IndeksIndeks  CalendarCalendar  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Ukryta samotna ławeczka

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3
AutorWiadomość
BlackDream
Grafik
avatar

HP : 100
Poziom duszy : 3
Doświadczenie : 5
LOVE : 1
Liczba postów : 220
Join date : 06/12/2015
Age : 16

PisanieTemat: Re: Ukryta samotna ławeczka   Wto Maj 31, 2016 6:30 pm

Gaster stał i patrzył na to co się dzieje z uśmiechem. Chociaż powoli robił się wyczerpany, trudy tego dnia dawały mu się we znaki, zrobił wiele rzeczy i mimo to wciąż chciał więcej i więcej. Wystawiał samego siebie na próbę, jak wiele mu się uda? Jak długo jego szalone plany będą w stanie istnieć i będą mogły być ciągnięte dalej? Zrobił już wiele rzeczy, zabił wiele osób nie zważając na konsekwencje. Ale one są. Nadejdą prędzej czy później. Pojawią się by go dorwać. Wrócą jak karma, by dobić w najgorszym momencie. To co robił nie mogło zostać w jakikolwiek sposób bez odzewu. Potrzebna była kara i ktoś ją w końcu wymierzy, nie będzie to jednak Królowa. Widok jej zakrwawionego ciała wywoływał u naukowca doprawdy dziwne uczucie. Cieszył się jak nigdy, radość przepełniała pustkę, która powinna być jego duszą i sercem, ale te resztki dobroci, które gdzieś tam były głęboko zakopane na samym dnie wszystkiego co w jego wnętrzu dręczyły. Resztki sumienia pragnęły przypomnieć mu o tym, że jego działania są złe. Chociaż zagłuszał to przez tak długi czas słowa Toriel jedynie pomagały temu uczuciu.
- Nie potrzebuję niczego! - wrzasnął, walcząc w swoim wnętrzu z resztkami dobra, które ze wszelką cenę chciały sprowadzić go na właściwy tor. Starały się odkopać, dobrać do pustego miejsca przygotowanego na duszę, która chociaż zniknęła, gdzieś w nim dalej była. Wdrapywały się w ciemności, po omacku dążąc do celu. Ręce zaczęły mu drżeć, więc zacisnął je w pięści. Barwne płomienie w jego oczach błyskały jakby ktoś co chwila dokładał do nich nowego opału. Dobro nie może wygrać. Nie w nim. Nie może zostać przyzwane przez osobę tak żałosną jak Królowa, która uciekła od swoich powinności. Z łatwością zepchnął ten jasny promyk gdzieś tam w głąb, w tą samą otchłań, z której chciał wyjść. Nie mógł pozwolić sobie na takie chwile słabości.
- Nie chcę niczego.. - dodał ciszej, spokojniejszym głosem. Ręce nadal się trzęsły, uśmiech znikł z jego twarzy przez chwilę pokazując twarz pełną bólu. - Nie ma niczego czego chcę. Nikt mi nie może tego dać, nawet jeśli tego zapragnę.. To coś nie osiągalnego.. - okulary powoli zsuwały się z jego "nosa". Poprawił je niezgrabnie, ledwo unosząc dłoń. Powoli jednak zaczęło mu to wszystko przechodzić. Powoli wracał do tego samego stanu w jakim był poprzednio. To wewnętrzne zło było silniejsze, z łatwością znów zajęło tron i rozgościło się w jego pustce. Otulało go jak ciepła pierzynka odcinając od wszystkiego co na zewnątrz. Pozostawiając jedynie krwawe myśli pełne żądzy mordu i eksperymentów. Chroniąc przed dobrem.
Kiedy do tego doszło? Kiedy stał się taki jaki był? To on powinien nazywać siebie tchórzem i dobrze o tym wiedział. To on uciekał od wszystkiego, chowając się za morderstwami, kojąc swoje własne cierpienie w cierpieniu innych. To on jest tchórzem. W porównaniu do niego Toriel była najdzielniejszą istotą świata. Gotowa była oddać swoje życie w obronie ludu, który nawet nie uważał jej za Królową.
- Masz rację.. - mruknął bez emocji w głosie, całkowicie wypalony wszystkim co zrobił w trakcie swojego życia. - Ale dobrze mi z tym. Nie potrzebuję celu.. Moje życie skończyło się już dawno.. Kiedy moja prawdziwa egzystencja w tym świecie zniknęła razem z nieudanym eksperymentem.. - mówiąc to, powoli zaczął pozbywać się swojej iluzji. Ukazując zdeformowaną twarz, przypominającą grymas bólu i cierpienia, zmęczenia wszystkim. Rozlatujące się ciało, które ciągle starało się utrzymać razem. Nie zrobił tego specjalnie. Po prostu nie miał już siły dłużej tego utrzymać. Musiał skupić się teraz na czymś innym niż ukrywanie prawdy. Z resztą, nie ma po co jej ukrywać przed kimś, kto zaraz i tak stanie się martwy. Jego przeciwniczka może teraz dowiedzieć się wiele, zobaczyć wiele. I tak o tym zapomni i to niezwykle szybko.
Zgarbiony, rozlatujący się twór, który nienawidził samego siebie. Nienawidził tego czym się stał, co tak w rzeczywistości robił i tego jak bardzo zniszczył swoją przyszłość. Ale też twór, który już niczym nie był w stanie się przejąć. Twór, który wiedział, że niczego nie naprawi. Dla niego nie było ratunku. Dlatego wciąż brnął w jednym kierunku. Obranym dawno.. Dawno temu.
Kiedy ujrzał płomienie roześmiał się, a jego głos był tak okropny, że każdego mógłby wyprowadzić z równowagi lub przyprawić o ból. Zniekształcony głos, który krył w sobie wiele wspomnień przeszłości.
- W takim razie chodźmy do piekła razem! - zawołał uradowany. - Z chęcią odwiedzę je jeszcze raz!
Czuł gorąco, czuł jak płomienie uderzają o jego realne ciało. To bolało o wiele bardziej niż gdy miał na sobie iluzję. Wtedy nigdy nie przejmował się obrażeniami, ale w takim przypadku zdawał się je odczuwać o wiele mocniej. to nie było miłe. To było okropne. Ale coś nie pozwalało mu przegrać. To zło nie pozwalało by w taki sposób skończyło się życie naukowca, który miał jeszcze tylko paskudnych rzeczy do zrobienia. Sam mimo tego wszystkiego zdołał zaatakować. Kiedy płomienie zgasły wiedział już, kto wygrał to starcie. Obolały i przypalony zbliżył się do przeciwniczki, a towarzyszące mu odgłosy przesuwającej się mazi czy licho wie czego tak dokładnie zwiastowały koniec.
- Straciłem wszystko już dawno temu.. Cel.. Życie.. - mruknął cicho. - Rodzinę.. - niemal niesłyszalnie. - Niczego nie będę żałował. To nic nie da.. - dokończył, używając jednej z macek do przebicia jej ciała, do przebicia jej duszy. Tylko tego teraz chciał. Dokończyć to co zaczął.
Ledwo się trzymając, wyciągnął z.. To dość dziwne do określenia skąd, ale niech to będzie.. Z pod płaszcza, Morską Herbatę i wypił wszystko co było w środku. Tak, na dobry początek. O ile tak można to ująć. Nie był to koniec. Kiedy usłyszał głosy, właśnie zrozumiał, że nie zrobił jednej bardzo ważnej rzeczy. Nie zablokował wejścia. Psy ze Snowdin. Lepsze one niż Undyne, która załatwiłaby go na miejscu jedną włócznią.
Obejrzał się i zobaczył jakąś dwójkę, z toporami. Uśmiechnął się pod nosem. Nie był głupi. Nie będzie z nimi walczył. Ruchem ręki przed ich nosami wzniósł kościstą ścianę, a jeśli jedna nie wystarczy zrobi jeszcze jedną i jeszcze jedną. Bycie w pewnym sensie Amalgamatem miało swoje zalety. Będą się przebijać przez ściany, bez wątpienia. Kto wie? Może nawet skuszą się je zjeść, to w końcu psy? Chociaż znając jego szczęście.. Teraz nie chciał walczyć. Jeśli zaczną się na niego rzucać, po prostu postawi na uniki i ucieczkę, a potem zablokuje im możliwość gonienia go. Proste, prawda? W sam raz dla takiego tchórza.

_________________

|| Opuszczone Lasy Snowdin || Świetlista Jaskinia || Sala Taktyczna || Quest || ? ||
KP | Bank
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Toriel
Redaktor Undernetu
avatar

HP : 32
Poziom duszy : 14
Doświadczenie : 45
LOVE : 0
Liczba postów : 904
Join date : 06/01/2016
Age : 23
Skąd : Miasto królów BI

PisanieTemat: Re: Ukryta samotna ławeczka   Wto Maj 31, 2016 8:22 pm

Wsłuchiwała się w słowa Gastera, jednak one nie miały już dla niej większego znaczenia. Przed śmiercią człowie.. potwór myśli o innych rzeczach. Przypomniała sobie całe życie, najważniejsze momenty. Właściwie to wszystko, co najbliższe było jej sercu zaczynało się od spotkania swojego męża.
-...b-było wtedy tak ładnie. -Zgodnie z życzeniem publiczności Toriel zamiast po prostu wspominać zaczęła opowiadać swojemu przeciwnikowi... Znaczy.. Jak to ktoś mądry powiedział "różnie to bywa jak ktoś zdycha" -...znaczy było brzydko, p-przed wojną.. P-Pamiętasz czasy przed wojną z ludźmi? N-Nie, chyba cię w-wtedy nie było... Ale wtedy dla mnie b-było pięknie. B-Byliśmy jeszcze m-młodsi, n-niepewni. Nawet już nie pamiętam dobrze jak to wszystko było.. Ch-chociaż uczyli m-mnie od dziecka bycia k-królową, byłam na to gotowa. -Co jakiś czas przerywała monolog aby wypluć krew, która z jakiegoś powodu spływała jej do ust. -Dziwne uczucie.. Czekać na c-coś całe życie, aby p-potem okazało się... Ż-Że tak naprawdę to najlepsza rzecz j-jaka może cię spotkać. Miałeś kiedyś k-kogoś, kogo kochałeś? Całym swoim sercem? K-Kto od początku b-był twoją pokrewną duszą? N-Nie, nie fizycznie.. Ch-chociaż jesteśmy p-podobni... Ch-Chociaż mamy takie same d-dusze... A-Ale to nie t-to.. T-To była miłość.. M-Może i uczyli mnie od dziecka.. A-Ah, 'Tori, b-będziesz królową', m-może i tego się s-spodziewałam.. A-Ale to wszystko poszło n-na drugi plan. K-Kochałam go.. N-Nie, kocham nadal! -Na chwilę przerwała, tym razem jednak nie aby pozbyć się krwi. Po prostu się popłakała, bez oporów. I tak zginie, nie ma już po co powstrzymywać emocji -...t-tak bardzo tęsknię do Asgora. I Asriela..
Z wszystkich, których kochała to właśnie ta dwójka stanęła jej przed oczami. Mniejsza z ludzkim dziećmi, one były tylko pewnym elementem jej życia.. Nawet na tą chwilę zapomniała o Charze i Frisku. Najbardziej pragnęłaby, aby teraz jej mąż i syn byli obok - aby mogła poczuć dotyk ich futra, usłyszeć dźwięk ich głosów, poczuć ich bliskość. Oh, ale król był gdzieś daleko w zamku.. a książę martwy od dawna.
-K-Kocham ich obu.. P-Pamiętam dzień, w którym los podarował n-nam Asriela... B-Był taki mały... Drobny i b-bezbronny... Ch-chyba mniejszy n-niż normalne niemowlęta.. B-Beze mnie i Asgora by sobie nie poradził, t-taki malutki.. Haha... Nikt nie wie ile warte jest jego życie do p-póki nie ma dzieci, co? M-Można mieć cel w życiu.. A-Ale dzieci.. Mogą być najbardziej dorosłe... A i tak m-my jesteśmy dla nich n-najważniejsi.. Ich dorastanie... W-Wprowadzenie w dorosłe życie...
Padła całkowicie na ziemię. Nie wiadomo, czy od zmęczenia, czy aż tak nią ruszyły emocje. Dotykała już nosem podłoża, utrzymując się tylko na łokciach i rękach.
-...N-Nigdy nie dano mi szansy zobaczyć jak moje dziecko dorasta... N-Nie wiem jak t-to jest.. N-Nie wiem j-jak by w-wyglądał jako dorosły.. N-Nie wiem jaki by był... Czy poszedłby w moje ślady.. A-A może stałby się taki jak A-Asgore? -Praktycznie już tylko ryczała bez zahamowań we własne łapy -N-nie mogłam go więcej t-tulić do snu.. Nie przeżyłam j-jego pierwszej miłości.. N-Nastoletniego buntu... J-Już nawet nie pamiętam jego ulubionego dania.. J-Jakie kwiatki lubił.. G-Gdzie go trzeba było głaskać a-aby zasnął... N-Nic nie pamiętam.
Przetarła jedną łapą oczy, choć tak naprawdę rozmazała tym sobie tylko krew po połowie pyska. Jeszcze nie podniosła głowy. Wspomnienia zbytnio uciskały jej plecy.
-N-Nie, co ja mówię.. Przecież nie tylko ich kochałam... Chara.. Frisk... -Wybaczcie, reszta dzieci nie wpisała się na tyle w jej serduszko, może innym razem! -...chciałam dać im to, cz-czego nie mieli na powierzchni... B-Byli jak moje dzieci... N-Nie. Oni BYLI m-moimi dziećmi..
Podniosła dopiero głowę aby spojrzeć na swojego oprawcę. Nie okazywała żadnych emocji, jedynie klęczała spłakana jak małe dziecko, któremu dzieje się krzywda. I gdzie twoja dostojność królowo? Gdzie postawa godna tej, która współwładała królestwem?
-...W-Wszystko można o-osiągnąć... Jeśli t-ty nie jesteś w stanie.. To może ktoś inny... A-Albo może to nie jest naprawdę twój cel... -Przechyliła głowę na bok -Spójrz.. Przed śmiercią n-nie myśli się o dokonaniach... M-Myślę o mężu.. dz-dzieciach.. I n-na co mi teraz królewska korona? W-Władza? P-Pozycja jaką miałam...? To cz-czy kogoś uratowałam? ...j-ja chcę tylko Asgora i Asriela.. Friska i Charę.
Ale była świadoma, że oni się nie pokażą. Nie, nie teraz. Chociaż może..? Z całej czwórki dwójka była martwa, więc śmierć mogłaby ich przybliżyć. Ale nie, przecież potwory tracą duszę, nawet boss monster. Chociaż.. Może na chwilę?
Patrzyła nieprzytomnym wzrokiem na nową formę Gastera. Nie bała się już niczego, wiedziała, że nie ma szansy, a koniec jest bliski. Podparła się łapami i klęcząc niczym posłuszny piesek pozwalała mu na działanie. Przymknęła oczy i poczuła ostatni ruch. Znaczy.. Nie do końca sterczała bezczynnie. Gaster zbliżył się wystarczająco blisko. Może to i nic nie dało, ale nie zamierzała odejść poddając się. Nie - jeśli miała zginąć to w walce. W tym samym momencie w którym nastąpiło ostatnie uderzenie, wykonała ostatni ruch dłonią posyłając w stronę Gastera płomień. Niewielki, słaby.. na nic innego stać ją nie było. Liczyło się, że nie umarła bezczynnie klęcząc.
Leżała na podłożu czekając na nieuniknione. Śmierć była blisko, czuła ją w bólu, każdej ranie, każdej złamanej kości i duszy, która zdawała się teraz być jedynym co jeszcze jej pozostało. Niestety nawet pomimo, iż posiadała silniejszy dar niż inne potwory to wiedziała, że prędzej czy później i ona przepadnie na zawsze.
Poczuła uderzenie przenikające całe jej ciało i duszę. Wzrok miała utkwiony w Gasterze - błyszczące oczy wpatrzone w jeden jedyny punkt.
-A.. A m-mogłeś mieć ż-życie...
Dopiero po wypowiedzeniu pierwszych słów przymknęła oczy. Nie czuła już niczego. Tak się umiera? To spotkało jej syna, gdy kończył swój żywot? Przez to przechodziła Chara w ostatnich sekundach życia? Tak skończył się byt wszystkich dzieci, które zabił jej mąż?
-...A-Asriel.. A-Asgore.. Ch-Chara.. F-Frisk..
Patetycznie. Imiona najbliższych na sam koniec życia.

_________________

*Rozgrywki*
Hol Osądu Gorące źródełko - Las Snowdin Świątynia
KP ❤️ $$


❤️Najlepszy boss fight ever❤
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sans
Redaktor Undernetu
avatar

HP : 100
Poziom duszy : 18
Doświadczenie : 45
LOVE : 2
Liczba postów : 295
Join date : 02/01/2016
Age : 26
Skąd : Tomaszów Podziemiecki

PisanieTemat: Re: Ukryta samotna ławeczka   Wto Maj 31, 2016 9:29 pm

Dzień nie zapowiadał żadnej tragedii. Ot co, kolejny dzień spędzony na przechadzce przez wodospady. Zamek w oddali wyglądał tego dnia aż nader malowniczo. Odbijał się w pofalowanym lustrze wody, jakby zwiastując niepewną przyszłość. Sans zrobił jeszcze kilkanaście kolejnych kroków. Deszcz skapywał na jego gołą, porytą lekkimi fałdami, śnieżnobiałą czaszkę i wdzierał się w oczodoły. Szkielet pozostawał w milczeniu. Myślał. Zastanawiał się nad snem, który miał nie tak dawno temu. Jakaś macka dusiła go, choć wydawało się to niemożliwe. Widział jedno, lśniące w ciemności oko. A zaraz potem błysk, czerwień na obrzeżach jego widoku. Wszystko zaczęło się rozmazywać, a potem upadł na ziemię, jakby rażony piorunem, lub inną włócznią. Ale to przecież było niemożliwe. Jego samego nie dało rady tak udusić. A może to nie miał być on? Może to była inna osoba? Wszak miewał już takie koszmary. Widział już w snach tego małego potwora, tak podobnego do Friska. Ale to nie był on. Nie tym razem.
Łuna jasnego światła zamajaczyła na horyzoncie. Wyglądało to, jakby ktoś zapalił ogień. Teoretycznie nie miał się o co martwić, wszak w Wodospadach nie brakowało wody, ale jednak to wciąż był żywioł. Krępy potwór biegł przez pole kwiatów echa. Coś było wyraźnie nie w porządku. Rośliny, zwykle szepcące słowa z przeszłości, tym razem pozostawały morderczo ciche. Zrobiło się ciemniej. To wtedy pierwszy raz Sans poczuł to ukłucie z tyłu czaszki.
- O-o nie...
Ostrzegał Undyne o tym. Wyjawił jej tajemnice, która teoretycznie powinna zostać nią do samego końca. Poza rybią strażniczką prawdę znała tylko Alphys. A może też nie chciała o tym wiedzieć? W końcu przejście między wymiarami to tak naprawdę proszenie się o śmierć. Ale ten, który się na to ośmielił dobrze znał konsekwencje i miał je gdzieś.
Użył teleportacji. Jego ciało zmaterializowało się niemalże w centrum pobojowiska. Podniósł się z przyklęku, rozglądajac dookoła. W odosobnionym miejscu stała ławka. Tyle o niej słyszał, ale teraz nie było to ważne. Pośród pomarańczu dogasających ogni stała jedna sylwetka w czarnym płaszczu. A nieco dalej leżało niemalże nagie ciało potwora. Prawdopodobnie niemal martwego. Gdy podszedł blizej, poczuł jeszcze silniejsze ukłucie. Tym razem jednak tam, gdzie biło jego niebieskie serce. Uklęknął przed nią i dotknął jej ciała. Niemalże zimnego. To była Toriel. Poznał ją przecież całkiem niedawno. Oboje wyszli cało z dość ciasnej przygody w królewskim skarbcu. Mieli okazję wymienić parę dobrych słabych żartów. A teraz była tutaj. Bez tchu. Rozmywająca się, niczym poranna mgła, tworząca się w niższych partiach lasu nieopodal Snowdin. Ktoś postanowił, by odeszła pośród ognia. A ten ktoś stał przed Sansem.

https://www.youtube.com/watch?v=FPSgfQGSyUA

Zbyt dobrze znał tą postać. Wysoka, wychudzona persona, której twarz wyglądała niczym maska, którą ktoś niedbale ozdobił czarnym tuszem. Nie był w stanie określić, czy upiór uśmiechał się, czy był wręcz zdegustowany całą tą sytuacją. W świetle płomieni wydawał się być jeszcze mniej realny. Był niczym złe wspomnienie, którego żaden syn nie chciałby pamiętać. Dyszał ze męczenia. Był mocno osłabiony, toteż pozostawał na wpół osłonięty barierą z kości. Cokolwiek by się teraz stało, Sans wiedział jedno. Nie był na TO gotowy. Mimo to, adrenalina zawładnęła jego szkieletem. Adrenalina? Nie, to było coś innego. Ciepłe, sprawiające, że zwykle leniwy obibok nagle nabrał ochoty na ostrą bitkę. Alphys nazywała to jakoś. Czyżby to była ta sławna Determinacja? To było uczucie zupełnie odmienne od tego, które miał podczas sparingu z Undyne. Tam mógł sobie pozwolić na błąd. Tu zaś... liczył się każdy cios.
- Hej....tato! - wycedził, stojąc na wprost swego ojca, popijającego właśnie herbatę. - Widzę, że nadal twoje hobby jest zabójcze dla innych?
Głos mu się rwał. Strzelił kośćmi u rąk, a oko momentalnie zabłysło na niebiesko. Ziemia wokół Sansa zadrżała. Drobne kamienie poczęły się leciutko unosić. Co on robił? Przecież wiedział, że nie ma szans. ale to nie miało znaczenia. Nieważna była różnica poziomów. Liczyło się tylko jedno.
Powstrzymać tą falę Morderczej Drogi. By ten drugi...ten potwór z nożem...nigdy się nie pojawił.

_________________

SESJE AKTYWNE:
|| Gorące Źródełko <3 || Biblioteka Królewska
SESJE PROWADZONE:
Quest Chici || Przygoda Psychopaty || Przygoda Alphys/Vincent
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Alex

avatar

HP : 100
Poziom duszy : 1
Doświadczenie : 0
LOVE : 1
Liczba postów : 440
Join date : 10/04/2016

PisanieTemat: Re: Ukryta samotna ławeczka   Sro Cze 01, 2016 9:26 pm

Psy nie wyglądały na zainteresowane kośćmi. Zaczęły nagle próbować zniszczyć ściany kości swoimi toporami. Najprawdopodobniej wyczuły krew i chciały pomóc. Niestety było już za późno - ciało Toriel zaczęło szybko obracać się w proch, a po tym wyleciała z niego biała dusza królowej. Jeżeli ktoś chciałby ją teraz wchłonąć to ma dobrą okazję, ale pamiętajcie że za parę chwil to sercepodobne coś zniknie, więc musicie się spieszyć. To co teraz?

Gaster zyskał + 2 LOVE oraz + 10% HP (Teraz ma 29% HP)

_________________
KP
Skarbiec
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Toriel
Redaktor Undernetu
avatar

HP : 32
Poziom duszy : 14
Doświadczenie : 45
LOVE : 0
Liczba postów : 904
Join date : 06/01/2016
Age : 23
Skąd : Miasto królów BI

PisanieTemat: Re: Ukryta samotna ławeczka   Sro Cze 01, 2016 9:35 pm

(*bo się umówiła, że to wrzuci po poście MG. Jak będzie trzeba to wrzuci się do posta MG*)

Jej ciało rozpadło się w proch - jak to u każdego potwora następowało, powolna dezintegracja.
W przeciwieństwie jednak do innych mieszkańców Podziemi cała nie zniknęła. W powietrzu pozostała biała niczym futro członków rodziny królewskiej dusza. Odwrócone serce, jak patetycznie. Więc tak wyglądała dusza nie-człowieka, co? Cóż, Gaster miał niezwykłą okazję - potwory znikają wraz z duszą, nie da się więc jej ujrzeć. Toriel była specjalna, posiadała hybrydę, co prawda będącą ledwo w połowie tej ludzkiej, ale o wiele silniejszą od potworzej. Istot jej gatunku była tylko dwójka - ona i Asgore. Królowi nie prędko było do śmierci.. a ich syn zmarł dawno temu i nikt, prócz rodziców nie widział jego odejścia. Jej śmierć była jedyną okazją aby ujrzeć duszę potwora.. A Gaster i Sans mieli miejsce w pierwszym rzędzie.
Białe serce drżało dłuższą chwilę unosząc się coraz wyżej. Nie było spokojne, wręcz przeciwnie - jakby jeszcze chciało walczyć. Niestety była to tylko dusza, która za kilka-kilkanaście sekund rozpadnie się na dwa kawałki i zniknie.

_________________

*Rozgrywki*
Hol Osądu Gorące źródełko - Las Snowdin Świątynia
KP ❤️ $$


❤️Najlepszy boss fight ever❤
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
W.D. Gaster

avatar

HP : 100
Poziom duszy : 15
Doświadczenie : 50
LOVE : 5
Liczba postów : 447
Join date : 01/01/2016
Skąd : BLEdzew

PisanieTemat: Re: Ukryta samotna ławeczka   Sro Cze 01, 2016 11:22 pm

//Nie zapomnijmy o zwiększonym speedzie!

Dlaczego mu to mówiła? Dlaczego mu o tym opowiadała? O swoich bliskich, o swoim dawnym cudnym życiu, o tym jak poznała Asgore'a, o ich najukochańszym synu Asrielu. Dlaczego wywlekała teraz coś, co całkowicie go nie dotyczyło? Co nie było częścią jego życia w żaden istniejący sposób i co nigdy nie było rzeczą jaka go interesowała. A mimo to, w pewnym sensie znów ruszyła te okruchy dobra, które kręciły się tam we wnętrzu i nie potrafiły znaleźć swojej ukochanej drogi na świat, gdzie mogłyby się pokazać, ujawnić, powiedzieć, że tutaj są i czekają na ten jeden jedyny moment. Jej słowa sprawiły, że zaczął wspominać swoją własną rodzinę. Swoją przeszłość. Tą całkowicie niedotkniętą tragedią, kiedy jego ukochana żona żyła, kiedy Sans i Papyrus zgodnie wołali "Tata!!" z taką samą radością i miłością w głosie, z tęsknotą za ojcem, który wracał z pracy tylko po to by się z nimi zobaczyć, by się z nimi bawić, razem zjeść kolacje, ułożyć do snu, a czasami nawet zasnąć razem z nimi. Kiedy mógł usłyszeć ten ostatni raz czułe słowa od jedynej osoby na tym świecie, którą szczerze kochał, którą stawiał ponad wszystko. Te wspomnienia były bolesne, bardzo bolesne. Wywołałyby łzy na twarzy każdego, ale on się trzymał. Wciąż dawał radę. Wytrzymywał, chociaż powinien załamać się już dawno. Zatracił się w swoich badaniach, laboratorium stało się ważniejsze niż cokolwiek innego. Popełniał błąd za błędem, mnożył je i mnożył. Przestał patrzeć na synów tak jak powinien, byli tylko kolejnymi możliwymi do wykorzystania potworami, które idealnie nadawały się do eksperymentów. Niczego nie powiedzą, nikomu nie naskarżą. Bo się boją. Pogrążał się coraz bardziej, aż jego obsesja urosła do takich rozmiarów, że nic nie było już w stanie go uratować. Nic. Tak mogłoby się zdawać. Ale Toriel na swój sposób, bardzo udany sposób... Pokazała, że gdzieś tam jest jego dusza. Że wcale nie zniknęła.
Stał i patrzył jak jej ciało się rozpada. Jak prawie nagie, zakrwawione, bialo-brudne ciało rozpada się w proch. Jak sylwetka tej samej persony, która podzieliła się z nim swoim własnym życiem, która starała się przemówić mu do rozsądku. Która chciała być jego.. Przyjacielem. Po prostu znika. Jak ogrzewana woda. Wyparowywała. Patrzył, stojąc nieruchomo. Zaraz przed nią. Widział ten niewielki, biały obłoczek będący jej duszą. Tak biała.. Tak.. Czysta. Gdyby on był na jej miejscu, nie pozostałoby nic. Nic by się nie uniosło. Nic nie błysnęłoby po raz ostatni. Nie miał duszy. Tak przynajmniej sądził. Był bezdusznym. Nie dlatego, że taki się urodził. Taką drogę wybrał. Zapomniał o tym gdzie podążał kiedyś. Zapomniał o tym co było jego prawdziwym celem życia. Zapomniał czym to życie jest. Zaprzepaścił wszystko, dla swojej chorej fantazji. Bo był tchórzem, nie potrafiącym znieść ciężaru śmierci ukochanej osoby. Bo jako jedyne rozwiązanie widział ucieczkę ze skrajności w skrajność. Leczył swoje cierpienie, cierpieniem innych. Ale to leczenie objawów. Nie da się na tym pociągnąć za długo. Czyżby właśnie teraz nadciągał jego limit?
Słysząc głos Sansa oprzytomniał. Jak wyrwany z długiego snu. Wyciągnął przed siebie rękę. Fragmenty ciała skapywały na ziemię jak krople wyjątkowo gęstej wody. Uderzały o nią bez głosu i czołgały się w kierunku jego ciała tylko po to by zaraz znów spaść i powtórzyć ten proces. Lekko zacisnął ją na duszy Toriel.
- Och.. Sans.. - odezwał się zniekształconym, łamiącym się głosem. Chociaż słychać było w tym emocje takie jak żal, rozpacz, tęsknota czy złość na samego siebie, nie mógł tego poczuć. Nie w taki sposób jaki by chciał. Nie tak jak tego pragnął. Nie tak, jak w rzeczywistości mógł. - Minęło trochę czasu.. Odkąd mówiłeś do mnie.. "Tato". To jakaś.. Specjalna okazja? - wypowiadając te słowa zacisnął całkowicie dłoń by schwytać ten biały obłok. Tak jasny jak życie, które prowadziła. Chciał po prostu ją zabrać, przygarnąć. To jego trofeum. Największe osiągnięcie.
Wszystko nagle wróciło do normy. Tak.. Całkiem nagle. Wszystko w nim przestawiło się na stare. Znów czuł w sobie tylko tą żądzę zaspokajania swojej jedynej potrzeby. Mrok przysłonił te cudne wspomnienia, które ledwo przed chwilą zaczęły rozjaśniać jego umysł. To jaki był teraz nie mogło pozwolić na tak nagłą i szybką zmianę. Nie. Tak się nie mogło stać. Tak nie może się stać. To co było złe nigdy nie będzie w zupełności dobre, a w jego przypadku pozostanie złe na wieki. Musiałoby stać się coś niezwykłego by to zmienić.
- Jakby inaczej.. - roześmiał się tym drażniącym głosem. - Aktualnie, mam tylko TAKIE hobby! - mówiąc to kolce wystrzeliły spod nóg Sansa. Spojrzał na niego tymi pustymi oczami, twarzą, która bardziej przypominała maskę, starającą się utrzymać na tym rozlatującym się ciele. Wydawał się mniejszy. Jakby słabszy. W rzeczywistości wciąż jednak miał się dobrze, chociaż był wyczerpany. Odnowił swoją kościstą barierę, zwiększył zaporę z kości, którą zajmowały się psy. Chciał być tutaj sam na sam. Z Sansem.
- Szczerze.. Czekałem na ten moment.. - mruknął, jakby niewzruszony. Chociaż w rzeczywistości czuł ulgę. Przeczuwał, że jeśli wyjdzie z tego cało to tylko w ramach całkowitego szczęścia. - Pewnie.. Chcesz mnie teraz zabić? Tylko.. Co powiesz Papyrusowi? Znów będziesz go okłamywać chowając prawdę? A może jednak złamiesz jego delikatne serduszko? - to tylko złudzenie, czy w jego głosie serio była nuta zmartwienia? Jakby cokolwiek go obchodziło? To tylko jakieś zagranie, czy w rzeczywistości tego nie chciał? Wszystko było tak niejasne.. Wszystko było.. Szare. Nie białe. Nie czarne. Szare. Poplątane.
- Może jednak powinienem przeprosić..? - powiedział.. Pokazał.. Kto by się tym teraz przejmował? Ważniejsze jest chyba tylko to, że trzy smocze głowy Blasterów pojawiły się zaraz przy nim, czekając na rozkazy. Gotowy na wszystko.
- Rób co chcesz. - mówił obojętnym tonem. - Już.. Nic mnie nie obchodzi. - dodał bez wyrazu.
- I tak nie pozwolisz mi odejść.

_________________




Piękne Multi BlackDream
|| Świątynia || Dom w Snowdin || Mroczny Zagajnik || ? || ? ||
KP | Bank
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sans
Redaktor Undernetu
avatar

HP : 100
Poziom duszy : 18
Doświadczenie : 45
LOVE : 2
Liczba postów : 295
Join date : 02/01/2016
Age : 26
Skąd : Tomaszów Podziemiecki

PisanieTemat: Re: Ukryta samotna ławeczka   Czw Cze 02, 2016 12:31 am

W.D. Gaster. Królewski doradca, naukowiec, specjalista od teorii multiświatów, szaleniec, sadysta, bezdusznik bez skrupułów, torturujący nawet własne dzieci. Ojciec. To ostatnie przychodziło mu z trudem. Takie jedno proste słowo. A jakże fałszywie teraz brzmiące.
- Oddawaj. To nie jest twoje! - wysyczał, nie siląc się nawet na fałszywe tworzenie sucharów. Czuł tylko przypływ mocy. Zrobił kilka kroków. W tej samej chwili poczuł, jak coś za chwilę wystrzeli spod ziemi. Odskoczył z przewrotem w tył, odbijając się na rękach. Gdy tylko jego stopy tknęły podłoża, przeteleportował się bliżej ojca. Wtedy wystrzelił dwie, ostro zakończone kości prosto w jego twarz i znów się przemieścił, tym razem nieco na prawo. Poleciała kolejna para wapniowych szpikulców. Sans nie czekał nawet sekundy i rzucił się do biegu z jednoczesną teleportacją. Skokiem fazowym przebiegł koło gibkiego ciała ojca, próbując odebrać mu duszę.
- Nie obchodzi mnie, co mu powiem. Ważne jest to, że mamisz Papiego swoimi iluzjami.
Uformował na dłoniach po trzy niebieskie kości i po raz kolejny wykonał teleportacyjny skok, jakby chciał rozszarpać giętkie, galaretowate ciało Gastera. Ciął w okolicach dłoni, by odrąbać te kończyny choć na moment i odebrać ojcu duszę pokonanej królowej. Przecinając galaretowatą maź, lub też rozbijając na ochronie absolutnej aktywował Blue. Wykorzystując moment nieuwagi Gastera chwycił duszę Toriel, natychmiast teleportował się za kościaną barierę i tam pozostał do czasu, gdy ona nie zniknie.
- Robię to, co każdy przytomny syn zrobiłby w przypadku sadystycznego ojca, pijanego swoim szaleństwem!  
Popatrzył po Doggamym i Dogaressie. Potem spojrzał na zaporę z kości. Zmiótł ją z drogi i choć na moment odblokował przejście.

https://www.youtube.com/watch?v=DdhF0XlqJrg

Wtedy zauważył trzy głowy blasterów. Tak, ojciec wciąż miał nad nim przewagę. Był osłabiony, ale po wypiciu herbaty  prędkość obu szkieletopodobnych była jakby wyrównana. Tylko teleportacja dawała mu jakąkolwiek nadzieję na wyminięcie ostrzału.
Skrzyżował ręce na piersi, wydłużając dodatkowo kościste szpony, które zalśniły niebieskim blaskiem, wtórując jego oku. Powietrze wokół zgęstniało. Sans przywołał całą półokrągłą ścianę kości, która poruszała się gdziekolwiek by on nie pobiegł. Tak przygotowany rozpoczął frontalny szturm. Każdy strzał z blastera wymijał, teleportując się leciutko w bok. Nie przerywał biegu. Gdyby postanowił stworzyć zaporę, po prostu ją przeskoczy, lub przefazuje się. Będąc dostatecznie blisko wezwał część niebieskich kości by utworzyły coś na kształt skrzydeł. Chwycił się ich i rozpędził. Wykonał ostatni skok fazowy z wystawioną pięścią.
- Zawsze chciałem zobaczyć twoje wnętrze, papku! Ciekawe czy ty masz tam jakieś własne SERCE!
Niebieska smuga przeleciała z łoskotem przez Gastera. Ale czy na pewno? Może zdołał postawić ochronę absolutną?

_________________

SESJE AKTYWNE:
|| Gorące Źródełko <3 || Biblioteka Królewska
SESJE PROWADZONE:
Quest Chici || Przygoda Psychopaty || Przygoda Alphys/Vincent
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
W.D. Gaster

avatar

HP : 100
Poziom duszy : 15
Doświadczenie : 50
LOVE : 5
Liczba postów : 447
Join date : 01/01/2016
Skąd : BLEdzew

PisanieTemat: Re: Ukryta samotna ławeczka   Czw Cze 02, 2016 11:37 am

// Napisze, co by nie było, że Gaster sobie oberwie, a nic więcej nie zrobi >.>

- Twoje też nie! - roześmiał się, słysząc słowa syna. Ta dusza nie należała do nikogo innego, jak tylko do Toriel, Asriela i Asgore'a. Nie.. Ona była tylko i wyłącznie własnością Toriel. I dlatego chciał ją sobie przywłaszczyć. Nawet jeśli Sans będzie się starał do niej dorwać, pocieszające jest tylko to, że synalek jedynie będzie chciał ją wypuścić, a Gaster.. Gaster miał o wiele ciekawsze wykorzystanie dla tego białego kłębuszka! W jego łapkach się nie zmarnuje, wręcz przeciwnie. Wykorzysta je najlepiej jak może. Znał dobrze Sansowe sztuczki z teleportacją, kościste szpikulce tylko czekają nad którym kawałkiem ziemi się pojawi by wystrzelić. Nie jest ich dużo, w tym momencie liczyło się bardziej samo trafienie możliwie najszybciej. Z 10 sztuk porządnej porcji wapna wprost pod nogi tego leniwca, który starał się przeszkodzić naukowcowi. W między czasie ciągle wzmacniał  barierę z kości, by mogła wytrzymać więcej i więcej.
- Mylisz się Sans. - stwierdził z zadziwiającym spokojem. Ta sytuacja.. Działo się za dużo, za szybko na spokój, a mimo to ten zdawał się tym nie przejmować. - To pewnie moje ostatnie godziny życia.. Więc powiem szczerze. Nie zrobiłem Papyrusowi nigdy niczego poważnego, jedynym kłamstwem była ta.. Ojcowska miłość.. - zdawał się wypowiedzieć ostatnie zdanie z lekkim obrzydzeniem, ale było też w tym trochę złości na samego siebie. W tym samym czasie posłał salwę kości w jego kierunku i coraz intensywniej wypuszczał kolce z ziemi. Skoro to ostatnie momenty życia.. Mógł zaszaleć. Kto mu zaszkodzi? Synalek i tak już poszedł na całość.. Ten.. Mur, był imponujący.
Pstryknął w palce, a dusza Sansa można by rzec.. Stała się jeszcze bardziej niebieska. Zacisnął dłoń unieruchamiając go i rzucił w kierunku jednej z Paszcz. Blaster oblizał się widząc przekąskę. Miał go złapać, sponiewierać i wystrzelić razem z laserem. To bez wątpienia zaboli, ale kto by się teraz przejmował bólem? Przecież wszystko na świecie było bolesne! Żeby było jeszcze ciekawej, pozostałe dwa łby wystrzeliły w tym samym kierunku, w którym miał zostać wyrzucony. W międzyczasie nadal poprawiał swoją obronę i tworzył prowizoryczną zaporę przed psami. Chciał to rozegrać w spokoju, sam na sam ze swoim własnym synem.
- A wiesz, czemu nigdy nic nie zrobiłem Papyrusowi? - spytał nagle. - Bo mi ją przypomina. Beztroski i dziecinny.. Wiecznie wesoły.. - mówił z żalem, kładąc dłoń w miejscu, w którym powinien mieć swoją własną duszę. Serce. Czy w ogóle mógł mieć coś jak to?
- Nawet nie wiesz, jak bardzo myśl o tym, że jesteś jej synem ratuje twoje życie.. Inaczej już dawno byłbyś prochem.. Tylko jej zawdzięczasz życie, tak samo Papyrus. - barwne płomienie w jego oczach nieco przygasły.
- To trochę dziwne.. Wiesz czemu? Bo jakaś dziwna, schowana głęboka cząstka mnie, wciąż was kocha. To.. Tak żałosne.. Bo większa część, chce was zabić, jak całą resztę.

_________________




Piękne Multi BlackDream
|| Świątynia || Dom w Snowdin || Mroczny Zagajnik || ? || ? ||
KP | Bank
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Alex

avatar

HP : 100
Poziom duszy : 1
Doświadczenie : 0
LOVE : 1
Liczba postów : 440
Join date : 10/04/2016

PisanieTemat: Re: Ukryta samotna ławeczka   Czw Cze 02, 2016 7:02 pm

Atak Sansa zadział. Niestety, zaraz po ataku jego ojciec posłał go prosto w paszczę Blastera wcześniej wystrzeliwując w jego kierunku dwa lasery. Gdy szkielet w końcu wpadł w paszczę Blastera ten zaczął go gryźć i szarpać na wszystkie strony. Gdy skończył wystrzelił laser posyłając potwora parę metrów przed niego. Psy dalej przebijały się przez ścianę z kości jednak widać już było że są tym trochę zmęczone. To co teraz?


Sans: 60% HP


vs.


Gaster: 13HP% + Zwiększona szybkość (Morska Herbata)

_________________
KP
Skarbiec


Ostatnio zmieniony przez Alex2 dnia Czw Cze 02, 2016 7:48 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
W.D. Gaster

avatar

HP : 100
Poziom duszy : 15
Doświadczenie : 50
LOVE : 5
Liczba postów : 447
Join date : 01/01/2016
Skąd : BLEdzew

PisanieTemat: Re: Ukryta samotna ławeczka   Czw Cze 02, 2016 7:21 pm

Wszystko poszło po jego myśli. Sans oberwał, a on nawet nie został zadrapany! Znaczy.. Został, ale o wiele słabiej niż przypuszczał. Kto by pomyślał. Może jednak los się dla niego uśmiechnął? Kto wie. Kto wie..
Przeszedł do ostrej ofensywy. W tym celu nawet pozbył się swojej kościstej bariery. Skupił się na ataku. To jedyne co mógł. Udało mu się teraz, to nie oznacza, że uda mu się po raz koleiny. Dobrze wiedział, że pewnie i tak długo nie wytrzyma. Padnie prędzej czy później.
Puścił w kierunku Sansa jedną salwę, potem kolejną i kolejną. Zasypywał go kośćmi, a szpikulce co chwila wylatywały z ziemi. Blastery jeden po drugiej strzelały, a on skupiał się tylko na tym... I to w sumie powinno go zgubić. Pozbył się defensywy. W sumie, wystarczą dwa silne ataki i po nim. Trochę szkoda.. Ale, komu szkoda, temu szkoda. Co nie? Cała reszta podziemia pewnie nie będzie miała niezłą radochę widząc jego truchło. Będzie najbardziej martwym szkieletem podziemia.

_________________




Piękne Multi BlackDream
|| Świątynia || Dom w Snowdin || Mroczny Zagajnik || ? || ? ||
KP | Bank
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sans
Redaktor Undernetu
avatar

HP : 100
Poziom duszy : 18
Doświadczenie : 45
LOVE : 2
Liczba postów : 295
Join date : 02/01/2016
Age : 26
Skąd : Tomaszów Podziemiecki

PisanieTemat: Re: Ukryta samotna ławeczka   Czw Cze 02, 2016 11:25 pm

https://www.youtube.com/watch?v=xiqTcAuxHx8

Sans otarł krew z twarzy i wylądował miękko na ziemi. Znów rozpostarł tarczę z kości. Szpikulce Gastera rozbijały się na niej z łoskotem. Parł tak do przodu, co i rusz zmieniając pozycję teleportacją. Schodził z linii strzału blasterów, natychmiast kontrując własnym szpikulcem. Gorące lasery były blisko. Ojciec był szybki, ale one - nie. Zrobił tak ze cztery razy, w końcu stając z tyłu naukowca. Okręcił się dookoła własnej osi, tworząc z kości wielką kulę i niczym młociarz posłał ją w stronę przeciwnika.
- Już ja wybiję ci z głowy te chore pomysły! Dobiję cię!
Ogromna sfera kości, dwa razy większa niż sam Sans z impetem wbiła się w galaretowate ciało. Wtedy krępy wojownik stanął w szerszym rozkroku i rozpostarł wokół Gastera zaporę. Niebieskie smugi światła szczelnie otoczyły znienawidzonego ojca.
- Zawsze chciałeś mieć coś w piersi. A może być KLATKA?
Sans wykonał rozbieg, znów formując w dłoniach niebieską kulę, tym razem mniejszą, podobną do tej od koszykówki. Tak zresztą też wyglądał skok. Podkulił nogi, przyszykował się do ataku znad głowy i uderzył Gastera, jakby miał właśnie trafić do kosza.
- Jak dostaniesz za trzy punkty to nawet już nie zejdziesz z boiska!
Cała nienawiść i okrutna przeszłość trafiły w tej chwili w Gastera. Wszystkie szalone i chore eksperymenty, tortury, przetrzymywania, nawet obojętność matki która albo nie wiedziała albo udawała, że nie wie. Wszystko to eksplodowało na twarzy naukowca, sycząc wściekle niebieskim blaskiem. A gdy już opadł kurz, Sans złapał oddech.
- Chyba ci już starczy. Zabawne. Po tym wszystkim mam ochotę zrobić jedną rzecz...
Rozpostarł ręce, jakby chciał przytulić swego ojca. Podszedł bliżej. Spojrzał na niego, przymknął na moment oczy. Oszczędził go...


Cała lokacja wypełniła się nagle kośćmi, wielkimi na dwa metry. Wapniowy las rzucił cień na obu walczących, w tym w szczególności na Sansa, który patrzył, jak jego ojciec ginie przebijany szpikulcami. W półcieniu jarzyło się tylko jego jedno, błękitne oko.
- Wsad ci w oko!

_________________

SESJE AKTYWNE:
|| Gorące Źródełko <3 || Biblioteka Królewska
SESJE PROWADZONE:
Quest Chici || Przygoda Psychopaty || Przygoda Alphys/Vincent
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
W.D. Gaster

avatar

HP : 100
Poziom duszy : 15
Doświadczenie : 50
LOVE : 5
Liczba postów : 447
Join date : 01/01/2016
Skąd : BLEdzew

PisanieTemat: Re: Ukryta samotna ławeczka   Czw Cze 02, 2016 11:51 pm

Stał, i całkowicie nic nie robił prócz ataków. W sumie, co mógł zrobić? Był na przegranej pozycji od samego początku. Od momentu, w którym jednoznacznie stwierdził, że to jego porażka. Przestało mu zależeć. Co z tego, że go pokona? Miałby żyć z tym przekonaniem, że zabił własnego syna? Oczywiście.. To Gaster. Pozbawiony emocji i skrupułów, ale gadka Toriel przypomniała mu o przeszłości. Myśląc o swojej żonie nie mógł z zimną krwią zabić jej syna. Nigdy nie był do tego zdolny. Cokolwiek robił, nigdy szczerze nie chciał ich śmierci. Nie z własnych rąk. Ona by mu tego nigdy nie wybaczyła. Już zrobił wystarczająco dużo błędów, wystarczająco wiele rzeczy zniszczył i nie był w stanie odbudować. Wystarczyło spojrzeć na Sansa. Chociaż wypowiadał słowa takie jak "ojciec, tata, papa" czy cokolwiek innego, to była tylko formalność, nie prawdziwie łącząca ich więź.
Wybijaj te pomysły śmiało. Ktoś w końcu musi to zrobić. Ktoś w końcu musi przemówić mu do rozsądku, chociaż nie dopuszczał do siebie niczego prócz tej paskudnej żądzy. Kto by pomyślał, że jego ulubione zajęcie przyniesie takie straty?
Najpierw żona. Potem dzieci. Teraz on.
Zasłużył na to.
Nie da się określić, stał, klęczał, na wpół leżał.
- Heh... Muszę powiedzieć.. Jestem.. Jestem z ciebie dumny. - mruknął niewyraźnie, czując jak traci panowanie nad własnym ciałem. - To było.. I-imponujące.. - czy on się.. Uśmiechał?
Światełka w jego oczach całkowicie zniknęły. Zniknęły jak jego ostateczna siła do czegokolwiek. Nie miał za złe Sansowi tego co zrobił. Po prostu, chciał chronić tych, których miał za przyjaciół. To całkiem normalne. Każdy by tak zrobił.
- Wiesz co? To chyba prawda, że przed śmiercią każdy przejrzy na oczy.. Przepraszam.. Przepraszam za to wszystko co zrobiłem. Możesz to całkowicie olać.. Po prostu.. Chce żebyś wiedział.. Powiedz Papyrusowi.. Że wyjechałem.. Będzie.. Będzie wiedział o co chodzi.. Heh.. Szkoda, że nie wyląduję w tym samym miejscu co wasza matka. - robił się niewyraźny. Rozlatywał jak amalgamat tracący panowanie nad ciałem. Te szpikulce to tylko formalność. Zapewnienie, że nie przetrwa. Nie poczuł już nawet tego jak rozrywają jego płynne ciało.
Kiedy kości zniknęły pozostała tylko pęknięta maska, która zaraz zmieniła się w proch.
Więc, to jest śmierć?

_________________




Piękne Multi BlackDream
|| Świątynia || Dom w Snowdin || Mroczny Zagajnik || ? || ? ||
KP | Bank
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Alex

avatar

HP : 100
Poziom duszy : 1
Doświadczenie : 0
LOVE : 1
Liczba postów : 440
Join date : 10/04/2016

PisanieTemat: Re: Ukryta samotna ławeczka   Pią Cze 03, 2016 6:48 pm

Gaster umarł. W przeciwieństwie do Toriel nie zostawił po sobie duszy. Ten czyn zwiększył LOVE Sansa o 2. Jeżeli już mowa o tym szkielecie: jego ostatni atak dwumetrowymi kości poważnie zranił Dogamy'ego i Dogerssę. - Co się stało stało? - powiedziały razem psy. Atak bardzo je zranił widać było na ich ciałach bardzo wiele śladów po tym. To co teraz? Chyba trzeba im pomóc.


Sans LOVE +2

_________________
KP
Skarbiec
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sans
Redaktor Undernetu
avatar

HP : 100
Poziom duszy : 18
Doświadczenie : 45
LOVE : 2
Liczba postów : 295
Join date : 02/01/2016
Age : 26
Skąd : Tomaszów Podziemiecki

PisanieTemat: Re: Ukryta samotna ławeczka   Nie Cze 05, 2016 10:00 pm

A więc to tak czuł się potwór który postanowił podążyć drogą zabójcy. Z jednej strony słodkie i ciepłe uczucie, z drugiej ogromna odraza. Gaster rozpłynął się niemal natychmiast. Pokonał swego ojca. Wreszcie się to dokonało. Aż nim wzdrygnęło. Zabójczy las zniknął równie szybko co zabójca królowej. Sans stał w miejscu, wpatrując się w niebo. Wiedział, że nie jest to definitywny koniec, jednak po prostu to musiało się stać. Nazywają to "złem koniecznym". Gdy już otrząsnął się z szoku, szkielet usłyszał w końcu wołania Doggamy i Doggaresy. Przyskoczył do nich.
Przecież ograniczył atak tylko do terenu odgrodzonego przez Gastera. Jakim cudem TO się stało? Zapytał o to.
- Nie załamujcie rąk, nie łamcie się. Teleportuję was do Snowdin, do Grillbiego. Tam odpoczniecie. Jak coś mam dwa jabłka, ale nie jestem pewien, czy wam to coś pomoże
Wciąż miał na to dość sił. Czuł też, że sam będzie potrzebował trochę odpoczynku. Wciąż pozostawał w niemym szoku. Gaster wróci. Oby wraz z jego nadejściem nie oznaczało to przybycia postaci z jego koszmaru.

Czuł, jak jego własne grzechy skradają się mu po kręgosłupie.

ZT

_________________

SESJE AKTYWNE:
|| Gorące Źródełko <3 || Biblioteka Królewska
SESJE PROWADZONE:
Quest Chici || Przygoda Psychopaty || Przygoda Alphys/Vincent
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Syuona

avatar

HP : 100
Poziom duszy : 1
Doświadczenie : 10
LOVE : 2
Liczba postów : 188
Join date : 11/01/2016
Age : 19
Skąd : Hamburg, Niemcy

PisanieTemat: Re: Ukryta samotna ławeczka   Pią Sie 26, 2016 4:42 pm

Rana chcąc odpocząć od wiecznego rumoru panującego w Snowdin udała się w swoje ulubione miejsce w całych Ruinach, na samotną ławeczkę. Czemu było ono jej ulubionym? Mało kto o nim wiedział, mało kto też umiał się tam dostać. Z tego powodu Rana uznawała to za najspokojniejsze i najlepsze miejsce, jakie według niej istniało. Dziewczę po dotarciu na miejsce usiadła spokojnie na ławeczce rozkładając się na niej jak ropucha. Ostatecznie stwierdziła, że czemu by się na niej nie położyć i chwilkę przespać. Tak więc mała istotka leżała na ławce podpierając głowę o własną rękę próbując chociaż na chwilę zmrużyć oko.

- I tak na sto procent ktoś tu za chwile przyjdzie. To jest zbyt pewne.

Pomyślała głośno wzdychając i powoli zamknęła oczy oddając się w błogi sen, a raczej drzemkę, z której bardzo łatwo można by ją wybudzić. Jej trzecie oko zamiast być zamknięte było najzwyczajniej w świecie otwarte, jakby tylko czekało, by mały ból głowy zbudził Ranę dając jej znać, iż ktoś się zbliża.

_________________

// Królewska Biblioteka // Domek Burgerpantsa (sesja planowana) // Widok na Nowy Dom // Kwiecista Jaskinia // --- //

Mowa: #0066ff
Myśli: #ff3366
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Marinette

avatar

HP : 100
Poziom duszy : 1
Doświadczenie : 0
LOVE : 1
Liczba postów : 97
Join date : 19/01/2016

PisanieTemat: Re: Ukryta samotna ławeczka   Pią Sie 26, 2016 5:13 pm

Nie miała bladego pojęcia, jak długo przemierzała wzdłuż i wszerz okolice Wodospadów. Ile minut bądź godzin tutaj spędziła. Niby miała swój sweterek, ale już odczuwała chłodek panujący w tej lokalizacji i z lekka się trzasła, a nawet kichneła cicho. Jeszcze się przeziębiła! Tego jej brakowało do w pełni szczęścia.
Nie nużyła ją to otoczenie, ale pragnienie wyjścia z stąd bardziej było w jej interesie niżeli podziwianie skupiska jaskini z kamykami imitujące gwiazdy na niebie. Chętnie by popodziwiała, ale była zbyt przerażona i skupiona, by pozwolić sobie na chwilowy odpoczynek. Nie miała najmniejszej ochoty natrafić na kolejnego przedstawiciela potworów, który byłby wobec niej negatywnie nastawiony. Nie chciała się z nikim kłócić, a co dopiero używać przemocy — wiedziała, że by padła plackiem w tej kwestii.
Nogi dawały jej już znać, że domagają się odpoczynku, aby przerwała ten niekończący się marsz. Po krótkiej kłótni ze swoją świadomością — uległa jej, więc poczyniła poszukiwania miejsca do spoczynku.
Jak na złość nie trwało to długo i takowe znalazła, lecz już zajęte.
Ojej, przepraszam. T-to ja sobie p-pójdę. Przepraszam. — powiedziała to jednym tchem dość pośpiesznie od czasu do czasu się jąkając. Głupia Cyśka... mogła po prostu być cicho i pójść gdzie indziej.

_________________
| Karta Postaci || Skarbonka || Aktualny ubiór |

| AKTUALNE SESJE |
| Wodospad nad jeziorem || Bariera || Wolne || Wolne || Wolne |
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Syuona

avatar

HP : 100
Poziom duszy : 1
Doświadczenie : 10
LOVE : 2
Liczba postów : 188
Join date : 11/01/2016
Age : 19
Skąd : Hamburg, Niemcy

PisanieTemat: Re: Ukryta samotna ławeczka   Pią Sie 26, 2016 5:30 pm

Oko Rany informując ją o przybywającym towarzystwie sprawiło dziewczynce jakże świetny ból głowy, przez który zbudziła się mrucząc obelgi pod nosem. Rana nie znosiła, kiedy oko było w aktywnym stanie. Denerwowało ją ono okropnie, ponieważ wyczuwając nawet najmniejszy skrawek życia w pobliżu robiło to, co robiło. Jej moce także częściej wymykały się spod kontroli, przyswajając wspomnienia nie tylko umarłych, ale randomowo napływające wspomnienia osób znajdujących się obok niej. Dziewczę widząc w swojej głowię sekundową scenę upadku złotowłosej dziewczynki z góry Ebott zerwało się do pozycji siedzącej, po czym chwileczkę później ujrzało ową złotowłosą postać stojącą obok niej. Spojrzała na nią tępo i przetarła oczy. Dziecko coś do niej mówiło, jednak ta po przebudzeniu potrzebowała krótkiej chwili, by przyswoić wszystkie informację. Kiedy już to się stało Rana potrzepała szybko głową i spojrzała szeroko otwartymi oczyma na dziewczynkę.

- Spokojnie, nic się nie stało. Widać, że jesteś zmęczona. Siadaj, człowieku.

Powiedziała do nieznajomej jej osoby. Jej głos był typowo dziecięcy, jednak ton, jakim Rana wypowiedziała te słowa był kojący dla uszu nie wzbudzający najmniejszej kapki zastraszenia, czy też groźby. Widać było, iż trój oki potwór nie chciał zrobić dziewczynce nic złego, ponieważ widział, iż dziecko jest wystraszone i zagubione. Rana poklepała wolne miejsce obok siebie, po czym szybko się odsunęła robiąc przy tym jeszcze więcej miejsca na ławeczce dla małej, zagubionej istotki. Na koniec postanowiła zakryć grzywką trzecie oko znajdujące się na jej czole, gdyż ciągle wpatrywało się wprost w oczy złotowłosej, co mogło ją potencjalnie odstraszyć.

_________________

// Królewska Biblioteka // Domek Burgerpantsa (sesja planowana) // Widok na Nowy Dom // Kwiecista Jaskinia // --- //

Mowa: #0066ff
Myśli: #ff3366
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Marinette

avatar

HP : 100
Poziom duszy : 1
Doświadczenie : 0
LOVE : 1
Liczba postów : 97
Join date : 19/01/2016

PisanieTemat: Re: Ukryta samotna ławeczka   Sob Sie 27, 2016 2:32 am

Była jak mała słodka i zarazem irytująca owieczka, która na swoje nieszczęście się zgubiła. Głupia Celine! Mogłaś tak jak zwykle zamknąć buzię na kłódkę i iść w drugą stronę, a nie się tłumaczyć. Poczuła się źle, a przede wszystkim winna, że nieznajomą obudziła. Zawsze była winna temu złemu. Pewnie śniły jej się różane pączki albo tęcza. Cysia... co?
Obawiała się najgorszego, że nowo poznana osoba obsmarują błotem pełnym wyzwisk i innych przykrych słów, które to ta weźmie do wrażliwego serduszka i zacznie płakać gdzieś w jakiś kąciku. Jeszcze trochę i będzie emo. Jednakże nie została obrzucona niczym takowym, a wręcz przeciwnie — została miło przyjęta przez czarnowłosą.
Hę? — tylko tyle była jak na razie z siebie wyciągnąć nie kryjąc zdziwienia ze słów dziewczyny. Albo los się do niej uśmiechnął i uznał, że wystarczy jej krzywd w życiu bądź najzwyczajniej świecie wyczerpał się limit nieszczęść, choć to mało prawdopodobne i prędzej ta powinna zachować się w miarę normalny człowiek, ale, no cóż — nieśmiałość i nadmierna strachliwość robiły swoje takiemu dziecku jak Cyśka.
Z daleka wydawała jej się być człowiekiem, masz ci los jednak ją oszukał, gdy ta ukazała trzecie oko obcej. Przez jej skórę przeszedł zimny dreszcz. Nie obrzydziło ją, a bardziej przeraziło. Może jednak jest człowiekiem? Tylko ma dodatkowe oko... albo jest sztuczne, naklejką albo coś! Dajcie jej chociaż tę nikłą nadzieję.
Widząc, że nowo poznana osóbka jest wobec niej przyjaźnie nastawiona, w dodatku zachęcała ją do zajęcia miejsca. Byłaby już naprawdę okropną osobą, jeśli by odmówiła, w końcu dalszym ciągu czuła się winna, że przeszkodziła jej w spoczynku, więc by zachować tą krztę kultury przyjęła zaproszenie czarnowłosej, lecz obawa przed najgorszym ją nie opuszczała. Niewykształcona „kobieca” intuicja wciąż szwankowała i dawała alarmy, wtedy kiedy nie było żadnego zagrożenia, cóż począć.
Ja jeszcze raz przepraszam, że Cię obudziłam. Nie chciałam, po prostu... — zaczęła, zajmując miejsce tuż obok niej, ale nie wiedziała jak porządnie i nie wyjść z tego jeszcze bardziej głupio niż wcześniej to zrobiła, lecz niestety skończyło się na tym, że się zacięła i nie zapowiadało się na to, iż dokończy owe zdanie. Opatuliła się szczelniej sweterkiem i przez chwilkę panowała zmowa milczenia ze strony małej Valentine. — Czy ty też spadłaś? — spytała tak nagle, lecz by ukryć narastający w niej wstyd i wypalające powoli czerwienią jej lice spuściła głowę tak, by jej złote pasma zasłoniły. Różowe oczy spoczęły na jej obuwiu, jakby coś ciekawego się tam znajdowało, prócz kokardek. — Aj, przepraszam! Źle zrobiłam... p-powinnam się najpierw przedstawić, hah. Jestem M-Marceline, a ty? — spytała, tym razem kierując swój wzrok na swojej rozmówczyni, wystawiając dłoń tuż przed nią. Próbowała zamaskować zażenowanie i nieśmiałość, lecz niestety kiepska z niej aktorzyna i jej mały plan nie wypalił.

_________________
| Karta Postaci || Skarbonka || Aktualny ubiór |

| AKTUALNE SESJE |
| Wodospad nad jeziorem || Bariera || Wolne || Wolne || Wolne |
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Syuona

avatar

HP : 100
Poziom duszy : 1
Doświadczenie : 10
LOVE : 2
Liczba postów : 188
Join date : 11/01/2016
Age : 19
Skąd : Hamburg, Niemcy

PisanieTemat: Re: Ukryta samotna ławeczka   Sob Sie 27, 2016 3:01 am

Rana widząc wieczne zakłopotanie dziewczyny spróbowała uśmiechnąć się jakoś w miarę normalnie, co by nie wyglądać jak ćpun czy coś w tym rodzaju. Bacznie obserwowała zachowanie dziewczynki ze swoim pół zjaranym, pół dość przyjemnym uśmiechem na ustach. W sumie jakby zmienić raptem temat i pomyśleć o jej snach, to nie były one zbyt ciekawe. Rana nie potrafiła śnić, jak każde archiwum, więc w jej głowie przewracały się różne wspomnienia zmarłych z innych epok przekazane od innych, wcześniej żyjących archiw, które po przebudzeniu znikały niczym mgła.
Raptem z jej dziwnych myśli o snach wybudziła ją Cysią Hmychając z zaskoczeniem.
- Co, pewnie pomyślałaś, że będę atakującym cię potworem chcącym rozszarpać twoje ciało na tysiąc kawałków?
Pomyślała parskając przy tym cichym, przyjaznym śmiechem ciągle spoglądając na małe dziewczę, które po krótkim namyśle postanowiło usiąść obok niej na ławeczce. Widząc, jak bardzo spięta jest dziewczynka Rana chcąc rozluźnić sytuację usiadła bokiem do oparcia kładąc nogi na ławce, by jakoś pokazać, że skoro ona może się tak rozjebać, to niech Cysia też się nie boi i usiądzie jak jej wygodnie. Słysząc przeprosiny złotowłosej aż wykrzywiła usta i cyknęła pod nosem pochylając się w stronę dziewczynki jednocześnie wyciągając rękę w jej stronę, by chwilę później poczochrać ją po włosach.
- Nie przepraszaj, nawet nie spałam. Zwyczajnie leżałam bez najmniejszego sensu z nadzieją na jakiekolwiek towarzystwo, ponieważ siedzenie samemu nie jest chyba fajne, prawda?
Oczywiście wszystkie słowa wypowiedziane po ''Nie przepraszaj'' były czystym kłamstwem, które Rana musiała niestety wcisnąć dziewczynce, by ta nie czuła się speszona w jej towarzystwie. Ahh, jakby to ona chciała chociaż godziny spokoju, siedzenia w odosobnieniu. Jakby to ona chciała wreszcie się wyspać. Niestety, nie każdy ma to, czego chce.
Do uszu Rany zagościło kolejne pytanie złotowłosej dziewczynki.
- Rozumiem, ze wyglądam dość ludzko, ale to nie normalne brać mnie za człowieka. Cóż, to tylko dziecko.
Pomyślała, jednak zanim skończyła myśleć ostatnie słowo zauważyła, iż dziewczynka znów jest speszona, jąka się i próbuję tłumaczyć swoje zagapienie się jeśli chodzi o kulturę. Westchnęła głośno drapiąc się po karku i spojrzała na Cysie. Prosto w jej oczy, przeszywając ją od środka.
- Nic się nie stało, jestes tylko dzieckiem. To normalne, że zagapiasz się jeszcze w punktach kulturki. Sama o tym zapominam. Jestem Rana i nie, nie spadłam z Ebott. Czy według ciebie tak wygląda typowy człowiek?
Kończąc swoje zdanie odchyliła znów swoją czarną grzywkę z czoła ukazując swoje trzecie oko, a dla przypomnienia jej dłoń to czyste kości połączone ze sobą dziwną siłą, więc były kolejnym dowodem na to, iż Rana była tylko potworem. Po szybkim udowodnieniu swojej rasy Rana opuściła spowrotem grzywkę na oko i ponownie poczochrała Marcelinę po włosach.
- Spokojnie, nie chce cię wystraszyć. Nie mam też zamiaru robić ci jakiejkolwiek krzywdy. Chciałam ci tylko udowodnić, co byś później nie pytała, czy na pewno jestem potworem, a nie człowiekiem.
Wypowiadając te słowa Rana puściła oczko do złotowłosej dziewczynki znów uśmiechając się jak połowicznie zjarana foka.

_________________

// Królewska Biblioteka // Domek Burgerpantsa (sesja planowana) // Widok na Nowy Dom // Kwiecista Jaskinia // --- //

Mowa: #0066ff
Myśli: #ff3366
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Marinette

avatar

HP : 100
Poziom duszy : 1
Doświadczenie : 0
LOVE : 1
Liczba postów : 97
Join date : 19/01/2016

PisanieTemat: Re: Ukryta samotna ławeczka   Sob Sie 27, 2016 7:13 pm

Kiedy nagle ni stąd, ni zowąd poczuła jak nieznajoma dziewczynka zaczęła ją czochra po jej blond-złotych włosach tworząc na czubku Marcelinki malutkie ptasie gniazdo. Nie uczyniła tego, co miała w zwyczaju, a mianowicie utworzenie ze swych dłoni kasku i chronić swoją jasną czuprynę. Jedynie co zrobiła to po raz kolejny poszczyciła ją zaskoczonym wyrazem twarzy. Nie spodziewała się takiego ruchu z jej strony. Było to miłe i nieco ją to uspokoiło, ale nie przepadała za tym. Jej włosy nie tyle co są złośliwe w sprawie uczesania, ale również nie lubiła zbytnio, gdy ktoś obdarowywał ją dowolną formą pieszczoty, nie będąc członkiem jej rodziny, jednakowoż w tej chwili w sumie było to nieistotne, ponieważ tym poczynaniem sprawiła, że jedenastolatka poczuła się odrobinę lepiej, chociaż było to dość dziwne, iż robiła to tak jakby jej równolatka.
Ach, rozumiem. — mruknęła, poprawiając dłonią wcześniej wytarmoszone włosy, aby nie przypominały nowego mieszkania dla pobliskich ptaków... o ile takowe były. Od kiedy spadła z góry nie napotkała żadnego normalnego zwierzątka. — Różnie bywa, wiele osób by zrezygnowało z mojego towarzystwa. — uśmiechnęła się delikatnie do swojej rozmówczyni.
Niby tak, ale jednak...! — chciała wejść jej w słowo, gdyż nie chciała się usprawiedliwiać swoim wiekiem, lecz po raz kolejny się zacięła, gdy dosłyszała resztkę zdania nowo poznanej Rany. Zrobiła wielkie oczy, widząc z bliska wcześniej wspomniane oko, które okazało się prawdziwe, a nie plastikową podróbką. Ze złotego oka Rany przemieściła na dłonie. Również myślała, iż są jakąś atrapą albo rękawiczkami z takim wzorem, motywem. Dała wielki pokaz swojej głupoty, lecz ta mogła się jeszcze wybronić tym, że ta NIGDY nie obcowała z przedstawicielami potworzej rasy.
Z początku oczywiście zastanawiała czy rzeczywiście ma do czynienia człowiekiem. Kuzyn kiedyś jej opowiadał, że po ziemi są ludzie z dwoma głowami albo dodatkową parą rąk czy rąk. Z początku mu nie wierzyła, bo zawsze lubił ją straszyć bądź stroić sobie z niej żarty. Może jednak to byli potwory, którzy byli podobni do ludzi. Pewnie tak było.
Ojej, przepraszam. Pewnie Cię tym uraziłam, prawda? Nie chciałam! — zaczęła, ale tym razem ona została brutalnie przerwana kolejnym atakiem na jej złociste włoski. Ty razem poczęła je bronić, tworząc wyżej wspomniany hełm i przygarbiła się nieco, po czym obrzuciła ją wzrokiem ukazujący niezadowolenie z tego, co zrobiła Rancia. — Nie rób tak! — zamiast warknąć, pisnęła jak jakiś mały zirytowany kotem. Jeszcze, gdyby mogła, najeżyłaby się i syknęła jak taki mały złośliwy kocur, lecz nie leżało to w jej naturze, więc nadymała policzki. — Proszę. —  dodała, po chwili spuszczając dłonie na kolana, kiedy to czarnowłosa zaprzestała kolejnego ataku na włosiska małej Roszpunki.
Nie czuła się jeszcze w pełni swobodnie przy Ranie, lecz zapewnienia ciemnowłosej nieco ją uspokoiły. Oczywiście może być tak, że ta chce ją oszukać, lecz była skora jej uwierzyć. Cyśka zaufa każdemu, gdy zostanie mile przyjęta... nawet jeśli natrafiła na kłamcę i ją podle wykorzystał. Ach, wspomnienia z podstawówki.
Wolę by ktoś mi powiedział okropną prawdę, niżeli ładne kłamstwo, więc... jestem wdzięczna, że to zrobiłaś. — przyznała, choć była wciąż w nie małym szoku po pokazaniu wprost kim jest, ale lepsze to niż Cyś miałaby sądzić, że ma styczność z człowiekiem, która to znalazła się w takiej samej sytuacji co ona sama. Była zawiedziona tym faktem, ale nie pozwoliła sobie na grymaszenie w tej kwestii.
Pozwoliła sobie przeć zmęczone plecki o oparcie ławeczki i skierowała swoje duże oczka na podziemne „niebiosa” podziwiając nieprawdziwe gwiazdki. Śliczne. pomyślała i uśmiechnęła się szerzej. Podobało jej się to i poczuła mentalnie ciepło w serduszku.
Dużo jest potworów podobnych do ludzi, Rana? — zapytała z tak ciekawości. Wiedziała, że czeka ją jeszcze długa droga, a przynajmniej tak chyba jej powiedziała Rei nim Cyśka uciekła gdzie pieprz rośnie, bo coś prawdopodobnie ją goniło. Wtedy się otrząsła, po czym stanęła na równe nogi i zaczęła się rozglądać jak szalona czy coś lub kogoś tu nie ma. W efekcie tak nagłego zwrotu z jej kieszonki wypadł drogocenny przedmiot dla dziewczynki, jakim był drewniany flet. Nie usłyszała huku, który wywołał owy przedmiot w okolicy, a pobliskie kwiatki roznosiły dalej dźwięk. Wyobraźnia dzieciątka znowu poszła w ruch i przedstawiała jej okropne rzeczy.

_________________
| Karta Postaci || Skarbonka || Aktualny ubiór |

| AKTUALNE SESJE |
| Wodospad nad jeziorem || Bariera || Wolne || Wolne || Wolne |
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Toriel
Redaktor Undernetu
avatar

HP : 32
Poziom duszy : 14
Doświadczenie : 45
LOVE : 0
Liczba postów : 904
Join date : 06/01/2016
Age : 23
Skąd : Miasto królów BI

PisanieTemat: Re: Ukryta samotna ławeczka   Nie Sie 28, 2016 1:07 am

[MG wkracza do akcji na specjalne zamówienie z gg B) ]

Nie ważne co było, czy działo się wcześniej. Do lokacji oto bowiem wparowała biała kulka. Nie, nie śnieg, coś bardziej... żywego.
-BARK BARK.
Okrutnie irytujący odgłos rozbiegł się po okolicy, jakby był specjalnie nagłośniony. Małym (niestety tylko z powodu wyglądu, jego ingerencja bowiem może bywać BARDZO poważna) intruzem okazał się niewielkiego wzrostu pies, prawdopodobnie z rasy szpic japoński. Stęsknione za rozumem oczy uważnie spoglądały na obie dziewczyny, a drobny ogon machał na boki jakby napędzany motorkiem.
-BARK BARK. No cześć panienki!
Doprawdy idealnie powitanie w tej sytuacji. Na szczęście jednak przynajmniej teraz wiadomo, że biały przeszkadzacz jest potworem.. a może czymś więcej?

_________________

*Rozgrywki*
Hol Osądu Gorące źródełko - Las Snowdin Świątynia
KP ❤️ $$


❤️Najlepszy boss fight ever❤
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Syuona

avatar

HP : 100
Poziom duszy : 1
Doświadczenie : 10
LOVE : 2
Liczba postów : 188
Join date : 11/01/2016
Age : 19
Skąd : Hamburg, Niemcy

PisanieTemat: Re: Ukryta samotna ławeczka   Sro Sie 31, 2016 4:50 pm

Rana zaśmiała się pod nosem słysząc pytanie Cysi. Eh, małe głupiutkie dziecko. Czarnowłosa poprawiła swoje nogi, by zrobić Marcelinie jeeeszcze więcej miejsca na ławeczce i rzekła.

- Szczerze? Sama nie wiem. Nie znam zbyt wielu potworów wyglądających jak ludzie, więc prawdopodobnie jest ich stosunkowo mała ilość. Czemu o to pytasz? Widziałaś po drodze kogoś ludzkiego wyglądu?

Spytała przechylając głowę w bok, jakby miała usłyszeć za chwilę odpowiedź potwierdzającą jej pytanie. Wtem usłyszała ten wkur.. wkurzający szczek. Tylko nie to. Rana westchnęła dość głośno i wstała szybko z ławeczki. Widząc niestety znajomą każdemu mieszkańcowi białą kulkę złapała się za głowę. To wkurzający pies, najbardziej denerwująca ją istota w całych podziemiach. Rana chcąc nie rozpędzać karuzeli śmiechu, wkurzenia i wszelkich innych powoli zbliżyła się do śnieżnobiałego psa i pogłaskała go po głowie.

- Hej AT, co cię tutaj sprowadza?

Spytała z dość wymuszonym uśmiechem, ponieważ nie chciała straszyć psem małej Cysi, a znając życie ten biały skur...czybyk zaraz zacznie swoje denerwujące rytuały, czyli ogólnie zacznie gadać, szczekać, szczekać, gadać, skakać, szczekać... O tak, szczekanie było w tym najgorsze. Raniło ono uszy praktycznie każdego, chyba, że ktoś był głuchy, chociaż przy AT to on odzyskiwał słuch, żeby usłyszeć denerwujące BARK i ponownie go stracić. Dziewcze po dłuższej rozkminie znów westchnęło i stanęło przed Cysią, jakby chcąc ją uchronić przed psem.

_________________

// Królewska Biblioteka // Domek Burgerpantsa (sesja planowana) // Widok na Nowy Dom // Kwiecista Jaskinia // --- //

Mowa: #0066ff
Myśli: #ff3366
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Marinette

avatar

HP : 100
Poziom duszy : 1
Doświadczenie : 0
LOVE : 1
Liczba postów : 97
Join date : 19/01/2016

PisanieTemat: Re: Ukryta samotna ławeczka   Nie Wrz 04, 2016 4:45 pm

Zignorowała pytanie Rany dalszym ciągu bacznie szukając kolejnego nieznajomego. Była w kiepskiej sytuacji, bo jedyną drogą wyjścia było wejście, przez które przyszła Marcelinka. Przełknęłaby ślinę, lecz aktualnie jej gardło było jak pustynia. Normą przy jej strachu, więc nie ma się czym przejmować.
Nie trwało to długo, aby ktoś przyszedł i... dziewczynka została po raz kolejny oblana swoją głupotą i łyżką niedowierzania, że taki wielki harmider strachu dziecka wywołał uroczy biały piesek. Mentalnie zaśmiała się i swego rodzaju zbeształa za swoją niepotrzebną reakcję. Polak mądry po szkodzie, prawda?
Awww, jaki uroczy piesek! — zachwyciła się nowym przybyszem wcale nie zważając na jego irytujące BARKnięcie. Lubiła pieski... i kotki, liski, króliczki.... No wszystkie zwierzątka, które są naprawdę miluśne i puszyste. Sama jak miała pięć lat, to chciała mieć małego liska, ale rodzicielka nie za tym.
Cyśka również chciała potyrtolić małą kuleczkę, lecz czarnowłosa znajoma zablokowała jej przejście, jakby to małe urocze stworzonko miałoby zaraz stać się czymś niebezpiecznym i zaatakować je.
Hm? — mruknęła, unosząc delikatnie prawą brew w geście zdziwienia. Podeszła bliżej Rany. — Czy on może pogryźć? — kolejne głupie pytanie wyszło z jej ust. Nie, żeby obawiała się wścieklizny czy coś... chociaż to jest gorsze, ale wolałaby by jej dłoń pozostała cała.

_________________
| Karta Postaci || Skarbonka || Aktualny ubiór |

| AKTUALNE SESJE |
| Wodospad nad jeziorem || Bariera || Wolne || Wolne || Wolne |
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Ukryta samotna ławeczka   

Powrót do góry Go down
 
Ukryta samotna ławeczka
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 3 z 3Idź do strony : Previous  1, 2, 3
 Similar topics
-
» Ukryta ławeczka
» Ukryta, zarośnięta łączka niedaleko cieplarni
» Czuję się samotna.
» Dur-Shurrikun
» Ukryta polana

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Beyond Undertale PBF :: Podziemie :: Wodospady-
Skocz do: