IndeksCalendarFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Marinette

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Marinette
Mieszkaniec
avatar

HP : 100
Poziom duszy : 3
Doświadczenie : 30
LOVE : 0
Liczba postów : 160
Join date : 19/01/2016

PisanieTemat: Marinette   Pon Maj 08, 2017 9:18 pm










Wish I could

be part of that world.








Personalia
Szmat czasu minął, od kiedy była widziana w Podziemiu, nie dziwota będzie tym, że znaczna część mieszkańców Podziemia zapomniała o tejże duszyczce, która to była wszędzie radując innych swą jakże otwartą i przyjazną osobowością, jak również pięknym baletowym tańcem, u którego każdego zapierał dech w piersiach.
Tak moi mili, do życia powróciło drugie upadłe ludzkie dziecko; pierwsza, z okrutnie zamordowanych dusz; słynna i kochana Marinette Alice Liddell, wciąż tak samo młoda i pełna słodyczy dziesięciolatka, pomimo upływu tylu długich lat.



Wygląd
No cóż, Mariś do gigantów nie należy, zdecydowanie można by było ją zaliczyć do małych skrzatów, gdzie ze swoimi stu czterdziestoma centymetrami przy wadze ledwie wynoszącej trzydzieści kilogramów nie pokona żadnych wyżyn, nie wspominając już by powaliła jakąkolwiek osobę większą od siebie, choć i z tym może być różnie, a szczęście może akurat stanie po jej stronie, lecz nie teraz o tym!
Jej włosy są długie, gdzie sięgają nawet większą połowę jej plecków, gdzie są one koloru orzechowego brązu, a przy naturalnym świetle można dostrzec rudawe refleksy, przez co niektórzy spotykając po raz pierwszy Marinette uznawali ją za rudzielca na skutek czego ją unikali, gdyż wedle przesądu takim osobom się nie wierzy bądź nie mają duszy. Phi, ocenianie książki po okładce i widać co z tego wychodzi!
Twarzyczka Mari jest okrągła, w której uwydatnione są jej dziecięce policzki, na których zawsze pojawia się słodki rumieniec. Dziewczynka jest dość blada, lecz nie jest to skutkiem jakiejkolwiek choroby, ponieważ jest żywym przykładem zdrowego człowieka z "siłą" konia, co nie zmienia faktu, iż mimo bladości posiada, wprawdzie mało widoczne piegi w okolicach oczek i figlarnego noska. Jest posiadaczką dużych — w stosunku do reszty części twarzy — oczu w kolorze krwistej czerwieni, w których można dostrzec iskierki pełne radości i wigoru, jaką w sobie ma to małe stworzonko. Zaraz po nich są usta w kolorze bladego różu, które nie są idealne, ponieważ górna warga jest nieco mniejsza od dolnej, lecz mimo tej wady jej uśmiech dalej jest urodziwy i przesłodki.



Charakter
Marinette jest osóbką o bardzo pozytywnym usposobieniu, która to wszystko, co złe i niedobre obraca w żart, udając przy tym nieświadomą od jakichkolwiek zagrożeń ze strony innych czy świata. Jest przez niektórych uważana za lekarstwo dla smętków i nieśmiałków, zachęcając ich do rozmowy, wszelkich zabaw czy wypadów. Mari w sumie można uznać za swego rodzaju chochlika, któremu w głowie same żarciki i śmieszne numerki, które mają na celu nie tylko rozbawienie jej osoby, ale również „ofierze” otrzymanego przez nią żartu. Świadczy to o niej, iż ma swego rodzaju poczucie humoru mimo swojego dość młodego wieku, lecz w połączeniu z jej rozkosznym uśmiechem każdy potrafi się zaśmiać nawet z dość słabego żartu.
Dziewczynka niezaprzeczalnie jest bardzo towarzystwa i czasem zachowuje się nie adekwatnie do sytuacji, nie wspominając już o zachowaniu taktu i kultury, przez co niejednokrotnie tym oto sposobem zraziła do siebie ludzi, niżeli zachęciła do bliższego poznania, choć nie wątpliwe jest to, iż potrafi się praktycznie z każdym dogadać, a w teorii to już można się domyślić.
Niewątpliwe jest to, iż ten mały skrzat zachowuje się nader dziecinnie i mimo próśb swojego ukochanego Braciszka, aby ta, grzecznie mówiąc — ogarnęła się — nie są w stanie ujarzmić ani ją, ani jej nadmiaru energii, jaką w sobie ta mała istotka posiada, przez co niejednokrotnie członkowie i bliscy przyjaciele rodziny posądzali ją o ADHD, której rzecz jasna nie stwierdzono aż do dziś, wskutek czego bywa naprawdę nieznośna, a nawet marudna niczym kilkuletnie dziecko.
Mariś jak na tak młody wiek to nauczono ją w domu, aby być lojalnym i uczciwym człowiekiem wobec siebie i innych, więc ponad wszelką wątpliwość najbardziej w świecie ceni sobie szlachetną przyjaźń opartą na szczerości i zaufaniu, a hańba temu, kto ją oszuka bądź zdradzi! Nikt w końcu nie powiedział, że brunetka nie jest mściwa i wredna.
Niestety jak przystało na dziecko — nie posiada anielskiej cierpliwości, przez co czasem ponoszą ją emocje i łatwo jest ją wytrącić z równowagi, a już tym bardziej doprowadzić do płaczu przez swoją cholerną wrażliwość.



Historia
Zanim nasza mała Marinette trafiła do Podziemi, to wiodła bardzo szczęśliwe życie wraz ze swoją sporą rodzinką czy to ze strony matki, czy to ze strony ojca. Rodzice dziewczynki wyciskali z siebie siódme poty, aby zapewnić jej i Vincentowi dobrobyt, jak i najlepszy start ku rozwijaniu swych marzeń i pasji, co niestety odbiło się na tym, iż znaczną część swego czasu przebywali w pracy, byleby tylko swoim pociechom niczego nie brakowało, w tym również rodzicielskiej miłości, a przynajmniej się starali.

Mamo, Tato, Braciszku, kocham was!


Nieobecność rodziców nadrabiał jej o sześć lat starszy brat, który się nią zajmował jak tylko mógł samemu też mając wiele nauki — czy to w szkole, czy to na fortepianie — i obowiązków, jakimi go obarczyli rodziciele, lecz mimo to nigdy uśmiech nie znikał mu z twarzy. Zawsze chętnie zajmował się malutką Marinette, powoli rozumiejąc, iż jest dla niego całym światem.
Posiadali w domu pianino, na którym to młody Vincent ćwiczył grę na instrumentach klawiszowych, przy których coraz to częściej towarzyszyła mu Mari, na początku siedząc z boku z rozdziawioną buzią pełną ciekawskich pytań, następnie ją ucząc, a kończąc na wspólnym graniu dziecięcych kołysanek. Czasami dziewczynka tańczyła — również w ramach ćwiczeń — balet, tworząc już wspaniały duet uzdolnionych artystów, a przynajmniej tak sobie obiecując.

Braciszku, jak dorosnę to zostanę Primabaleriną! Będziesz wtedy grał dla mnie na fortepianie?


Mijały lata, a Marinette rozpoczęła kolejny rok nauki w szkole podstawowej, jak i baletowej, dążąc do składanej przez siebie obietnicy, dając z siebie wszystko, co nie uszło uwadze rodzicom, a również nauczycielce tańca, która naprawdę była wymagająca od swych uczniów. Wylała wiele potu i łez, lecz cały czas szła w zaparte, mimo bólu i reprymend, jakich to otrzymywała od Madame Sophie pozostała wytrwała.

Tańczyć, wirować, odlatywać~!


Przeminął kolejny okres czasu, który był dość burzliwy dla dziewczynki. Kłótnia rodziców w sprawie nowej pracy ojca. Chwilowe załamanie w ich rodzinnej atmosferze miały bardzo negatywny wpływ dla niej. Niejednokrotnie słyszała ich wymianę zdań, o tym, jak obarczali siebie nawzajem winą czy też jak rozważali tymczasową rozłąkę, ponieważ uczucie, jakim sobie darzyli, w dalszym ciągu istniało. Marinette źle zniosła separację, brakowało jej ojca, jak i brata, który został właśnie przez rodziciela zabrany. Czuła się pusta, obco, jak również samotna. Niby posiadali kontakt telefoniczny i widywali się na szkolnych korytarzach czy w weekendy, to jednak dziewczynce to nie wystarczało, chciałaby ich kochająca rodzina była kompletna, choć matka brunetki ciągle powtarzała jej, iż potrzebują na to czasu.

To boli... Tatusiu... Braciszki, gdzie jesteś?! Boję się, wróć!


Czas mijał niestrudzenie długo jak dla niej, lecz w końcu doczekała się tego czasu, który trwał prawie rok. Dziewczynka tłumaczyła sobie, iż siła miłości rodziców przekonała ich do skompletowania rodziny, lecz niestety prawda była inna — zostali razem, tylko ze względu na dzieci — o czym wiedział starszy brat, lecz nigdy nie powiedział tego otwarcie swojej, dalszym ciągu, ukochanej siostrzyczce. Nie miał serca, by ją dogłębnie ranić, podczas gdy ta była naprawdę szczęśliwa. Błoga nieświadomość ratowała ją od załamania nerwowego, któremu była blisko.
Będąc już w komplecie, Marinette wracała do siebie, znów była szczęśliwa i ponownie scaliła się ze społeczeństwem, będąc ponownie swego rodzaju duszą towarzystwa dla swoich rówieśników.

Od teraz już będzie tylko dobrze, prawda Braciszku?


Nim rozpoczęła swoją przygodę w Podziemiach, wcześniej miało miejsce mała wymiana zdań między kolegami z klasy dziewczynki, którym to zachciało się zabawy w chowanego na Górze Ebott, która nie szczyciła się dobrą opinią, o czym świadczyły pewna legenda. Grupka chłopców zbagatelizowali tę opowieść, wmawiając innym, iż to tylko bajeczka dla nich, byleby się tam nie bawić. Marinette próbowała ich zniechęcić, narzucając wszelkimi argumentami, lecz wszystko poszło na nic, ba, a jedynie podsyciło dziewczynkę, gdzie to z banalną łatwością ją podpuścili, zarzucając jej strach przed tym miejscem i tchórzem, więc Mari poszła z nimi, chcąc im w ten sposób udowodnić, że ci się mylili. Był to marny zakład o głupią tabliczkę czekolady.

To był głupi pomysł...


Gdy dotarli na miejsce wpierw panna Liddell wyznaczyła zasady i teren, wokół którego mają się bawić, o dziwota gromadka dzieci się ją posłuchała, trzymając się reguł, jakich to brunetka dała.
Zabawa była przednia, zwłaszcza dla Marinette, którą część z nich wygrywała, czy to jako szukająca w chowanego, czy to jako ciuciubabka, babajaga, aż doszło do gry w berka, gdzie było równie tak samo, pełni energii bawili się, mimo miejsca, w którym się znajdowali.
Powoli się ściemniało, a grupka gwarnych dzieci dalszym ciągu się bawiła. Jeden z chłopców gonił Mari przez dobre kilka minut, a dziewczynka była dość sprytna i szybka robiąc wszelkie slalomy między drzewami i krzakami. Brunetka, widząc nienawistne spojrzenie swojego oponenta, napawało ją to satysfakcją, a kibice ze strony dziewcząt i kilku chłopaków napawało ją dodatkową energią. Wtedy poczuła się zbyt pewnie i posunęła się za daleko, biegnąć dalej od wyznaczonej przez siebie terenu. Nawet krzyki sprzeciwu nie przekonały dziewczynę do odwrotu, a jedyną odpowiedzią z jej strony był tylko wesolutki śmiech.
Wtedy to się stało... Nieświadoma niczego Marinette biegła dalszym ciągu przed siebie, od czasu do czadu zaglądając za siebie, aby dopatrzeć czy chłopak za nią biegnie, widząc, iż ten nie spoczął od rywalizacji nadanej przez nią i kontynuował pościg za nią — dziewczynka tylko się uśmiechnęła. Zauroczona dalszym ciągu gonitwą i narastającą ciemnością w okolicznym lesie nie spostrzegła wystającego korzenia, na skutek czego, nie tyle co potknęła się o niego, lecz też ludzkie dziecko nie dostrzegło wielkiej dziury, wpadając do głębokiej nicości, słysząc jedynie za sobą rozpaczliwy krzyk nawołujący jej imię.

Umrę...


Jednakże tak się nie stało, a wręcz przeciwnie — przeżyła — i doświadczyła bajeczną przygodę w Podziemiu niczym Alicja w Krainie Czarów. Poznając kilku przedstawicieli potworów, do których to bardziej bądź mniej się przywiązała, iż wręcz stali się dla niej drugą rodziną, gdyż byli wobec niej naprawdę mili i niektórzy nawet chcieli jej pomóc w rozmowie z królem potworów - Asgorem, przed którym również ją przestrzegano, jednak mimo dobrej zabawy i znajomości, jakich nabyła, Mari pragnęła wrócić do domu, do zmartwionych rodziców, do kochanego braciszka.

Jeszcze tylko chwilka! Niedługo wrócę do domu, Braciszku!


Niestety jej przygoda nie skończyła się szczęśliwie jak w każdej uroczej historii dla dzieci. Płacząc wniebogłosy, wijąc się z bólu z otrzymanych obrażeń, błagała Króla Podziemi, aby pozwolił jej przejść na drugą stronę, by móc ponownie zobaczyć się ze swoją rodziną. Smutne, gdy okazało się, że zamiast otrzymać litości na którą tak długo wyczekiwała, uzyskała ostateczny i na pierwszy rzut oka śmiertelny cios od władcy w podbrzusze, które przebiło ją na wylot.
Potężne uderzenie władcy sprawił dziewczynce niemiłosierny ból, o czym świadczył ostatni krzyk zmieszany ze szlochem pełen boleści, jaki wybył z jej gardła. Nim już całkiem została objęta całunem śmierci, zdołała usłyszeć jeszcze ostatnie słowa należące do Koziego władcy, który ze zrozpaczonym głosem prosił o wybaczenie. Dziewczynka nie zdołała mu odpowiedzieć, gdyż chwilę po tym zamknęła oczy, opuszczając świat wraz z ostatnim tchem.

Braciszku, przepraszam...



Zdolności
Tańczyć, wirować, odlatywać ― jest to bardziej talent, ale bardzo pomocny w kwestii integracji z innymi, rozbawienia wściekłego tłumu czy też nawet zadania mocnego kopa przeciwnikowi. W końcu macie do czynienia z małą (prawie) Primabaleriną!

Wsparcie ― jako, że Marinette jest duszą integralności, to również jej magia ma wiele wspólnego z jej cechą, a mianowicie magia dziewczynki wzmacnia atak i obronę o jakieś 25% dla przynajmniej trzech osób, które są blisko niej (ok. 5 metrów). Swoją obronę i ataki wzmacia o połowę mniej.



Relacje
Vincent ― Biologiczny brat Marinette, który jest wobec niej naprawdę kochany, zawsze ją bronił i pocieszał, gdy była smutna, przychodził również na jej zajęcia z baletu zamiast rodziców, aby popatrzeć, jakie zrobiła postępy. Jest dla niego małą Primabaleriną.

Amicum ― zmyślony przyjaciel, który zawsze jest przy dziewczynce od kiedy ta ożyła. Jest ucieleśnieniem starszego brata, gdyż do teraz rozpacza i boleje nad rozłąką ze swoim ukochanym braciszkiem. Tak właśnie powstał Amicum, który zastępuje jej członka rodziny. Równie ciepły i kochany z talentem muzycznym co Vincencie, lecz niestety z wyglądu go nie przypomina, posiada tylko charakter. Jest to wysoka ciemna istota, która nie posiada ust i nosa, a jedynie oczy, odziany w równie jak on sam ciemny garnitur z białymi akcentami. Jest swego rodzaju aniołem stróżem dla Mari, gdyż posiada parę białych skrzydeł, ponieważ wedle dziewczynki, Vincent był dla niej swego rodzaju ucieleśnieniem anioła.

Hazel ― kochana szkieletka, która się nią zajęła i przyjęła pod swój dom na dość krótki czas, ponieważ pewnego dnia odważyła się pójść do władcy wszystkich potworów i tyle ją widziała. Dla dziewczynki, Hazel była swego rodzaju kochaną i zabawną ciocią, lecz inna od wszystkich, których dotąd poznała (nie tylko z wyglądu!).

Grillby ― ma dość ciekawą relację z tymże żywiołakiem i naprawdę ciepłą (w teorii i dosłownie). Bardzo go lubi, że uważa go za swojego wujka, gdzie chodzącej pochodnii to zbytnio nie przeszkadza. Nie można ukryć faktu, że żarty na nim praktykowane są naprawdę komiczne, lecz nigdy nie miała serca aby go oblać wiadrem pełną wody.

Frisk ― w poprzedniej linii czasowej była jej bardzo bliska, polubiła ją. W tej linii czasowej również ją lubi i w wielką chęcią uraczyła swą pomocną dłoń. Kto wie, może się i tutaj zaprzyjaźnią?

Ludzkie dusze ― zna ich tylko przelotnie, a bardziej miała okazję ich poznać gdy ci toczyli walkę z królem Asgorem. Każdemu z osobna kibicowała by wygrali, i każdego opłakiwała gdy widziała ich konających i bliskich śmierci.

Chara ― Mari nigdy nie spotkała Chary, lecz słyszała o niej ale bardzo mało, wie jedynie iż kózki bardzo ją kochały.

Toriel ― mama Koza, którą miała okazję poznać po drodze do Nowego Domu. Nie poznała ją zbyt dobrze, ale była wobec niej naprawdę miła i obdarzyła ją wręcz podobną (a nawet bardziej) matczyną troską i miłością.

Asgore ― nie miło wspomina pierwsze spotkanie z Królem Potworów, zwłaszcza po tym że ją zabił, choć z początku był wobec niej naprawdę miły i uprzejmy. Bardzo się go boi i raczej nie prędno pójdzie mu na spotkanie. Na samą myśl o nim ma gęsią skórkę.



Ciekawostki
Rodzice Marinette bardzo chcieli mieć trójkę dzieci, lecz po urodzeniu dziewczynki zostali już wepchnięci we wir pracy i powoli rozwijającej się kariery zawodowej.

Była bardzo uzdolnioną uczennicą w szkole baletowej, lecz w szkole podstawowej bardzo często potykała się i gdyby nie pomoc jej starszego brata przy nauce to pewnie do teraz by była dość „głupia”.

Ma alergię na kocią sierść, która po kilku minutach w towarzystwie z puszystym milusińskim wywołuje u niej potok łez, kichanie, no i jeszcze „czerwone placki” na twarzy, które strasznie ją parzą i swędzą.

Potrafi zagrać kilka prostych melodii na fortepianie, których nauczył ją Vincent. Kiedy była mała, to nawet chciała zrezygnować z tańca baletowego i przerzucić się na grę na tymże instrumencie, lecz starszy brat uświadomił ją, co jest jej prawdziwą pasją.

Jej ulubionymi kwiatami są czerwone róże. Często prosiła mamę, by chociaż raz w tygodniu kupowała różyczkę, a Mari odstawiała ją do wazonika, który był na parapecie obok jej łóżka tak, aby w dzień witał, a w nocy żegnał ten słodki zapach.

Bardzo lubi potrawy, w których głównym składnikiem jest makaron, czy to spaghetti, czy to lazania, a może makaronowa sałatka z majonezem? Mariś wszystko zje, cokolwiek ma w sobie makaron. Inne potrawy również, ale makaron to życie!

SKARBIEC




Soul of Integrity



Ostatnio zmieniony przez Marinette dnia Pon Maj 08, 2017 11:11 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Frisk
Mistrz Gier
avatar

HP : 91
Poziom duszy : 12
Doświadczenie : 61
LOVE : 3
Liczba postów : 1090
Join date : 06/01/2016
Age : 12
Skąd : Powierzchnia

PisanieTemat: Re: Marinette   Pon Maj 08, 2017 11:01 pm

Prześliczna karta!

Oczywiście akceptacja Karty Postaci!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
 
Marinette
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Beyond Undertale PBF :: Spis Mieszkańców :: Karty Postaci-
Skocz do: