IndeksCalendarFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematuShare | 
 

 Grillby

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Grillby
Admin Główny
avatar

HP : 100
Poziom duszy : 1
Doświadczenie : 0
LOVE : 0
Liczba postów : 265
Join date : 11/01/2016
Age : 20

PisanieTemat: Grillby    Pon Kwi 24, 2017 4:41 pm











When she awoke, the

world was on fire...



Personalia

Grillby. Ponad osiemsetletni długowieczny potwór pracujący w barze, a po co ci to wiedzieć słonko?

Wyglad



Jako, iż nasz Grillbs jest żywiołakiem ognia jego całe ciało pokryte jest tym oto żywiołem. Możnaby rzec, iż jest on aż zbyt gorący. Od jego odkrytych miejsc na ciele czasem odpryskują płomyczki, niektóre nieco też odstają z jego ciała, a jego głowa wygląda jak istna pochodnia przepełniona językami gorących płomieni. Układa się ona w szpic, imituje typowe nieco dłuższe włosy, które są jakby wiecznie zawiewane ku górze. Mężczyzna mimo przesiadywania w większości czasu wyłącznie za barem jest bardzo dobrze zbudowany, umięśniony. Szerokie ramiona, silne ręce, wysoki na ponad dwa metry, Może i na jego twarzyczce z daleka za bardzo tego nie widać, ale jak się przyjrzeć ma on zarysowany kształt ust, nosa, oczu, brwi, chociaż jest w stanie sprawić, że pozostanie mu tylko zarys oczu który odznacza się białymi kropeczkami. Właśnie w tym miejscu znajduje się para małych, prostokątnych, czarnych okularów, jako iż z czasem nasz gorący pan nabawił się sporej wady wzroku, która aktualnie wynosi -4,75 na lewym, zaś -5,25 na prawym oku. Szkła okularów są grube, same brylki dość ciężkie ale cóż. Ważne, że nie wybrzydza.
Ubiór naszego żywiołaka jest dość prosty, jeśli ktoś wie, w jakim zawodzie pracuje Grillby. Zazwyczaj jest on odziany w typowy strój barmana, biała koszula z czarnymi materiałowymi zaciskami na przed ramionach, idealnie dopasowana muszka, czarna elegancka kamizelka, czarne spodnie z zestawu z kamizelką, a nawet czasami i czarny, długi fartuch. Wszystko to kończy para także eleganckich butów. Jego ubranie jest zawsze czyste, porządnie wyprasowane, nie pogięte nawet gdyby zajrzeć mu na skarpetki. Bardzo dba on o swój wygląd, by wyglądać profesjonalnie w swoim zawodzie.
Kiedy przebywa on poza miejscem swojej pracy preferuje raczej luźne, jednak schludne ubrania takie jak różnorakie swetry, dżinsy, luźniejsze koszulę z szelkami, a kiedy jest zimno lub pada odziewa on długi, czarny płaszcz. Lubi on także ubierać bluzki z dziwnymi nadrukami, które często nosi pod koszulą w pracy. Naprasowane na bluzkę teksty takie jak ''Hot guy'' rozbawiają go w głebi duszy, dlatego też nie odmawia sobie ubierania ich nawet na poważne okazje.

KOLORY

Grillby nie jest jakimś zwyczajnym żywiołakiem, ponieważ dzięki swojej mocy jest w stanie zmienić kolor swoich płomieni w zależności od swojego nastroju. Może zrobić to z własnej woli chcąc ukazać innym, by nie denerwowali go w danym momencie, a czasem może się to wymsknąć spod kontroli.
Kolor czerwony oznacza dobry, bądź neutralny humor. Kiedy ogarnia go smutek kolor jego płomieni staje się niebieski, zaś gdy jest wściekły tak, że aż z niego kipi jak z kociołka staje się fioletowy, a na jego głowie widnieje lekka nutka różu.


Charakter

Grillby to z natury małomówny, spokojny i poważny mężczyzna, który nie ważne co się dzieje wysłucha wszystkiego, co mu powiesz. Możesz mu się zwierzyć z każdej rzeczy, jaka cię trapi; problemy w domu, w pracy, w życiu osobistym mając przy tym pewność, że wszystko, co powiedziałeś zachowa on dla siebie, jakby przyrzekł tajemnice lekarską. Żywiołak jest też bardzo opanowany, nie tylko jeśli chodzi o nerwy. Nawet jeśli to, co właśnie do niego mówisz wydaje się zabawne nie zaśmieje się on choćby nie wiem co, jednak zalicza się to tylko do momentów zwierzeń, które chyba każdy już kiedyś robił po pijaku w barze. Na ogół jest on bardzo uprzejmy, wyjątkowo dla dzieci odwiedzających jego bar, które zawsze dostają bonus w postaci lizaka za samo wstąpienie do lokalu. Kiedy Grillby zaprzyjaźni się z kimś jest w stanie rzucić się za nim w przepaść, chociaż jeśli usłyszy o czymś naprawdę poważnym potrafi on bezinteresownie rzucić się do pomocy. Najczęściej dzieje się tak, gdy chodzi o utratę bliskich. Mężczyzna nie chce, by inni cierpieli tak jak on wcześniej, dlatego też jeśli potrzebujesz pomocy, ponieważ właśnie kogoś tracisz to wiesz do kogo się udać. Grillby jednak jak każdy człowiek ma te słabsze chwilę, w których to on musi się komuś wygadać, pożalić, a nawet wyżyć się uderzając przykładowo w drzewo, które pod wpływem jego siły łamie się na pół.


Historia

Hm, sam nie wiem od czego powinienem zacząć. Głupi nie jestem, wszystko też doskonale pamiętam, chociaż w mojej sytuacji wolałbym zapomnieć dosłownie każdą chwilę. Czasy przed wojną były piękne, o tak. Może i nie żyliśmy w zgodzie, jednak nie było aż tak oklepanie jak mogłoby się wydawać. Jako żywiołak ognia miałem także ognistych rodziców. Moja matka... Heh, zawsze kochająca, opiekuńcza z wielkim sercem. Nigdy nie znałem tak dobrodusznej kobiety. Potrafiła znaleźć wspólny język nie tylko z każdym potworem, ale i z najbardziej opornym człowiekiem. Nazywała się Henrietta, nigdy nie pozwolę sobie zapomnieć jej imienia. W swoim jakże wlokącym się od wieków życiu spotkałem tylko jedną taką jak moja matka. Obie nie zapomniane na zawsze pozostaną w głębi mojego serca. Mój ojciec, też niczego sobie, jednak twardą miał rękę, ale i też wiecznie nie było go w domu. Mimo bycia zazwyczaj bardzo konsekwentnym, stanowczym ojcem był jednym z tych lepszych. Mógłbym powiedzieć, że takich rodziców jak moi mogłoby mi wiele osób pozazdrościć. Nie rozpieszczał mnie w żadnym stopniu, wyuczył mnie dyscypliny, manier, wychował na porządnego potwora, który w swoim życiu ma obowiązek szanować każdego i nie zalicza się to tylko do potworów, ale także do ludzi. Jego imie brzmiało Henry - o ironio. Henry i Henrietta, nie dość, że imiona prawie identyczne, to jeszcze byli małżeństwem idealnym.  Cóż, jak wcześniej wspomniałem, mojego ojca niestety praktycznie nigdy nie było w domu. Mama zaś często mówiła, bym nie siedział samotnie w domu, to też z tego powodu czasem odrywałem się od rysowania bo jak to dziecko, jakoś się wykazywałem kreatywnością. Rysowanie sprawiało mi tyle radości co gotowanie, którego mama uczyła mnie podczas robienia obiadów, pieczenia ciast na uroczystości. No ale czasem musiałem opuścić dom. Ludzie mnie unikali, bo kto normalny zadawałby się z chodzącym płomieniem? Byłem młody, naiwny, nie kontrolowałem swojej mocy w żadnym stopniu. Moje ubranie mogło się spalić w każdej chwili gdyby rodzice nie nałożyli na nie magii, mój dotyk wywoływał oparzenia trzeciego stopnia. Nawet potwory nie chciały mnie w swoim towarzystwie. Byłem sam jak palec, a to z chwili na chwile mama wyciągała mnie poza dom coraz częściej, aż w końcu całe dnie spędzałem samotnie przy sadzawce niedaleko mojego domu. Czasem znajdą się osoby nie znoszące kogoś tylko z powodu jej obecności, każdy tego doświadczył, a zwłaszcza ja - niepozornie siedzący przy zbiorniku wody sześcioletni żywiołak ognia. Pamiętam to wciąż dokładnie, dzień w którym prawie nie straciłem życia. Trzech ludzi w wieku nastoletnim z rękawicami odpornymi na wysokie temperatury zmierzało w moją stronę. Ubrani w typowo rebelianckie, chuligańskie ubrania. Wiedziałem co się szykuje, jednak nawet nie ruszyłem się z miejsca mając nadzieje, że zostawią mnie w spokoju, że to nie po mnie idą. Niestety oni zaśmiali mi się w twarz i złapali mocno za moje ogniste ręce. Najwidoczniej nie znosili potworów, ale nie dziwiłem im się. Wspominałem, że byłem przy małym jeziorku? A no tak, a wiecie, ogień z wodą się nie lubi i nawet najgłupszy to wie. Kontakt z wodą wywoływał u mnie ogromny ból, ponieważ mój płomień gasł, a tracąc płomień traciłem także swoje własne życie. Wsadzili mi głowę do wody mimo, iż się szarpałem. Potem praktycznie całego mnie. Chcieli mnie zgasić. Miotałem się, krzyczałem z bólu. Nigdy im tego nie zapomniałem, co podczas wojny poczuli na swoich szyjach. Na moje szczęście ktoś się na nich rzucił, a ci uciekli w popłochu. Jeden większy przeciwnik na trzech ludzkich łebków. Mnie wyrzucili na brzeg. Trzęsłem się przerażony, ból powoli ustępował, gdyż moje ciało powoli wracało do normy. Mój płomień powracał. Kiedy zrozumiałem, co się właśnie stało spojrzałem wystraszony na mojego wybawce. Kojarzyłem go, był potworem żyjącym w tym stawku. Cztery lata starszy ode mnie, czasem do mnie zagadywał, jednak ja nieśmiale odrzucałem jego zaczepki. Nie rozumiałem dlaczego się za mną wstawił. Dlatego, że byłem młody? Do dzisiaj nie jestem tego pewien. Na jego widok robiło mi się ciepło na sercu a uśmiech sam malował się na mojej ogniowej buźce. Nawet nie zauważyłem momentu, w którym wstałem by go przytulić w podzięce za ocalenie. Zapomniałem się, moje moce wymsknęły się spod kontroli w takim momencie. Poczułem zapach spalonej ryby, usłyszałem świerkot. Wypaliłem mu swoje ręce na skórze. On mnie uspokajał, że nic się nie stało, że do wesela się zagoi, jednak w tym wieku wiem, że wywołałem u niego ogromny ból. Jakie jest życie żywiołaka ognia? Pełne tajemnic i może trochę... samotne?


Przepraszałem go dobre pół godziny, a on uspokajał mnie używając mojego imienia. Skąd je znał? Pewnie usłyszał je kiedyś od mojej mamy, albo sam mu je powiedziałem. Nie pamiętam. Tej rzeczy nawet wtedy nie pamiętałem. Sam nazywał się Tom. Wiem, bo mi wyjawił te imię podczas tego całego uspokajania. Byłem zażenowany swoim zachowaniem. Uciekłem. Postanowiłem ćwiczyć. Ćwiczyć najwięcej jak mogę, by nigdy więcej nikogo nie zranić. Od tamtej pory kiedy mama wyganiała mnie z domu nie wracałem nawet do późnych godzin. Ćwiczyłem samotnie, wciąż spędzając jednak czas obok słynnej sadzawki. Tom mi się przyglądał naprawdę często, jednak nie zagadywał. Wiedział, że tego nie chce. Nie teraz. Musiałem ćwiczyć, a podczas treningu mogłem zranić go jeszcze łatwiej. Nosił bandaż. Wiedziałem, że to co zrobiłem nie było głupim zadrapaniem. Ojciec z czasem zaczął się martwić tym, że w tak młodym wieku wracam do domu w godzinach nocnych. Raz poszedł za mną, przyłapał mnie, jednak jego reakcja była nader pozytywna. Dzisiaj wiem już dlaczego tak się ucieszył. W głowie miałem wpojone, że muszę być samodzielny, więc co mogło ucieszyć go tak, jak nie fakt, że w wieku prawie 7 lat ćwicze swoją magie na własną rękę. Postanowił mi jednak pomóc, bo sam wiele bym nie zdziałał. Byłem bardzo napalony do nauki, więc też nie dawałem luzu mojemu ojcu. Wiele lat ciężkiej pracy i silne chęci sprawiły, że nie dość, że zaledwie dziesięć lat później posługiwałem się moją magią jak mało kto, to moja budowa ciała nie była taka sobie. Wyglądałem jak młody bóg. Młody, osiemnastoletni bóg. W dodatku potrafiący gotować, znający się na alkoholach. Zawsze chciałem mieć własną knajpkę i doczekałem się tego na starość. Niestety dokładnie w moje dziewiętnaste urodziny usłyszałem komunikat zwiastujący wojnę. Jako jeden z najlepszych w okolicy zostałem zaciągniety do armii. Kiedy doświadczeni wojownicy toczyli wojnę z ludźmi ja byłem na szkoleniu. Tam poznałem ją. Żywiołaczka ognia, a kolor jej płomienia niebieski niczym ziemskie niebo za dnia. Była cudowna, a ukrywała się niedaleko mojego miejsca pobytu. Cóż, jako iż byłem śmiały zagadałem, poznaliśmy się bliżej. Na imię jej było Reika... Cudna kobieta w każdym calu przypominająca moją matkę. To w niej kochałem. Kiedy tylko wymykałem się z miejsca zbiórki mojego oddziału czułem się jak w domu, pomimo tego, że znajdowałem się na kompletnym odludziu. Pewnego dnia zaszaleliśmy, a kiedy wróciłem z pola bitwy usłyszałem jedno. ''Grillby, jestem w ciąży.''. Przeraziłem się, a jednocześnie byłem taki szczęśliwy. Miałem mieć dziecko z najwspanialszą kobietą, jaką znałem. Problemem był fakt, że trwała wojna, a ja brałem w niej udział i z zimną krwią mordowałem ludzkie ścierwa, o czym Reika doskonale wiedziała. Nie chciałem żeby dziecko miało ojca morderce. Pozostałem z Reiką do końca dziewięciu miesięcy ukrywąjac się razem z nią, jednak krótko po porodzie mnie odnaleźli i siłą zaciągneli na front. Reike wraz z dzieckiem, naszym kochanym synem chcieli zamordować, jednak udało mi się zawrzeć z nimi układ, że jeśli przeżyje na froncie ona zostanie zabita, zaś odwrotnie, pozostanie żywa. Szedłem na pewną śmierć, więc nie widziałem powodów do hamowania się. Użyłem swoich całych sił, wymordowałem rekordową liczbę ludzi. Nie mieczem, a swoją własną mocą. Ich ciała płonęły, a przyjemny skwierk dochodził do moich uszu. Byłem potworem, w okropnym tego słowa znaczeniu.


Nie wiedziałem jednak, że Reika wpadnie na tak głupi pomysł... Że postanowi uciec na własną rękę chcąc chronić dziecko i siebie. Nie wiedziałem, że postąpi tak, jak ją o to poprosiłem. Dzień przed tym wydarzeniem oświadczyłem się jej oraz podsunąłem plan ucieczki. Miała przebrać się w ubranie jednego z zabitych ludzi i przemsknąć się między stertą ciał. Odmówiła, chociaż nalegałem. Czemu uwierzyłem w to, że tego nie zrobi... Na polu bitwy straciłem całkowicie kontrole, mordowałem każdego, kto napatoczył mi się na ręce w tym pierdolonym, ohydnym stroju ludzkiej armii. Padali jak muchy, wygraną mieliśmy w kieszeni. Wraz ze mną było wielu, których znam do dziś. Jako przywódcy - ci najsilniejsi prowadziliśmy wszystkich na nich. Zaślepiony rządzą mocy kompletnie zapomniałem o tym, co mówiłem poprzedniego dnia. Pewien człowiek podbiegł do mnie z czymś krzyczącym w rękach. Przynajmniej myślałem, że to człowiek. Mówił coś do mnie, ''Grillby to ja, możemy uciec razem'', jednak ja przebiłem ją na wylot i podniosłem do góry. Zdjąłem kaptur z głowy tajemniczej osoby i wtedy ją zobaczyłem. To była Reika. Uśmiechała się trzymając naszego syna w rękach. Przerażony nie mogłem uwierzyć w to co zrobiłem. Straciła przytomność a ja zrzuciłem ją ze swojej ręki i pobiegłem. Już nawet nie wiem gdzie, byle by jak najdalej. Naszego syna zdeptali ludzie... Ci, którzy niegdyś chcieli mnie utopić. Ciało Reiki zniknęło. Myślę, że rozsypało się jak każde ciało potwora. Mój syn jednak powoli umierał zdeptany. Ci ludzie pożałowali swojego czynu. Zawisnęli na gałęziach z przebitym gardłem. Robiłem im to z uśmiechem na ustach. Niedługo potem zamknęli nas w podziemiach. Popadłem w paranoje, żyłem w osamotnieniu wiele lat zanim minęło mi to wszystko. W końcu żyliśmy w spokoju, odseparowani od ludzi, których tak nienawidziłem... Otworzyłem własny bar, by spełnić swoje małe marzenie. Musiałe myśleć o czymś innym. Nie o tym, co robiłem niedawno, nie o śmierci Reiki, mojego syna. Musiałem zająć się sobą. Zostałem w tym głupim świecie sam jak palec. Dopóki do podziemi nie zaczęły wpadać te dzieci nienawidziłem ludzkiej rasy. Byłem przesiąknięty rasizmem do szpiku kości. Jednak te dzieci... Uświadomiły mi, że to nie zależy od rasy, a od osobowości. Przywróciły mi wiarę w ten gatunek, który podczas wojny starałem się za wszelką cene zlikwidować. Więcej nie mam co opowiadać. Dzieci znikały i pojawiały się, po jakimś czasie przez naprawdę długi okres. Ja poznałem wiele potworów, ba, znam się praktycznie z każdym. Widziałem jak dorastają, jak umierają. Nie każdy jest długowieczny jak ja. Nie każdy ma takiego pecha i ma możliwość szybciej doświadczyć śmierci naturalnej. Wciąż na nią czekam... Ja, głupi stary barman wciąż czekam aż wróci. Mam w sercu te nadzieję... Że przeżyła, że kiedyś wróci bym ukrył ją w swoich ramionach i nie oddał nikomu. Nie pozwolił by została skrzywdzona. Moja Reika... Codziennie o niej myślę. Kto by pomyślał, że ktoś taki jak ja w środku może być tak melancholijnym człowiekiem? A może raczej potworem...?

Umiejetnosci

Ponadprzeciętna siła – postać włada sporą siłą fizyczną i bez problemu może podnosić ciężkie przedmioty, jak na przykład głazy.

Moce

Magia ognia - Za pomocą magii ognia, Grillby jest w stanie wytworzyć ogniste kule, może miotać nimi w przeciwników, jak i łapać dzięki nim różne przedmioty lub układać je w ochronną tarczę.

Relacje

Sans - Lubiany przez niego wieczny klient w jego barze, którego słów zawsze wysłucha. Można by powiedzieć, że są nawet bardzo dobrymi znajomymi, chociaż wciąż wypomina mu, by w końcu zapłacił wszystko, co miał zapisane ''na zeszyt''.
Gaster - Oh... Tak, jedyna osoba, którą od tak dawna uważa za najlepszego przyjaciela jakiego mógł w życiu mieć. Zawsze czuł się dla niego potrzebny, ponieważ potrafił powstrzymać go od niektórych okrucieństw, to też wysłuchał co ma do powiedzenia po pijaku. Siły relacji, jaka łączy jego i szkieleta nie da opisać się słowami... Jedyny prawdziwy przyjaciel na dobre i na złe. Nawet Sans, rozleniwiony syn Gastera nie jest darzony takim rodzajem relacji.
Hazel - Tej szkieletki nigdy nie zapomni. Farmazony jakie wygadywała podczas stanu upojenia na zawsze zapadły mu w pamięć. Bardzo pozytywna mimo iż wiekiem zbliżona do niego zachowuje się jak nastolatka. Ich relacja jednak nie równa się z relacjami między nim a mężem Hazel, więc uznajmy że są dobrymi znajomymi.
Burgerpants - Przyjemny, lecz młody i głupi kot z kurortu Mettatona. Hm, lubi jego towarzystwo, nigdy mu ono nie przeszkadzało a i chętnie wysłucha co ma do powiedzenia ten młody kocur. On sprzedaje w swoim barze, kot w kurorcie. Nie dość, że oboje pałają się w ognistej magii to w dodatku mają praktycznie taką samą profesje! Dobija go tylko jego pesymizm, chociaż w środku to rozumie, bo sam jest pesymistą.
Reika - Kochana narzeczona... Wciąż nie może uwierzyć w jej śmierć i codziennie wspomina jej ciepły uśmiech, jej słowa... Kiedy ktokolwiek o niej wspomni cały wypełnia się melancholią, chociaż na szczęście o owym fakcie, że w ogóle istniała wiedzą nieliczni. Gdyby mógł ją tylko zobaczyć... Najprawdopodobniej rozpłakałby się ze szczęścia.
Frisk - Dzieciak i tyle. Grillby bardzo lubi dzieci nie ważne jakie, dlatego też z mała bohaterką ma on bardzo dobre kontakty. Gdy tylko dziewczę  wpada do baru na buźce żywiołaka maluje się szeroki uśmiech. Może i na chwilę, ale jest.
Marinette - Jedna z tych duszyczek, które zapadły mu głęboko w pamięć. Chyba ta ulubiona ze wszystkich jakie znał, a znał dosłownie każdą. Miłe, kochane dziecko które nie stroniło sobie od żartów i przyjemnie spędzało czas z płomyczkiem, czego przykładem może być smażenie jajek na jego gorących kolanach.
Chara - Dziecko, za którym przepada najmniej. Wie o wielu jej złych czynach i nie jest w stanie jej ich wybaczyć. Nie jest mile widziana w jego barze ani w okolicach czy też miejscach w których przebywa.
Flisak - Pamięta go jeszcze z czasów wojny, jednak nigdy nie mieli lepszych kontaktów niż znajomi, chociaż gdyby tylko miał na tyle wolnego czasu, to wpadał by pod jego łódkę chociażby porozmawiać czy powspominać życie na powierzchni.
Doggo - Jeden ze stałych klientów jego baru. Nie ma on jednak z nim jakoś szczególnych relacji. Po prostu widząc go rozpoznałby go z daleka.


Skarbiec

Pieniążki

Ciekawostki

- To dziwne, że ubrania na nim nie płoną, prawda? Grillby potrafi kontrolować kiedy jego ciało powinno być odczuwalne i dla jakich przedmiotów, a kiedy nie, dlatego np. ubrania nigdy na nim nie spłoną, można go normalnie dotknąć, jednak podczas ataku jego przeciwnik wyraźnie poczuje ognistą pięść na swoim ciele.
- Nasz kochany pan płomyczek ma swój maleńki sekret w postaci dwóch uzależnień. Jedno to palenie papierosów, jednak z tym nie kryje się po godzinach, jednak czasem podczas pracy opuści swoje stanowisko na szybką przerwę na papieroska. Drugie uzależnienie to fakt, że lubi on podjadać pieczone szyszki. Nikt nie wie dlaczego ani skąd wpadł on na pomysł jedzenia szyszek, ale też o tym nawyku wiedzą tylko najbliższe mu osoby.
- Jego typowa ilość snu wynosi jakoś 3, może 4 godziny co dla niego często nie jest wystarczające, dlatego też umila sobie czas szybką kawusią czy energetykiem spod lady, bo gdyby nie one usnął by w niektórych momentach.
- Z powodu tego, co stało się gdy był jeszcze małym brzdącem Grillby wzdryga się na sam widok wody. Trzyma się dość daleko od zbiorników wodnych, chociaż śnieg jeszcze przeboleje. Tak, nasz płomyk ma Hydrofobie.
- Jego ulubionym zajęciem w barze zaraz po gotowaniu i przyrządzaniu drinków jest... Zmywanie podłogi. Ma on do tego swój ukochany stary jak świat mop, którego rączka jest okręcona drutem kolczastym i posklejana taśmą izolacyjną. Nikomu nie pozwoli dotknąć swojej miotły. No, może tylko Gasterowi.
- Bardzo się denerwuje kiedy ktoś zabierze bądź strąci mu jego okulary. Powodem jest fakt, że bez nich nie będzie w stanie ich znaleźć. To jego słaby punkt. Jeśli strącisz mu okulary najprawdopodobniej wynik walki jest już przesądzony.
- Uwielbia nucić pod nosem stare piosenki, które pamiętają już tylko wciąż żyjący długowieczni.
- Kochaniutki płomyk byłby wspaniałym ojcem gdyby jego syn przeżył. W dodatku każdego dnia wspomina pamięć swojej narzeczonej i syna. Ołtarzyk z ich podobiznami widnieje w jego mieszkaniu nad barem.
- Z czasów dzieciństwa wciąż został mu maleńki talent do rysowania, jednak nie są to abstrakcyjne obrazy, a raczej bardziej lubuje się w rysunku technicznym.
- Cierpi na bezsenność, dlatego jak wcześniej wspomniano śpi bardzo malutko.
- W wolnych od pracy chwilach uwielbia on patrzeć na nocne niebo, chociaż w podziemiach nie ma czegoś takiego jak na powierzchni. Zrobiłby wszystko, by znowu móc przyjrzeć się tym pięknym ziemskim gwiazdom na tle błękitu.
- Nie przepada za żadnymi podrywami ze strony kogokolwiek. Na zawsze chce pozostać wierny swojej niedoszłej żonie.
- Kiedyś świeżo po wojnie, ale jeszcze przed otwarciem baru popadł on w alkoholizm, z którego później sprawnie wyszedł. Z tego powodu teraz bardzo ciężko go upić. Huh, potrzeba by było jakoś pół baru opróżnić~!
- Może tego po nim nie widać, ale okropnie martwi się o swoich przyjaciół i bliskich. Na myśli mam tutaj zwłaszcza Gastera, który jest mu prawie jak brat, którego nigdy nie miał. Kiedy usłyszy o tym, że szkielet znów rani niewinną osobę jego zmartwienie przeradza się w gniew i szkielet dostaje od niego niezłe joby gdy tylko pojawi się w barze. Martwi się on też o jego zachowanie, że kiedyś nie będzie w stanie go zatrzymać...
No i jego zachowanie kiedy ktoś wspomina o kosiarzu, tym zbrodniarzu wojennym wydaje mu się troszkę dziwne, co przyprawia go o jeszcze więcej zmartwień. Podejrzewa też co nieco i wie, że jego wiedza o swoim przyjacielu nie jest kompletna i że jest przed nim ukrywana jedna, bardzo ważna rzecz.





(• ε •)
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Wingdings Gaster
Zakorzeniony
avatar

HP : 100
Poziom duszy : 7
Doświadczenie : 77
LOVE : 6
Liczba postów : 519
Join date : 01/01/2016
Skąd : Powierzchnia

PisanieTemat: Re: Grillby    Wto Kwi 25, 2017 8:36 pm

Akceptacja Karty Postaci Moja Kiełbasko z Grilla~

_________________




|| Gorące Źródła  || Wulkan || Quest  || Przystań (Snowdin) || ? ||
KP | Bank
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
 
Grillby
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Możesz odpowiadać w tematach
Beyond Undertale PBF :: Spis Mieszkańców :: Karty Postaci-
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematuSkocz do: