauważyć bezczelny uśmieszek.
- Lepiej być szarym typem z kłami niż wilkiem z rogami - odparła i wyglądała tak jakby słowa wilczycy nic jej nie ruszyły, bo i tak było. Obie sobie nawzajem dokuczały i prowokowały. To nie była żadna nowość. Oczywiście Hawke była trochę mniej zadowolona z faktu, że Siggy przestała ją drapać i posadziła na tym oparciu. No nic, potworzyca postanowiła się tym nie przejmować zbytnio. Miała już inny plan w głowie. Oto zeskoczyła ze swojego siedzenia na kolana wilczycy. Ta po chwili mogła poczuć nieco większy ciężar niż waga małego kotka. Tak, Hawke wróciła do swojej zwyczajnej postaci, rozsiadając się na kolanach przyjaciółki tak, że nogi zwisały jej z podłokietniki fotela. Ciemnowłosa zaraz objęła ramionami szyję przyjaciółki i przybliżyła obliczę do jej twarzy. Na ustach Erin można było oczywiście zauważyć ten charakterystyczny łobuzerski uśmieszek.
- I co teraz, hm? - mruknęła jej na ucho. Och... jak ona uwielbiała w ten sposób prowokować Siggy. Tak, Hawke była oczywiście świadoma jak potrafi działać na przyjaciółkę i nie raz, nie dwa lubiła to wykorzystywała. Nordskov mogła zaraz poczuć jak zwinne paluszki Erin miziają, a czasami lekko drapią jej kark.

_________________

KP||Skrytka

Sesje:
*Vorbis
* Uny - rezerwacja
*Qudian - rezerwacja
* -
* -
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sigrunn
Żółtodziób
avatar

HP : 100
Poziom duszy : 1
Doświadczenie : 0
LOVE : 1
Liczba postów : 36
Join date : 22/06/2016

PisanieTemat: Re: Wysypisko śmieci   Pią Sie 19, 2016 12:45 pm

Wilczyca nie musiała widzieć wyszczerzu na pyszczku Hawke, żeby wiedzieć, jakie emocje chciała jej przekazać. Widziała to w jej szkarłatnych oczkach i słyszała po jej tonie i to jej wystarczało. Prawdę mówiąc, w tym momencie nie spodziewała się po niej niczego innego. Gdy już wchodziły w fazę docinek, nie przestawały ot tak, tylko ciągnęły to do znudzenia. Tu trzeba przyznać, że Sigrunn znalazła sobie godnego przeciwnika, jeśli chodziło o złośliwości, albowiem mało kto prócz Hawke był w stanie znosić to przez dłuższy czas.
- Myślałam, że za to mnie lubisz - odparła, udając bezbrzeżne zdumienie. W końcu to dodawało jej uroku i odróżniało od przeciętnego człowieka, którym w żadnym przypadku nie była. Lubiła siebie taką, jaką była i broń Odynie nie ruszyły ją hejty ze strony zmiennokształtnej, bo świetnie wiedziała, że nijak się miały do rzeczywistości.
Przyglądała się leniwie kociakowi, który zeskakuje na jej kolana. Co, jednak najlepiej to u niej, może pomiziać do tego? Chyba się jednak przeliczyła, bo zaraz faktycznie poczuła, że trochę jej za ciężko na kolanach, jakby jakaś siła chciała je połamać, na co wilczyca w ogóle nie była przygotowana i początkowo mogło się zdawać, że zmiennokształtna zsunie się na ziemię. Sigrunn skrzywiła się i usiadła tak, żeby Hawke nie spadła, chociaż miała wielką ochotę pozwolić grawitacji działać. Cholera, a mówiła, że to kot jest ciężki. Z drugiej strony, nie było aż tak źle. Dziewczyna do grubokościstych nie należała, a wilczyca po paru sekundach zdążyła przywyknąć do dodatkowego balastu, który jednak nie podobał jej się tak, jak zmiennokształtna mogła pomyśleć.
Kiedy tylko twarz potworzycy znalazła się zbyt blisko, Sig odchyliła się nieco do tyłu, próbując jej uniknąć. Gdy zamruczała, wilczyca drgnęła nieznacznie, jej uszy powoli położyły się po sobie, a ogon poruszył się nieznacznie w nerwowym geście. Wszystko wskazywało na to, że nie podobała jej się ta zabawa. Mogłaby to znieść, gdyby była w odpowiednim nastroju na takie gierki, ale nie tu i teraz.
- Złaź - warknęła krótko, marszcząc groźnie nos i zabijając Hawke spojrzeniem, zaraz odchylając łeb do tyłu, jakby chciała w ten sposób strącić jej miziające łapy ze swojej szyi. - Bo zaraz połamię ci te palce - burknęła i złapała dziewczynę za biodra, aby następnie spróbować odsunąć ją od siebie na bardziej komfortową odległość, która nie budziła w niej mieszanych uczuć. Zmiennokształtna powinna wiedzieć, że otrzymanie ostrzeżenia od Sigrunn to i tak dużo, a drugiego najprawdopodobniej nie będzie.

_________________
KP || Piniondz || A taki mam outfit (bez torby)

miasteczko Snowdin || wysypisko
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Hawke
Żółtodziób
avatar

HP : 100
Poziom duszy : 0
Doświadczenie : 0
LOVE : 0
Liczba postów : 45
Join date : 18/03/2016
Skąd : stamtąd.

PisanieTemat: Re: Wysypisko śmieci   Pią Sie 19, 2016 2:44 pm

Och... Jak jej się ta cała sytuacja podobała. Erin bardzo dobrze wiedziała, że wilczyca ściemnia. Nawet przez chwilę nie dała się oszukać temu zdziwieniu Siggy. W końcu obie dobrze wiedziały, że jakaś dziwna siła ciągnie je do siebie, a te słowa nie mają jakiegokolwiek znaczenia. Docinki i głupie komentarze nie potrafiły tego zmienić.
- No to chyba się myliłaś - odparła, a w jej głosie oczywiście można było wyłapać tę nutkę rozbawienia. Tak, ta cała sytuacja w tej chwili nie denerwowała ją, ani zakłopotała. Nie, ona się świetnie bawiła w ten sposób. Długo mogła ciągnąć ten teatrzyk i mieć z tego znakomity ubaw. Dziwne miała poczucie humoru, co nie?
Poczuła, że się nieco zsuwa z nóg wilczycy. W sumie to przez chwilę się zastanawiała czy Sigrunn nie da jej spaść na ziemię. Oczywiście sama mogła dość szybko zareagować i uratować swój tyłek od bolesnego kontaktu z ziemią za pomocą lewitacji, ale na całe szczęście nie musiała tego robić.
Zastanawiała się jak na jej poczynania zareaguje tym razem Nordskov. Była serio ciekawa jej reakcji. Skorzysta z okazji, wścieknie się, a może całkiem ją zignoruje, hm? Uważnie obserwowała zmiany w zachowaniu wilczycy i już po pierwszych sygnałach zrozumiała co się kroi. Zdarzało jej się widzieć taką reakcję i wiedziała co może się po niej stać jeśli nie przestanie. Głupia nie była i nie miała ochoty oberwać. Szkoda, myślała, że Siggy ma dobry humor. Ciutke spoważniała, przestała miziać ją po karku i bez słowa zamieniła się w czarnego kocura, po czym po prostu zeskoczyła z fotelu na ziemię.

_________________

KP||Skrytka

Sesje:
*Vorbis
* Uny - rezerwacja
*Qudian - rezerwacja
* -
* -
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sigrunn
Żółtodziób
avatar

HP : 100
Poziom duszy : 1
Doświadczenie : 0
LOVE : 1
Liczba postów : 36
Join date : 22/06/2016

PisanieTemat: Re: Wysypisko śmieci   Nie Sie 21, 2016 12:42 pm

- Cholera - odrzekła, krzywiąc się mocno i delikatnie gładząc dłonią dwa różki wystające znad jej czoła. - A ja myślałam, że laski lecą na rogi - westchnęła i pokręciła głową, zrezygnowana. Prawdę mówiąc, nie wiedziała, czy inne potwory (w tym Hawke) leciały na to, na jej wybitne poczucie humoru, na aurę potwora-chodzącej bójki czy na cokolwiek innego i średnio ją to obchodziło. Ważne, że Sigrunn póki co nie mogła narzekać na brak towarzystwa, co widać na załączonym obrazku przedstawiającym ją i Erin gdzieś na wysypisku.
Zastanawiało ją, czy zmiennokształtna ustąpi czy nie. Z jednej strony, to byłoby bardzo rozsądne posunięcie. Powoli się wycofać, żeby nie oberwać. A z drugiej... Cóż, to przecież była Hawke. Mogła próbować dalej ją prowokować albo użyć jakiejś innej zagrywki, niekoniecznie czystej, żeby zbić Siggy z tropu i zniechęcić ją do agresji. Dlatego też zdziwiła się troszeczkę, kiedy potworzyca nie zrobiła niczego dziwnego, tylko posłusznie posłuchała się wilczycy. Zbyt łatwo poszło.
- Rozumiem, że wolałabyś zgwałcić mnie tu i teraz, ale nie obrażaj się, kocie - powiedziała i sama powoli zebrała się z fotela, zabrawszy uprzednio do połowy pustą butelkę ze sobą. - Jak chcesz, możemy się stąd ruszyć... Dokądś - zaproponowała, wykonując bliżej nieokreślony ruch ręką. Teraz, kiedy nie miała wstępu do Grillby'iego przez najbliższy tydzień lub więcej, była trochę w czarnej dupie, bo nie mogła zaproponować kumpeli pójścia tam, chociaż miała dziwne wrażenie, że i tak nie byłaby zainteresowana. W przeciwieństwie do Sigrunn, nie wyglądała na chętną do picia, a raczej chciała się po prostu spotkać z wilczycą po paru dniach kiblowania w domu. - Bo coś mi się wydaje, że ostatnio masz dość siedzenia - zaśmiała się krótko.

_________________
KP || Piniondz || A taki mam outfit (bez torby)

miasteczko Snowdin || wysypisko
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Hawke
Żółtodziób
avatar

HP : 100
Poziom duszy : 0
Doświadczenie : 0
LOVE : 0
Liczba postów : 45
Join date : 18/03/2016
Skąd : stamtąd.

PisanieTemat: Re: Wysypisko śmieci   Nie Sie 21, 2016 3:55 pm

Co Hawke pociągało w tej wrednej wilczycy? Może wygląd? Mimo wszystko rzadko można zobaczyć dziewczynę-wilka z rogami. No można też zaprzeczyć, że dziewczyna miała swój urok, ale czy to tylko tyle? No, na pewnie. Tu chodziło o coś jeszcze. Może to charakter? Ciemnowłosa miała jakąś taką słabość do typów pokroju Sigrunn. Wrednych, ironicznych, pewnych siebie, z specyficznym humorem oraz sposobem bycia, samodzielnych i w jakiś sposób nie do końca dostępnych dla reszty. Cóż ona biedna miała poradzić na ten stan rzeczy? Nic nie mogła. Tak już jest, gdy się ma spaczony gust. Po prostu Siggy była dla niej pewnego rodzaju magnesem.
- Widocznie nie na takie rogi, moja droga - odparła z ewidentnym rozbawieniem w głosie. Tak, sama nie wiedziała czemu, aż tak ją ten jej tekst w tym momencie rozbawił. No dobra... Oczywiście, że znalazła w nim podtekst, a czego innego się spodziewaliście? Niepoprawni perwersi już tak mają. - Na przyszłość może trzeba pomyśleć o zmianie rogów - rzekła, po czym się zaśmiała.
Szkarłatne spojrzenie ciemnowłosej zostało skierowane po raz kolejny na wilczyce.
- Ja nie gwałcę. Nie jestem tobą - odparła. Hawke po prostu nie starała się nie narzucać osobnikom, które jej się podobały. Zaraz odwróciła wzrok od Siggy, po czym się zwyczajnie przeciągnęła. - Mi tam obojętne. Nie przesadzaj, nie mam dość siedzenia. I tak większość czasu lewituje - odparła, nawet nie patrząc na wilczyce. Tak, jakoś nie zależało jej na piciu. Mogła się napić, ale nie musiała.

_________________

KP||Skrytka

Sesje:
*Vorbis
* Uny - rezerwacja
*Qudian - rezerwacja
* -
* -
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sigrunn
Żółtodziób
avatar

HP : 100
Poziom duszy : 1
Doświadczenie : 0
LOVE : 1
Liczba postów : 36
Join date : 22/06/2016

PisanieTemat: Re: Wysypisko śmieci   Czw Sie 25, 2016 10:59 pm

Jedno było pewne: pasowały do siebie. Sam fakt, że ze sobą wytrzymywały, potwierdzał to stwierdzenie. Obie były specyficzne w każdym tego słowa znaczeniu i nie zawsze trafiały w gusta innych, którzy woleli znacznie łatwiejsze łupy. Rozszyfrowywanie tej dwójki bywało równie męczące, co przebywanie z nimi, kiedy akurat miały ochotę na zaczepki. Po prostu trzeba przyjąć do wiadomości, że te dwa porąbane typy ciągnęły ku sobie przez sam fakt, że były tak bardzo do siebie podobne, a jednak... Sigrunn nie wyobrażała sobie życia z Hawke. Swoją przyszłość widziała kompletnie inaczej i chociaż nie mogło w niej zabraknąć jej najlepszej przyjaciółki, z pewnością kiedyś spadnie ona na drugie miejsce, z czego wilczyca doskonale zdawała sobie sprawę. Może się to wydawać absurdalne, ponieważ doskonale dogadywała się z Erin, do której ją wyraźnie ciągnęło, ale z drugiej strony gdyby chciała z nią być, już dawno by była i teraz pewnie planowałyby ślub czy coś w tym stylu, co planują zakochane pary.
- Nie takie? - zdziwiła się, a później odruchowo zerknęła w dół, wyłapawszy aluzję. - No przykro mi, innych rogów nie planuję mieć. Jak bardzo chcesz, mogę ci jakieś kupić na urodziny - odparła i puściła jej oczko. Oto jak sprawnie odbijać piłeczkę!
Spojrzała w czerwonawe ślepia Hawke, przekręciła łeb na bok i zastrzygła uszami.
- Gwałcić to ja dopiero mogę zacząć - warknęła, szczerząc przy tym kły, po których ostentacyjnie przejechała koniuszkiem języka. Można było o niej wiele złych rzeczy powiedzieć - piła, paliła, klęła jak szewc, biła się - ale w życiu nikogo nie tknęła w mało przyzwoity sposób, jeśli tego nie chciał. Rzeczy robione po pijaku się nie liczą, bo tego się przecież nie pamięta, ale w tym przypadku też nie słyszała, żeby zrobiła komuś krzywdę. - Och, faktycznie - westchnęła. Jedni ludzie siadają, kiedy czują się zmęczeni, a inni po prostu zawisają w powietrzu i mają wszystkich gdzieś. Jaka szkoda, że Sigrunn nie miała takich pożytecznych zdolności. Byczenie się ze słuchawkami na uszach na pewno jest lepsze, kiedy wisi się parę metrów nad ziemią! - Zresztą, nie pomagasz. Ani się nie napijesz, ani nie wiesz, co ze sobą zrobić. Co jest z tobą, hm? Siedzenie w domu wyprało ci mózg? - spytała, nie patrząc na Hawke i kopnęła leżącą pod jej nogami puszkę. Ta zrobiła efektowny piruet, przeleciała paręnaście metrów i chlupnęła w wodę tuż przy starej skrzyni, która wydała się wilczycy obiektem absolutnie nieciekawym. - Gdzie jest ta Hawke, której wszędzie pełno? - spytała, obracając się w stronę przyjaciółki i jednym zamaszystym ruchem wzięła ją na ręce, a później usadziła sobie na ramieniu jak prywatną papugę.

_________________
KP || Piniondz || A taki mam outfit (bez torby)

miasteczko Snowdin || wysypisko
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Hawke
Żółtodziób
avatar

HP : 100
Poziom duszy : 0
Doświadczenie : 0
LOVE : 0
Liczba postów : 45
Join date : 18/03/2016
Skąd : stamtąd.

PisanieTemat: Re: Wysypisko śmieci   Nie Wrz 25, 2016 12:51 pm

Czy Hawke kiedykolwiek rozmyślała o związku z Siggy? Em... Trudno to stwierdzić jednoznacznie. Zarazem tak i nie. Prawdą jest to, że do siebie pasowały. Obydwie były po równi popierdolone i specyficzne. Rozumiały się i potrafiły ze sobą wytrzymać nawet w tych najtrudniejszych chwilach, jakim było na przykład wzajemne dokuczanie i podszczypywanie się. Z resztą obydwie wiedziały, że mogą na siebie liczyć w każdej sprawie. Hawke coś o tym bardzo dobrze wiedziała. Po sprawie z jej małym zdziczeniem była tego jak najbardziej świadoma. Ale czy ta dwójka mogła być razem? Pewnie tak tylko zostawało pytanie jakie to mogło za sobą nieść skutki. Erin podświadomie odpychała od siebie tego typu myśli, ale dobrze wiedziała, że związek z Sigrunn nie byłby czymś w miarę łatwym. Czuła, że to byłaby wyboista, trudna i kręta droga pod górkę. Coś jej w duszy mówiło, że w takim przypadku obie by się często raniły. Może nawet za często. Hawke czuła, że któraś ze stron w końcu miałaby dość i nie skończyło, by się to happy endem. Nie czuła się na siłach, aby próbować czegoś takiego. Była świadoma swojej nieodpowiedzialności i nerwowości. Dlatego po prostu postanowiła o tym nie myśleć i nie proponować takiego czegoś wilczycy. Teraźniejszy stan rzeczy jej starczał. Nie czuła potrzeby szukania czegoś innego w tej relacji.
- Nie, dzięki. Wole dostać inny prezent. A mi osobiście wystarczy zwinny język do wprowadzania w euforię panienek - odparła bez ogródek z bezczelną nutką w głosie i jakiegokolwiek wstydu w tej chwili. Była w sumie ciekawa czy wilczyca postanowi w tej chwili w jakikolwiek sposób zaprzeczać prawdzie znanej im obu. Z czego Siggy tę prawdę sama mogła przetestować na swojej skórze.
- To groźba czy zachęta? Bo chwilę temu nie wyglądałaś na chętną. Chyba, że coś ci się zmieniło jak typowej kobiecie - spytała, zerkając na wilczyce. Hawke nie wyglądała na wcale wystraszoną.
Hawke lubiła korzystać ze swoich mocy i cieszyła się niesamowicie, że dostała takie, a nie inne. Te, które posiadała były chociaż w miarę przydatne, a to była dość ważna cecha, co nie?
- A czy ja zawsze muszę pomagać? - odparła, przyglądając się jej. - Ty nas tu zaciągnęłaś. Ty myśl. Nic mi mózgu nie wyprało. Po prostu nie mam zamiaru myśleć ciągle za ciebie - dodała zaraz, spuszczając uszy, gdy ta kopnęła puszkę. Hałas to nic fajnego dla wrażliwych kocich uszu. Wzrokiem powędrowała za puszką. Spłoszyła się jeszcze trochę, gdy naglę wylądowała z łapami w powietrzu. Spłoszony wzrok z pełnym wyrzutem skierowała na Siggy. Uspokoiła się nieco, gdy została usadowiona na ramieniu przyjaciółki. Nie pozostało jej nic innego, jak tylko bardziej wygodne usadowienie się. Choć przez chwilę miała ochotę zamienić się w jakieś cięższe zwierzę, aby nieco utrzeć wilczycy nosa.
- Czasem jak każdy potrzebuję chwili wytchnienia - powiedziała tylko.

_________________

KP||Skrytka

Sesje:
*Vorbis
* Uny - rezerwacja
*Qudian - rezerwacja
* -
* -
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Rhav
Mistrz Gier
avatar

HP : 100
Poziom duszy : 1
Doświadczenie : 50
LOVE : 0
Liczba postów : 384
Join date : 19/03/2016
Age : 19

PisanieTemat: Re: Wysypisko śmieci   Nie Gru 04, 2016 10:51 pm

Już z daleka można było usłyszeć chlupot małych nóżek. Była to oczywiście doktor Alphys, dla której wysypisko było ulubionym terenem w Waterfall, jeśli nie w ogóle w całym Podziemiu. To właśnie tutaj szukała jakichś nietypowych przedmiotów, służących jej za części wynalazków. Ale także z tym miejscem wiązały się liczne wspomnienia małej jaszczurki. Co ciekawe, były one niezwykle skrajne - to właśnie tutaj przeżywała swoje najlepsze i najgorsze chwile. Przychodziła, gdy jej głowa pękała w szwach od nadmiaru negatywnych emocji, gdy wątpiła we wszystko i gdy chciała...
Przełknęła ślinę, kierując się na niewielką drewnianą kładkę. Zawsze tam siadała. W dodatku zawsze w ten sam sposób - tak, że jej nogi zwisały nad olbrzymią przepaścią. Często zastanawiała się, co się dzieje ze śmieciami, które tam spadały. Woda płynąca pod nią była niezwykle wartka; czasami nawet tak bardzo, że porywała ze sobą cięższe rzeczy, jak telewizor na przykład.
Jednocześnie, Wysypisko było takim małym prywatnym źródełkiem szczęścia. Liczne chwile spędzone z Catty i Bratty w tym miejscu sprawiały, że czuła przyjemnie rozpływające się ciepło w serduszku. No i... Nie mogła też zapominać o jednej z najważniejszych osób w jej życiu. Undyne. Właśnie tutaj spotkały się po raz pierwszy.
Alphys odetchnęła, zanurzając jedną ze stóp w wodzie. Gdyby ktoś za nią stanął, mógłby z łatwością ją zepchnąć. A sama jaszczurka... Chyba nawet nie miałaby mu tego za złe. Sama nie miała wystarczająco dużej ilości odwagi, by skoczyć. Ostatnio wydawało jej się, że nawet nie powinna. Była przekonana, że wszystko się ułoży. W końcu... Zbliżyła się do Undyne, widziała się z Asgorem. Przez chwilę nawet wierzyła, że uda jej się odkręcić to, co tam nabroiła. Że ich naprawi.
Nie zdążyła się jednak nacieszyć swoim szczęściem, gdy prysnęło jak bańka mydlana. Rybia przyjaciółka gdzieś przepadła, a w dodatku to, co zadziało się w Zamku Królewskim... Doktor zamknęła powieki i przycisnęła do nich swoje palce, licząc, że to w jakikolwiek sposób pozwoli jej rozgonić myśli, które tak natrętnie do niej lgnęły. Przed oczami ponownie ujrzała Archiwum. Przełknęła ślinę, wiedząc, że zaraz ponownie usłyszy słowa, które do niej wypowiedziała. Bardzo wyraźnie wryły się one w pamięć jaszczurki, wydźwięk był zbyt bolesny. Dobrze wiedziała, że nie było w tym ani krzty kłamstwa. A dziewczynka i tak nie wiedziała o wszystkim. Tak naprawdę Alphys zrobiła jeszcze więcej złego. Więcej niż ktokolwiek mógłby się spodziewać po takim małym, pozornie uroczym potworku. Poczuła, jak z kącików jej oczu spływają na policzki gorące łzy. Przypomniała sobie twarz swojego władcy - Asgorea, za którym z chęcią rzuciłaby się w ogień. Potwór dla którego stworzyła to wszystko. Te eksperymenty, które miały przynieść tak wiele dobrego, a przyniosły tak wiele złego. Ponownie ujrzała jego bezsilność i zwątpienie. Doszło do niej, że wszystko, co zmajstrowała było... Najzwyczajniej w świecie niepotrzebne. I już nie będzie. Zostanie porzucona. Bariera zostanie z potworami na zawsze, wyniki wszelkich badań zostaną zamiecione pod dywan. Zostanie sama. Sama z nimi...
Naukowiec już nawet nie powstrzymywała łez.
- Po... Po co w ogóle tu jestem? - szepnęła sama do siebie. Nie robię niczego dobrego. Jedynie zawadzam. I niszczę życie innym.
Westchnęła cicho, zdejmując okulary. Poczuła, jak coś przepływa koło jej stopy. Wzdrygnęła się - nie było to zbyt przyjemne uczucie. Wytarła oczy, zastanawiając się co właśnie spadło w przepaść.
Może powinnam, przemknęło jej przez myśl. Jednocześnie coś jednak w niej gwałtownie zaprotestowało. Pomyślała o... Undyne. Co sobie pomyśli, jak wróci, a jej nie będzie? Zawiedzie ją! Kogo jak kogo, ale jej nie chciałaby zawieść. Tej jednej, jedynej osoby która wierzyła w nią mimo wszystko... Ona jedna uważała, że jej nerdowski język i jakieś dziwne eksperymenty są ciekawe. Z pewnością nie chciałaby, żeby doszło do czegoś takiego.
Jaszczurka westchnęła, przypominając sobie dokładnie uśmiech ryby, którym tak często była obdarzana. Wiele by dała, by się teraz z nią zobaczyć.
- Gdzie cię wywiało? - rzuciła cicho w przestrzeń. Przez chwilę miała nadzieję, że może usłyszy gdzieś za sobą ten charakterystyczny niski głos i gdy się odwróci, zobaczy sylwetkę z niebieskimi łuskami. To była głupia myśl, ale jednocześnie odrobinę podnosząca ją na duchu. Oddałaby niejedno, by teraz móc usiąść koło niej, wygadać się, może nawet przytulić...

_________________


Karta postaci | Skarbiec
Zadzwoń do mnie!
Wodny las | Boczna uliczka Snowdin
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Vanessa
Przybysz
avatar

HP : 100
Poziom duszy : 1
Doświadczenie : 20
LOVE : 1
Liczba postów : 9
Join date : 02/12/2016

PisanieTemat: Re: Wysypisko śmieci   Pon Gru 05, 2016 10:12 am

Vanessa wędrowała po wodospadach coraz bardziej zapuszczając się na tereny, gdzie woda była aż po kostki albo jeszcze lepiej, jednak ta beztroska istotka jakoś się tym nie przejmowała. Planowała potem odwiedzić Hotland, aby się wysuszyć i ogrzać po spacerze. Trafiła z pól szepczących kwiatów na wysypisko śmieci. Chlapała wodą dookoła, nadal radośnie podskakując, póki się dało, bo potem wody było więcej i więcej. Z oddali słyszała wodospad oraz jak coś spadało. To musiał być jeden z większych wodospadów, ten o którym kiedyś Amu jej opowiadał, aby uważać i się do niego nie zbliżać, nie stawać na brzegu, bo ktoś mógłby zepchnąć małą dziewczynkę. Czasami zachowywał się jak rodzic, którego zawsze chciała mieć. W którymś momencie do jej ucha z prawej strony zaczął dobiegać wyraźny warkot małego zwierzaka. Z chwili na chwilę coraz głośniejszy i bardziej interesujący.
- Ktoś tutaj jest, prawda? - odezwała się do potwora pół szeptem, aby jej głos nie został usłyszany. Stanęła w bezruchu na krótką chwilę, rozglądając się dookoła. Gdy się skupiła rzeczywiście w oddali widziała czyjąś drobną sylwetkę. Może tylko z tej odległości drobną. Ale było coś jeszcze... Warkot zamienił się w słowa, które zrozumieć potrafi jedynie ona.
- Już z tej odległości czuję, że jest przepełniona smutkiem i strachem. Chyba znaleźliśmy mój obiecany niedawno obiad.
Dziewczynka krótko zaśmiała się w ten uroczo-przerażający sposób i uniosła prawą rękę, wskazując palcem przed siebie. Amu dokładnie wiedział, co robić. Wstał na równe łapki i nagle zerwał się do lotu prosto przed siebie. Im bardziej się zbliżał tym wyraźniej widział jaszczurkę, którą otaczała gruba, niewidzialna, czarna warstwa strachu, smutku i wielu innych negatywnych emocji. Poruszały się gwałtownie, a to znaczy, że musiała je w sobie kłębić i nie wiedziała co ze sobą zrobić. Zaraz za nim całkiem szybkim krokiem ruszyła Vanessa, która przygotowywała się do wspaniałej zabawy. Potwór w swojej przerażającej formie zwiększył swoją materialność, by być dobrze widocznym, po czym pojawił się tuż obok Alphys. Gdy tylko ta obróciła głowę, by na niego spojrzeć otworzył paszcze, by wydać z siebie przerażający krzyk zmieszany z warknięciem. Ich spojrzenia się spotkały, Amu rzucił na nią czar. Kiedy jaszczurka mrugnęła nie widziała już dziwnego, strasznego stwora, ale w mroku zauważyła wysoką sylwetkę zbliżającą się w jej kierunku. Powoli wyłaniała się z cienia, dobrze znana jej, RYBIA, sylwetka.
- Jaszczurko... / - Alphys... - To co mówiła Vanessa wyraźnie różniło się od tego, co mówiła iluzja. Dziewczynka widziała jak potwór posila się, lewitując w dużej wersji, niemalże całkowicie niewidzialny, tuż za żółtą, nieznaną jej postacią.
Undyne ubrana była w swoją zbroją, która w wielu miejscach była wgnieciona, w kilku nawet rozwalona i z tych dziur leciała krew barwiąca wodę. Wyraz jej poranionej twarzy przedstawiał grymas bólu ale jednocześnie starała się uśmiechać. Przecież nigdy nie chciała martwić innych swoim stanem chociaż widać było jak na dłoni, że coś jest nie tak.
- Co robisz tutaj sama? / - Czy coś się stało, że siedzisz tutaj tak sama? - Słabo ukazane kły, zamglone spojrzenie, a sama sylwetka jakaś taka wątła, mogła się wydawać wręcz ulotna. Vanessa za to cicho się zaśmiała, przez co iluzja wydała z siebie ciche "heh". Patrzyła w te oczy, tyle smutku, że można by się w nim wykąpać. Wspaniałe uczucie, ją również zaczęły przyciągać te negatywne emocje. Cóż teraz wystarczyło grać, póki Amu się nie naje, a to może trochę potrwać.

_________________
Karta Postaci * Skrytka~

1. Rozmowa z Alphys w Waterfall
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Rhav
Mistrz Gier
avatar

HP : 100
Poziom duszy : 1
Doświadczenie : 50
LOVE : 0
Liczba postów : 384
Join date : 19/03/2016
Age : 19

PisanieTemat: Re: Wysypisko śmieci   Pon Gru 05, 2016 5:56 pm

Alphys siedziała pogrążona w swoich myślach. Nie było najmniejszych szans, by kogokolwiek zauważyła, by cokolwiek usłyszała. Sama tylko wzdychała ciężko i co jakiś czas podnosiła łapkę, by otrzeć łezkę, która jeszcze gdzieś zakręciła się na jej policzku. Dopiero gdy usłyszała coś za sobą, obróciła łepek. Przez ułamek sekundy wydawało jej się, że widzi jakąś przerażającą istotę, ale nie zdążyła nawet wydać z siebie żadnego dźwięku, a potwora już nie było. Przetarła grzbietem dłoni oczy.
To zmęczenie, jestem zmęczona, pomyślała. Żadne inne wyjaśnienie nie przychodziło jej do głowy, ale warto było wziąć pod uwagę zdarzenia z ostatnich dni. Działo się wiele, mała jaszczurka nie miała szansy odpocząć. Przecież to dlatego teraz tu siedziała. Chciała się ponownie obrócić, ale do jej uszy doszły jakieś kroki.
- Uh? - wymsknęło jej się. Nie spodziewała się tutaj nikogo; to raczej niebezpieczne miejsce i niewiele osób się tu zapuszcza. Któż to mógł być? Alphys zdjęła okulary i szybko przetarła je rękawem, by łatwiej jej było cokolwiek dostrzec w tej ciemności. Postać zbliżała się z każdą chwilą. Z każdym jej krokiem widziała coraz wyraźniej. I nie mogła uwierzyć w to, co widzi.
- U-undy...? - jaszczurka otworzyła szerzej jeszcze szklące się oczy - Undy! - zawołała po chwili, już pewna. Szybko podniosła się, a na jej twarzy wymalował się niewyraźny uśmiech i jakaś swoista ulga. Jak to się stało, że rybka zjawiła się, gdy akurat doktor tego tak bardzo pragnęła? Czy to ten powtorzy bóg wysłuchał jej błagań? A może to jakiś swoisty szósty zmysł jej ukochanej? Ah, nieważne! Ważne, że w końcu ją widzi! Że jest koło niej! Alphys zaczęła iść w kierunku Undyne. Początkowo szła powoli, jednak z każdą chwilą przyspieszała.
- Nawet nie wiesz, jak bardzo cieszę się, że cię widzę! - zawołała, czując, że do jej oczu ponownie napływają łzy. Jednak tym razem były to łzy wzruszenia. Nie myślała o niczym innym niż o przytuleniu się do niej. Początkowo nawet nie dostrzegła stanu, w jakim była dowódczyni straży. Dopiero, gdy się zbliżyła odpowiednio blisko, zwolniła, wyraźnie tracąc pewność siebie. Jej oczy biegały po całej Undyne; ogarniały liczne rany, spoglądały na krew powoli spływającą do wody...
- Co... Co ci się stało? Wszystko w porządku? - zapytała, zastanawiając się, czy ma przy sobie cokolwiek, czym mogłaby ją opatrzyć. Szybko kalkulując, doszła do wniosku, że w ostateczności może użyć do tego kawałków swojego kitla. W tym samym momencie padło skierowane do naukowiec pytanie.
- Ja? Um... - zaczęła, jednak szybko urwała. Co miała jej powiedzieć? Że dlaczego tu siedziała? Powinna dzielić się z nią tym wszystkim? Undyne miała na głowie swoje zmartwienia, było to wyraźnie widać, chociaż by po jej stanie - N-nic się nie stało. Lubię to miejsce, w-wiesz... - wzruszyła nerwowo ramionami. Uśmiechała się odrobinę nieporadnie, ale szczerze - mimo wszystko cieszyła się z tego spotkania.

_________________


Karta postaci | Skarbiec
Zadzwoń do mnie!
Wodny las | Boczna uliczka Snowdin
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Vanessa
Przybysz
avatar

HP : 100
Poziom duszy : 1
Doświadczenie : 20
LOVE : 1
Liczba postów : 9
Join date : 02/12/2016

PisanieTemat: Re: Wysypisko śmieci   Pon Gru 05, 2016 6:27 pm

Kiedy Vanessa patrzyła na samą siebie, starając się nie ruszać przy tym głową widziała słabą otoczkę stworzonej przez Amu iluzji. Zbroja, zapewne jakiś wojownik i do tego ta krew. Po reakcji nieznajomego potwora, jej wyrazie twarzy oraz słowach wywnioskowała, że musi być dla niej kimś ważnym, kogo boi się stracić. Wyśmienicie! Miała dosyć duże pole do popisu ze swoimi zdolnościami aktorskimi i do naśladowania innych. Z resztą teoretycznie nie musiała się tutaj tak wysilać, iluzja wyciągała wszystko z głowy ofiary, wszelakie teksty jako odpowiedniki normalnej mowy jeżeli takowych ktoś używał. Och co za kochany stworek posiadający umiejętności wyciągania z innych najgorszych strachów! Co jakiś czas zerkała na swego towarzysza, który zajmował się teraz tylko i wyłącznie posiłkiem. Nie było mowy o jakimś niepowodzeniu, to stworzenie jest chodzącą lodówką dla różowiutkiego pół-ducha!
- To tylko drobne rany. / - To nic wielkiego! - Stała w pewnej bezpiecznej odległości od niej, uważając by jeszcze nie wchodzić w bliższy kontakt. Im dłużej żerował na bezbronnej ofierze tym iluzja stawała się silniejsza i bardziej "namacalna". Dlatego próbowała wymyślić coś, by kupić mu trochę czasu. Ten róż coraz mocniej bijący z oczu żółtej potworzycy, to jak pułapka która coraz mocniej się zaciska i z której nie ma wyjścia.
Undyne starała się ukryć swoje zmęczenie jak tylko mogła. Widziała, że jej ukochana jest czymś zmęczona, może nawet bała się i nie chciała jej o tym powiedzieć... Wyraz twarzy rybiej wojowniczki wyglądał na nieco bardziej groźny, jakby nieco się zdenerwowała na Alphys.
- Zrobiłaś coś złego? / - Znów myślisz o tych potworach, które "zabiłaś" i które nadal są uwięzione w twoim laboratorium? - Ten niezbyt miły, nieco szorstki ton. To jest jak sypanie soli do świeżych ran, a to dopiero początek. Czyżby coś miała jej nagle za złe? Ale nigdy nie miała, ba, nawet wręcz przeciwnie, nie ważne co by się działo.
- Powiedz prawdę. / - Tak czy nie? - Z podekscytowania zaczęło jej coraz szybciej bić serce. Może nawet ręce zrobiły się zimne? Cieszyła się cały czas jak małe dziecko... zaraz! Jest przecież małym dzieckiem!
- Patrzyłaś przed siebie jakbyś myślała o skoczeniu w tę nicość. / - A może znów myślałaś, żeby się zabić bo "do niczego się nie nadajesz"? - Rybią kobietę otaczało coraz więcej zabarwionej na czerwono wody. Wydawało się, że jest coraz słabsza, jakby z każdym słowem leciało coraz więcej krwi, coraz więcej życia ulatywało z potworzej bohaterki. Żółte oko błysnęło w tej pół-ciemności. Czy tylko tak im się wydawało, czy rzeczywiście robiło się coraz ciemniej?

_________________
Karta Postaci * Skrytka~

1. Rozmowa z Alphys w Waterfall
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Rhav
Mistrz Gier
avatar

HP : 100
Poziom duszy : 1
Doświadczenie : 50
LOVE : 0
Liczba postów : 384
Join date : 19/03/2016
Age : 19

PisanieTemat: Re: Wysypisko śmieci   Pon Gru 05, 2016 7:07 pm

"Drobne rany"? Ta krew ciurkiem ściekająca po zbroi to coś drobnego? Te liczne wgniecenia w zbroi, pod którymi zapewne znajdowały się rozległe siniaki i guzy wielkości mandarynek? A może te zadrapania, które musiały dokuczać przy każdym najmniejszym kontakcie? A kto wie ile ma urazów niewidocznych na pierwszy rzut oka? Jaszczurka uśmiechnęła się, gdzieś na jej twarzy przemknęła nuta pobłażliwości. Dziarsko ruszyła przed siebie, zdecydowana, by jednak dokładnie ją przejrzeć i opatrzyć wszystkie rany. Znała się na tym! Doskonale rozumiała nauki ścisłe, a medycyna przynosiła jej najwięcej satysfakcji, zaraz po mechanice.
- Daj spokój. Zaraz się tym zajmę! - powiedziała. Czuła się odrobinę lepiej; myśl, że może w jakiś sposób pomóc Undyne napełniała ją niesamowicie ciepłymi uczuciami. Będzie miała satysfakcję z pomocy, w końcu poczuje się potrzebna! No i pewnie po skończonej robocie rybka ją pochwali, jak zawsze... Ta myśl niemal ją uskrzydliła, przesuwała się do swojej ukochanej bardzo szybko, niebezpiecznie zmniejszając dystans.
Wyobrażała sobie, jak później pójdą do jej chatki. Wygodnie rozsiądą się na jej łóżku i... Jeszcze raz obejrzą Mew Mew Kissy Cutie! Przy okazji zjedzą coś dobrego. Może zrobią popcorn? Albo... Zupkę instant? Do tego napiją się jakiegoś gazowanego napoju! No, w ostateczności herbaty. W końcu Undy przyrządza taką pyszną!
- W-wiesz... - zaczęła, chciała chyba podzielić się swoimi jakże optymistycznymi myślami, gdy dowódczyni straży królewskiej także się odezwała. Jej niski głos, którego najczęściej słuchała z wielką przyjemnością, teraz kompletne wytrącił ją z równowagi.
- C-co...? - wydukała, gwałtownie zatrzymując się. Czy ona aby się nie przesłyszała? Czy Undyne właśnie zapytała o nich? Wpatrywała się w swoją ukochaną, nie wiedząc co odpowiedzieć. Skąd to pytanie? D-dlaczego...? Przełknęła ślinę, dochodząc do wniosku, że najlepiej będzie to zignorować. Puścić mimo uszu. Zaraz zmieni temat, tak? Nawet jeśli o tym wie to zapewne zdaje sobie sprawę z tego, że to nie jest zbyt przyjemny temat. Nie chciała tego poruszać. Zaczęła ponownie iść w stronę łuskowatego potworka.
Otworzyła szerzej oczy, gdy okazało się, że rybka nie zamierza tak szybko odpuszczać. Uparcie drążyła temat. A jaszczurka tak samo uporczywie milczała. Ale przyjaciółka po chwili nawet dotknęła jeszcze bardziej bolesnej, intymnej strefy. Alphys poczuła się niezręcznie, w jej oczach pojawiły się iskierki strachu. Nie przypuszczała, że kiedykolwiek usłyszy coś takiego. A przynajmniej nie od kogoś tak bliskiego. Skuliła się, nie bardzo wiedząc, co ze sobą począć. Miała ochotę odejść. A najlepiej zapaść się pod ziemię. Cokolwiek, byle nie musieć kontynuować tego tematu. Ostatnie dni były wystarczająco bolesne. A teraz jeszcze coś takiego...?
- J-ja... - spuściła wzrok, wbijając go w swoje zanurzone w brudnej wodzie stopy. Zastanawiała się, co powiedzieć - bo teraz coś powiedzieć musiała, prawda? Nerwowo chwytała się każdej przychodzącej jej do głowy myśli, by po chwili ją odrzucić. Nie potrafiła wydusić z siebie niczego sensownego - U-undy... - powoli podniosła oczy, patrząc się na nią błagalnie. Jej źrenice cały czas się szkliły, wyraźnie emanował z nich smutek.

_________________


Karta postaci | Skarbiec
Zadzwoń do mnie!
Wodny las | Boczna uliczka Snowdin
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Vanessa
Przybysz
avatar

HP : 100
Poziom duszy : 1
Doświadczenie : 20
LOVE : 1
Liczba postów : 9
Join date : 02/12/2016

PisanieTemat: Re: Wysypisko śmieci   Pon Gru 05, 2016 7:41 pm

Te rany które widziała to rzeczywiście nic wielkiego w porównaniu do tego co kryło się pod zbroją, a dokładniej co mogłoby się pod nią kryć. Używanie iluzji ma nieskończone możliwości, można wymyślać co się tylko chce. Jednak ta miała specjalne ograniczenia, które w tym momencie się uaktywniały... w momencie, w którym Alphys poczuła się lepiej leciało nieco mniej krwi. Może nawet o połowę mniej, jednak na całe szczęście nie trwało to zbyt długo. Potwór jedynie skrzywił się, bo nagle jego jedzenia było mniej i przestało się na moment wytwarzać. Vanessa najwyraźniej odratowała sytuację, ciemna aura znów się zwiększyła, nawet była większa niż wcześniej. Zwierzak szeroko uśmiechnął się do właścicielki, więc najwyraźniej musiała brnąć w to dalej, jeszcze przez jakiś czas.
- Czyli miałam racje? Zrobiłaś coś złego? Widzę to po twoich reakcjach. / - Czyli to jednak o amalgamaty chodzi. Chyba nie planujesz znów uciec z podkulonym ogonem, bo wyglądasz jakbyś miała zaraz, w tym momencie, to zrobić. - Nadal ton Undyne brzmiał dosyć chłodno, można by nawet powiedzieć że szorstko. Gdzieś tam ukrywało się ciepło, może mała nutka niepewności co do własnych słów. Dlaczego teraz nagle wytykała jej błędy? Alphys była dosyć blisko dziewczynki, ta zrobiła krok bliżej, stały niemalże na przeciwko siebie. Spojrzała w dół odgarniając czerwone włosy z twarzy. W tym momencie Vanessa sięgnęła po plecak, Undyne zaś do zapięć swojej zbroi. Najwyraźniej chciała ją zdjąć, bo wyglądała jakby miała zaraz upaść. Wyjęła z torby tasak, trzymając rękę z nim wycofaną nieco w tył. Niebieska potworzyca nieco się zachwiała. Było słychać ciche westchnięcie.
- Ciekawe co to takiego... musisz czuć się bardzo winna, skoro nie chcesz o tym mówić, prawda? / - Możesz mi to w końcu wyjaśnić? Użalanie się nad sobą nigdy w niczym nie pomaga. - Iluzja starała się coraz bardziej naciskać na rozmówczynię, chociaż ledwo się trzymała na nogach. Zachowywała się, jakby na tę rozmowę przelewała cały swój stres i strach, że zaraz umrze z powodu tak wielu ran. Jakby nie była w stanie normalnie rozmawiać, jakby ckliwe pożegnania miały nie być kompletnie w jej guście. Część zapięć od zbroi była już odpięta, a ruchy Undyne stawały się coraz bardziej spowolnione. Były bardzo blisko siebie, a Amu powoli kończył się posilać. Nawet miał mały zapas na wszelki wypadek! Im szerszy uśmiech miała mała dziewczynka, tym mocniej zaciskała rękę na rękojeści broni. Dała się ponieść emocjom, przecież nie miała powodu do zabicia tej smutnej jaszczurki. Ani trochę nie było Vanessie jej żal, świetnie oglądało się dziewczynce ten dramat. Rybia wojowniczka zgięła się delikatnie w pasie, jej usta wypełniła krew, którą nagle wypluła w wodę. Trochę nawet ubrudziła strój Alphys.

_________________
Karta Postaci * Skrytka~

1. Rozmowa z Alphys w Waterfall
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Rhav
Mistrz Gier
avatar

HP : 100
Poziom duszy : 1
Doświadczenie : 50
LOVE : 0
Liczba postów : 384
Join date : 19/03/2016
Age : 19

PisanieTemat: Re: Wysypisko śmieci   Wto Gru 06, 2016 12:03 am

Słowa, które dochodziły do jej uszu, mocno zapadały w jej pamięć. Raniły doszczętnie jej małe serduszko. Były gorsze niż te wypowiadane przez archiwum; w końcu, kimże było jakieś nieszczęsne archiwum w porównaniu do tak bliskiej jej sercu Undyne?
- N-nie, po p-prostu... - zaczęła. Mimowolnie cofnęła się - wyglądało to jak jakiś odruch. Czuła się atakowana. Ciężkie słowa spadały na nią niczym kamienie. Amalgamaty, ucieczka. Gdzieś pośród tego dźwięczało jedno wielkie "tchórz", skierowane w jej stronę. Przełknęła ślinę, czując, że nie utrzyma łez. Gorące krople ponownie potoczyły się na żółtawe policzki. Nie mogła uwierzyć w ten cały zwrot akcji. Już nawet nie zastanawiała się skąd Undyne o tym wie - bo z pewnością nie wiedziała tego bezpośrednio od Alphys. Martwiła się jedynie tym, czy uda jej się to wszystko odkręcić. Zawsze robiła wszystko, by zaimponować przyjaciółce. A może nawet nie zaimponować, co w ogóle dotrzymać jej kroku. Bo ona zawsze była taka wspaniała i niesamowita, wszyscy ją podziwiali, chwalili. Była prawdziwą bohaterką. A naukowiec... Naukowiec nie przynosiła niczego dobrego. Całymi dniami siedziała w labie, raz na jakiś czas wynurzała się, by wyjąkać jakąś nerdowską gadkę, której i tak nikt nie rozumiał. Była taka... Szara i nudna. O jej beznadziejności i bezużyteczności nie wspominając.
Pierwsze spotkanie z Undyne jaszczurka pamięta bardzo dokładnie. Stała tutaj - dokładnie w tym samym miejscu. I miała podobne myśli. Bała się swojej przyszłości, wstydziła się przeszłości. Teraźniejszość była za ciężka do udźwignięcia - wtedy nigdy nie pomyślałaby, że może być gorzej. Kołysała się delikatnie na boki, zastanawiając się jak to by było zamienić się w proch. A może powinna oddać się nauce? Poeksperymentować na sobie zanim się rozpadnie w nicość? W końcu tak byłoby najbardziej sprawiedliwie. Tyle krzywdy wyrządziła innym. Nie potrafiła sobie tego wybaczyć. Chociaż, tak naprawdę, nigdy nie chciała tego robić. Czy to był jej pomysł? W końcu... Tylko wykonywała polecenia. Szybko jednak odrzuciła tę myśl od siebie - nie jest ubezwłasnowolnioną istotą, przecież mogła sprzeciwić się w każdej chwili! Wówczas jej rozmyślania z każdą chwilą były coraz ciemniejsze i... Kto wie, jakby się zakończyły gdyby nie wkroczenie owej rybiej bohaterki? Tak najzwyczajniej w świecie zagadała ją. I uznała, że jej wypowiedzi są ciekawe! Alphys nie mogła się otrząsnąć przez kilka kolejnych dni - no bo jak to, ktoś uznał jej nerdowski bełkot za ciekawy? Wróciły razem; jaszczurka została odprowadzona aż do Hotland. Zaczęło się tak niewinnie, sama nawet nie wiedziała, kiedy Undyne zajęła tak ważne miejsce w jej serduszku, w jej całym życiu.
A teraz, ta sama osoba stała przed nią i krytykowała. Wydawałoby się, że to nic takiego, mała drobnostka, którą nie trzeba się przejmować. W końcu, bywają większe problemy, tak? No, niestety nie. Nie w przypadku tej małej dinozaurzycy. Nie radziła sobie zbyt dobrze z tym, co na niej ciążyło do tej pory. A przez ostatnie dni jedynie doszło jej zmartwień. Modliła się, błagała o kogoś, z kim mogłaby porozmawiać. Nie do końca zdawała sobie z tego sprawę, ale chciała, by był przy niej ktoś, kto ją wesprze. Wydawało jej się, że Asgore będzie taką osobą. Jednak gdy teraz o nim myślała, przed oczami stawał jej obraz jego przygnębionej twarzy, odmawiającej jakiejkolwiek pomocy. Przy każdym wspomnieniu sytuacji z zamku, jej serduszko pękało ponownie. Było jej ciężko, ale gdzieś w środku niej tliła się myśl, że ma jeszcze ją. Undyne. Że ta zawsze będzie stać za nią murem. Nawet, jeśli nie wie o niej wszystkiego to... Wybaczyłaby, prawda?
Teraz Alphys nie była już tego taka pewna. Każde wypowiedziane do niej słowo bolało niemiłosiernie.
- Tu... Nie ma niczego do wyjaśniania - stwierdziła w końcu. Wypowiedziała to bardzo cicho, ledwo dosłyszalnie. Spuściła wzrok całkowicie, wpatrywała się w wodę opływającą jej kostki. Po jej policzkach nadal spływały łzy; jedna po drugiej, wydawałoby się, że będą tak lecieć bez końca. Naukowiec przygryzła dolną wargę, starając się przynajmniej nie szlochać. Nie czuła się dobrze z tym, że zaprzepaszcza szansę wyjaśnienia wszystkiego swojej ukochanej, ale jednocześnie zdawała sobie sprawę, że nie ma na tyle sił, by się z tym zmierzyć. Z każdą chwilą czuła się coraz słabsza. Nawet nie wiedziała dlaczego. Czyżby od płaczu?
Alphys podniosła głowę dopiero, gdy zobaczyła w wodzie czerwoną smugę. Pochodziła ona... Prosto od przyjaciółki! Krew! W głowie jaszczurki włączył się alarm. W jednej chwili napłynęło do niej milion kolejnych myśli. Nie mniej pesymistycznych od poprzednich.
- Undyne! - zawołała, po czym w jednej chwili znalazła się przy niej. Niewiele już myśląc, wyciągnęła do niej łapki, by ją przytrzymać. Walczyła z pragnieniem wtulenia się w nią - to byłoby nie na miejscu, biorąc pod uwagę jej stan. Chciała jedynie zarzucić na siebie jej ramię i odejść do bezpieczniejszego miejsca.
- Ch-chodź... Usiądziesz tam. Opatrzę cię, d-dobrze? - doktor była zła na siebie, że nie zaczęła tego spotkania od ustabilizowania stanu przyjaciółki. Powinna to zrobić, nie zważając na żaden sprzeciw! Powinna być bardziej asertywna, zamiast podporządkowywać się. W szczególności przy takiej kwestii! Co się teraz stanie? Undyne wyglądała na bardzo wyczerpaną. Jeśli coś faktycznie pójdzie nie tak, jeśli teraz nie będzie mogła jej pomóc...
Dinozaurzyca przełknęła ślinę, próbując poprowadzić iluzję do najbliższej sterty śmieci; chciała usadzić ją na wystającym niedaleko i przypominającym pudełko telewizorze.

_________________


Karta postaci | Skarbiec
Zadzwoń do mnie!
Wodny las | Boczna uliczka Snowdin
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Wysypisko śmieci   

Powrót do góry Go down
 
Wysypisko śmieci
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 4 z 5Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5  Next

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Beyond Undertale PBF :: Okruchy Czasu :: Okruchy Czasu :: Dawna linia czasowa-
Skocz do: