IndeksCalendarFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Plac treningowy w Hotland [SALA TRENINGOWA]

Go down 
AutorWiadomość
Duch Tobiego
Widmo Stworzyciela Podziemia
avatar

HP : 0
Poziom duszy : 0
Doświadczenie : 0
LOVE : 0
Liczba postów : 117
Join date : 09/04/2017

PisanieTemat: Plac treningowy w Hotland [SALA TRENINGOWA]    Pon Kwi 10, 2017 1:22 am



W przeciwieństwie do wiecznie mokrych Wodospadów, tutaj wody praktycznie w ogóle nie ma - plac treningowy w Hotland jest niczym innym jak pustkowiem otoczonym ogniem, gdzie potwory poustawiały kilka kamiennych posągów mających służyć za manekiny. Jest to zdecydowanie najtrudniejsze miejsce do trenowania lub sparingów - nie dość, że zewsząd obecny jest ogień, to jeszcze z łatwością można tutaj wpaść do lawy! Na szczęście widok Nowego Domu w oddali sprawia, że jednocześnie jest to też jedna z najładniejszych lokacji służących do walk.

Pomysłodawcą lokacji jest Toriel
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Vorbis
Mistrz Gier
avatar

HP : 100
Poziom duszy : 13
Doświadczenie : 3
LOVE : 1
Liczba postów : 192
Join date : 10/05/2017
Age : 18
Skąd : Zadupie Dolne

PisanieTemat: Re: Plac treningowy w Hotland [SALA TRENINGOWA]    Pią Cze 23, 2017 6:46 pm

Zakapturzony wreszcie dotarł na miejsce. Przypadkowo spotkane potwory mówiły że w okolicy jest plac treningowy, lecz żaden nie znał dokładnej lokalizacji tego miejsca. Może dlatego że nawet dla miejscowych to miejsce było niebezpieczne?
Nie zważając na wszechobecną lawę i ogień Vorbis zaczął trening! A czym jest trening bez rozgrzania się?
Najpierw rozgrzał swoje ręce za pomocom różnych wymachów. Następnie rozpoczął rozgrzewanie całego ciała niczym Ewa Chodakowska w tym filmie o ekstra figurze. Trwało to gdzieś tak 45 minut po czym nasz amator fitnessu padł zmęczony na ziemie. Upał był tutaj nie do zniesienia, a Vorbis jakoś nie pomyślał o butelce wody.
Leżał tak chwile myśląc o Snowdin, a następnie wstał ciężko. Trzeba skopać tyłki posągom. Groźnie spoglądnął na skamieniałe postacie. Następnie szukał przypadkowego kamienia dalej nie odrywając wzroku od pewnej kamiennej postaci, która wydawała się wyjątkowo irytująca. Kiedy znalazł odwrócił się w stronę przeciwną od celu i odszedł parę kroków. Nagle zatrzymał się. Chwilę stał tak jak na tych filmach z westernem. W pewnym momencie odwrócił się na pięcie i z całej siły rzucił kamieniem w posąg.  Z ciekawością spoglądał na lot pocisku, który w końcu trafił w głowę posągu.
Widząc swój bohaterski podrapał się po głowie. Oczywiście trafił, ale posąg chyba nic sobie z tego nie zrobił.
Nagle błyskawica przecięła powietrze, a nieruchoma postać zamieniła się w kupkę pyłu, która następnie z efektem pofrunęła natchniona podmuchem wiatru. Zrobił podobnie z paroma innymi rzeźbami. Trzeba przyznać że bawił się świetnie, każdy wystrzelony piorun sprawiał że czuł ten ten dreszcz przepływającej energii. Przez chwilę jeszcze ciskał piorunami w różnych kierunkach, lecz już po momencie uznał że jest już zmęczony i legł na ziemie.
Leżał tak 15 minut, po czym z wielkim wysiłkiem ponownie wstał. Czuł się teraz niezbyt świeży, jednak trzeba było po sobie posprzątać. Długo szukał odpowiednich kamieni, lecz w końcu takowe znalazł. Poukładanie wszystko w parę stosów zajęło mu parenaście minut. Pomimo wielkiego wysiłku rezultat był zaskakująco.. słaby. Stosy nie wyglądały solidnie, jednak zmęczony Vorbis ani myślał to poprawiać. Już na skraju wyczerpania udał się do chłodniejszego miejsca i spoczął. Nie wiadomo ile spał, lecz trochę mu to zajęło. Kiedy wstał poszedł w tylko sobie wiadomym kierunku. I tak zakończył się jego jakże efektywny trening.

_________________
KP | Skarbiec
Myśli= Kto wcześnie się z łóżka zbiera, ten wcześniej umiera.
Mowa=To, że coś jest oczywiste nie oznacza jeszcze, że jest prawdą.
Mowa przy interakcji z podwymiarem= Welcome in my world! Do you want some tea?

Wolne|Wolne|Dawna aleja handlowa|Tawerna Słodkiej Brzoskwinki|Wysypisko śmierci
W zawieszeniu: Winda do MTT
Licznik Vorbisków: 3 w tym jeden oryginał.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Doggo
Mistrz Gier
avatar

HP : 100
Poziom duszy : 1
Doświadczenie : 0
LOVE : 1
Liczba postów : 356
Join date : 10/07/2016

PisanieTemat: Re: Plac treningowy w Hotland [SALA TRENINGOWA]    Nie Cze 25, 2017 4:01 pm

Z Treningu Vorbis otrzymał: 1 PD

_________________
KP | | Skarbiec
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Vorbis
Mistrz Gier
avatar

HP : 100
Poziom duszy : 13
Doświadczenie : 3
LOVE : 1
Liczba postów : 192
Join date : 10/05/2017
Age : 18
Skąd : Zadupie Dolne

PisanieTemat: Re: Plac treningowy w Hotland [SALA TRENINGOWA]    Pią Cze 30, 2017 6:05 pm

Czas na rundę drugą!
Czarny Kapturek musiał trochę odpocząć po treningu. Trwało to mniej więcej 4 dni, ale teraz nadszedł czas aby podreperować swoje zdolności w władaniu... czymkolwiek.
Kiedy dotarł na miejsce zobaczył że jego majestatyczne kupki z kamieni stoją tak jak je pozostawił. Trochę to smutne że nikt tutaj nie przyszedł aby je rozpierdzielić. Tylko jeden samotny Vorbis musi walczyć z tymi kamiennymi posągami, co wbrew pozorom nie jest łatwe.
Zaczął on od 2 rundek wokół placu treningowego. Bieganie w ciężkich okutych butach nie należy do łatwych zajęć, jednak potwór dał sobie jakoś rade. Po tym wyczerpującym biegu nadeszła pora na rozciągnięcie swoich sprężynek. Widział na internecie inny film, który pokazywał dziwną technikę treningów zwaną kamasutra. Większość pozycji była dla dwóch potworów, jednak Vorbis znalazł ćwiczenia, które mógł zastosować w pojedynkę. Po intensywnym treningu przepełnionym wygibasami w te i wewte usiadł na chwile aby podreperować swoje morale za pomocą zabawy "wrzuć kamyk do magmy".
Nie trwało to długo, już po chwili stał na równych nogach i szykował się aby nacierać na swoje kupki kamieni. Po chwili zaszarżował na jedną kupkę i sprzedał jej kopa prosto między kamienie. Stos runął jak porażony a Kapturek zaczął wściekle atakować kolejne kupki. I tak oto w ten sposób zakapturzony zniszczył swych plugawych przeciwników. Ustawił stosy tak jak je zastał co chyba do końca wyczerpało podkłady jego energii.
Vorbis pomyślał że trzeba uzupełnić deficyty białka i poszedł szukać jedzenia.
Poszukiwanie jedzenie zmęczyło go chyba bardziej od samego treningu. W tym ognistym pustkowiu nie można było nic znaleźć! Dał w końcu za wygraną i postanowił przejść się do jakiegoś baru aby zaspokoić swoje niewytłumaczalne pragnienie na zimny napój i lody.

_________________
KP | Skarbiec
Myśli= Kto wcześnie się z łóżka zbiera, ten wcześniej umiera.
Mowa=To, że coś jest oczywiste nie oznacza jeszcze, że jest prawdą.
Mowa przy interakcji z podwymiarem= Welcome in my world! Do you want some tea?

Wolne|Wolne|Dawna aleja handlowa|Tawerna Słodkiej Brzoskwinki|Wysypisko śmierci
W zawieszeniu: Winda do MTT
Licznik Vorbisków: 3 w tym jeden oryginał.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Patience
Mistrz Gier
avatar

HP : 100
Poziom duszy : 20
Doświadczenie : 37
LOVE : 0
Liczba postów : 558
Join date : 27/04/2017

PisanieTemat: Re: Plac treningowy w Hotland [SALA TRENINGOWA]    Pią Cze 30, 2017 9:43 pm

Trening nie był zbyt wymagający, jednak wymagał trochę wysiłku. Po białkowych jedzeniu na pewno mięśnie wyrosną silne i twarde... O ile pod metaliczną skórą jest miejsce na takie cuda.

Otrzymujesz 85% exp.

_________________

Karta Postaci | Skarbiec | Telefon



FABUŁY
1. Wodospady -> Dom Undyne
2. Snowdin -> Chatka Luke'a
3. Nowy dom -> Siedziba Straży Królewskiej
4. Ruiny -> Dawna Aleja Handlowa  
5. Głębokie Ścieżki -> Quest

Zawieszone: brak  
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Nathan
Żółtodziób
avatar

HP : 100
Poziom duszy : 2
Doświadczenie : 9
LOVE : 0
Liczba postów : 24
Join date : 06/08/2017

PisanieTemat: Re: Plac treningowy w Hotland [SALA TRENINGOWA]    Pią Sie 18, 2017 4:47 pm

I w końcu nastąpiło to, co musiało wreszcie nastąpić. Biorąc pod uwagę aspiracje Nathana, należy pamiętać o treningu dla tego chłopaka, szczególnie, że dawno nie ćwiczył żadnego ze swoich mięśni, czy swoich umiejętności. Nathan musiał być w pełni sił. W końcu chciał w niedalekiej przyszłości wyruszyć na wyprawę do zamku królewskiego w celu zgładzenia Króla Potworów. A był jednak nie w formie, w końcu wiele ostatnich lat przeleżał w trumnie obok podobnych sobie, aczkolwiek młodszych dzieciaczków. A więc właśnie do tego miejsca, sławionego placu treningowego pośród rzek magmy przybył on, zrodzony z czystej odwagi, brawurowy Nathan, chłopiec z celem krucjaty antypotworzej, w celu przećwiczenia swych umiejętności.

Trening należało zacząć od zwiększenia swojej siły w mięśniach, następnie przećwiczyć swoje szybkie ruchy, aby dojść w końcu do czystego nawalania pięściami w powietrze. Nathan spojrzał na miejsce które miał. Było go bardzo duzo. Chłopak zaczął od typowego treningu – 100 brzuszków, 60 pompek, w pięciu powtórzeniach. Prosty może i jest to trening, ale gdy był powtarzany często, przynosił świetne efekty. Oczywiście w przeszłości, jeszcze na powierzchni, Nathan  potrafił wykonywać jeszcze więcej tego typu ćwiczeń, jednak po długim śnie pośmiertnym jego siła zmniejszyła się znacznie. Widac było, że dziewiętnastolatek wypadł z formy. Trzeba było to w przyszłości poprawić. Tym razem jednak nie mógł sobie pozwolić na więcej ćwiczeń, mógł sobie w końcu zbyt bardzo nadwyrężyć mięśnie, a nie na tym zależało przecież Nathanowi.

W końcu można było przejść jednak do drugiej części treningu, który Nathan w swoich myślach stworzył. Chłopak musiał poćwiczyć swą szybkość i zwinność. Rozłożył na podłodze kilka przeszkód zrobionych z tego, co znalazł dookoła – o dziwo były tu prowizoryczne „płotki”, a do tego jakieś czerwone skałki. Stworzył sobie mały tor przeszkód na linii wokół placu, na którym ćwiczył. Nathan zaczął wykonywać 25 okrążeń, podczas których ćwiczył zarówno szybkość, jak i zwinność. Musiał w końcu wykonywać dobre uniki, żaden potwór nie poczeka, aż Nathan pomyśli kilka dobrych minut, by ogarnąć, jaki unik zrobić. Nikt nie przegapi okazji, by go zaatakować. A więc trzeba było mieć idealną szybkość i refleks. Aczkolwiek ostatnie kilka okrążeń spowodowały ciężki oddech u Nathana. Tutaj również było widać spadek formy, gdyż jeszcze do niedawna chłopak potrafił zrobić 35 okrążeń takich.

Skoro biegi były już za chłopcem, pozostała mu już tylko jedna rzecz – ataki. Nathan stanął na środku placu w lekkim rozkroku, na lekko ugiętych nogach, ręce składając w pięści, przyjmując pozę bojową godną prawdziwego wojownika. Ruchy, które znał z powierzchni, należało powtórzyć, tym razem na niewidzialnych przeciwnikach. Nathan atakował powietrze, co jakiś czas wykonując szybki unik, by i o tej czynności nie zapominać. I tak walczył dość długo, bo aż pół godziny. W końcu chyba się zmęczył na amen. Po ostatnim uderzeniu Nathan upadł na kolana i podparł się rękami o ziemię. Był totalnie zmęczony. Jednak zadowolony, pewien, że ten trening dał mu wiele.

Po kilku minutach Nathan usiadł na ziemii, zadowolony. Kolejny trening siłowy został zakończony.. a Nathan  czuł się wspaniale.

_________________
multi Chary

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Grillby
Admin Główny
avatar

HP : 100
Poziom duszy : 1
Doświadczenie : 0
LOVE : 0
Liczba postów : 267
Join date : 11/01/2016
Age : 21

PisanieTemat: Re: Plac treningowy w Hotland [SALA TRENINGOWA]    Pią Sie 18, 2017 5:48 pm

Za ładnie napisany i wymagający trening otrzymujesz 80 punktów doświadczenia.

_________________
// --- // --- // --- // --- // --- //
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Vorbis
Mistrz Gier
avatar

HP : 100
Poziom duszy : 13
Doświadczenie : 3
LOVE : 1
Liczba postów : 192
Join date : 10/05/2017
Age : 18
Skąd : Zadupie Dolne

PisanieTemat: Re: Plac treningowy w Hotland [SALA TRENINGOWA]    Pią Sie 18, 2017 7:03 pm

No to lecimy
Zakapturzony przybiegł truchtem na już dobrze znany plac. Przyzwyczaił się już do wiecznie panującego tutaj gorąca, jednak dalej było trudno. O wiele bardziej lubił Snowdin, albo Wodospady. Tam temperatura była znośna, oraz było bardziej wilgotniej. Ale czas na trening!
Vorbis rozpoczął od przysiadów, zrobił tak ze 100. Później były pompki, kolejne 100. Na koniec rozgrzewki przypomniał sobie o Temmie i próbował się nie wkurzyć. Po tym wszystkim czas na prawdziwy trening. Otworzył Szczelinę, tym razem chce przetestować do czego jest zdolny po otwarciu przejścia do Podwymiaru. Wsadził jedną rękę w tafle energii, a następnie skumulował moc. Skupił się na wytworzeniu swojego... klona. Od dawna pracował nad technikom wytworzenia samego siebie z energii. Oczywiście wiedział że nic za darmo, ale ta świadomość nie przeszkadzała mu w osiąganiu celu. Kiedy widział już migotliwą wersje siebie... wszystko prysnęło. On wpadł do Podwymiaru, a zjawa zniknęła. Musiał jeszcze trochę nad tym popracować, ale wiedział że kiedyś mu się to uda. Może potrzebuje więcej doświadczenia?
Tak czy inaczej: kiedy pozbierał się do kupy wstał, oraz zaczął kumulować energię jeszcze raz. Teraz po prostu chciał walnąć z całej "epy". Kiedy uznał że zebrał wystarczająco skierował swą dłoń ku kamiennemu manekinowi. Jak mocno walnął? Tego dowiemy się od szanownego MG.
Z nie ważne jakim rezultatem Vorbis rzeknie:
- Meh... jeszcze czeka mnie długa droga... oczekiwałem czegoś bardziej... wow.
Później zacznie znów ustawiać kamienie jako posągi, aby zminimalizować straty materialne w tym miejscu. Po skończonej pracy walnie jeszcze parę błyskawic w losowych kierunkach. Starał się jednak strzelać w górę, aby nie uszkodzić żadnego stworzenia. Po tym wszystkim zamknie Szczelinę i odbiegnie w losowym kierunku. Pobiegnie gdzieś tak 5 kilometrów, po czym padnie na "pysk" zmęczony jak diabli.
Czego się nie robi aby osiągnąć cel...

_________________
KP | Skarbiec
Myśli= Kto wcześnie się z łóżka zbiera, ten wcześniej umiera.
Mowa=To, że coś jest oczywiste nie oznacza jeszcze, że jest prawdą.
Mowa przy interakcji z podwymiarem= Welcome in my world! Do you want some tea?

Wolne|Wolne|Dawna aleja handlowa|Tawerna Słodkiej Brzoskwinki|Wysypisko śmierci
W zawieszeniu: Winda do MTT
Licznik Vorbisków: 3 w tym jeden oryginał.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Patience
Mistrz Gier
avatar

HP : 100
Poziom duszy : 20
Doświadczenie : 37
LOVE : 0
Liczba postów : 558
Join date : 27/04/2017

PisanieTemat: Re: Plac treningowy w Hotland [SALA TRENINGOWA]    Pią Sie 18, 2017 7:43 pm

Na pewno dla Vorbisa trening był wymagający, a kamienny manekin aż stracił głowę, kiedy uderzyłeś w niego swoją energią! Tak rozkochiwać w sobie nieżywe przedmioty to tylko jedna osoba potrafi. Za trening otrzymujesz 80 punktów doświadczenia.

_________________

Karta Postaci | Skarbiec | Telefon



FABUŁY
1. Wodospady -> Dom Undyne
2. Snowdin -> Chatka Luke'a
3. Nowy dom -> Siedziba Straży Królewskiej
4. Ruiny -> Dawna Aleja Handlowa  
5. Głębokie Ścieżki -> Quest

Zawieszone: brak  
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Johnny
Mieszkaniec
avatar

HP : 77
Poziom duszy : 7
Doświadczenie : 45
LOVE : 1
Liczba postów : 133
Join date : 07/06/2017

PisanieTemat: Re: Plac treningowy w Hotland [SALA TRENINGOWA]    Sob Sie 19, 2017 12:06 am

Skoro tyle osób nagle zaczęło bawić się w treningi to ja też chcę.

OSTRZEŻENIE - POST PISANY POD WPŁYWEM ALKOHOLU

TRENING


Jeśli stoicie to usiądźcie! Jeśli siedzicie to wstańcie! A na koniec i tak wszyscy padniecie! Tak! Zgadza się! Nasz upierdliwy retard smarkacz w żółtym sweterku i kapeluszu, który działa wszystkim na nerwy wreszcie postanowił ruszyć swoje cztery litery i zabrać się za poważne trenowanie! Chyba... W końcu każdy od czegoś zaczynał. Na prawdziwą siłę trzeba zdecydowanie sobie zapracować! Chyba, że jesteś jakimś wybrańcem czy ki czort. W końcu ma w przyszłości zostać członkiem Straży Królewskiej! Chce też pokazać rybie na co naprawdę go stać! Co go tak nagle wzięło? A no było to tak. Przechadzał się po jakimś zadupiu w Lesie Snowdin. Patrzy sobie w prawo i widzi oparty o drzewo drewniany łuk i kilka strzał! Olaboga! Zaczął się rozglądać, poszukując należytego posiadacza ów broni. Nawet krzyknął kilka razy dla pewności. Jedynym odzewem było echo jego własnego głosu. Spoglądał na przedmiot w ciszy przez dłuższy czas. A gdyby tak znowu spróbować postrzelać? Postanowił zabrać ten sprzęt ze sobą i w razie czego oddać prawowitemu właścicielowi jeśli taka osoba się kiedyś napatoczy. Niezbyt porywający początek historii no ale...

Hotland! To zdecydowanie jego ulubione miejsce w całym Podziemiu! Uwielbiał ciepłe klimaty, a to miejsce idealnie pasowało do rozpoczęcia morderczego treningu! Tak mu się przynajmniej wydawało. Na sam początek chciał się pobawić w strzelanie! Ostatni raz, gdy próbował szyć z łuku był... no mniejsza. Było to jeszcze na powierzchni i robił to wtedy na tyle nieudolnie, że oberwał na samiuteńki koniec cięciwą prosto w twarz. Nie pytajcie jak. Z początku było dziwnie. Uświadomił sobie, że dawno nie mierzył z jakiejkolwiek broni po walce z Asgorem. Welp, mimo wszystko ciężko się pozbyć starych nawyków. Pierwszych kilka strzałów z łuku oddał z dwudziestu metrów w jednego z kamiennych manekinów. Wszystkie niby trafiały, lecz większość strzał po prostu się od niego odbijała albo łamała w pół. W sumie czego innego można było się spodziewać? To nie jest jakieś wykwintne i magiczne narzędzie mordu. To zwykły łuk i strzały wykonane z drewna psia jego mać! Strzelał sobie i strzelał, aż nie skończyła mu się amunicja. Wszystkie strzały pogubił albo złamał. Zakończenie tego etapu treningu przypieczętowało niekontrolowane grzmotnięcie cięciwy prosto w nadgarstek Johnnego. Historia najwyraźniej lubi się powtarzać. Przynajmniej nie dostał tym razem w swoją buźkę. Na sam koniec z nerwów podniósł łuk do góry i cisnął nim z całej siły o ziemię. Jak można było się domyśleć, broń także się złamała. Chłopak podsumował to wszystko głośnym facepalmem.

Tyle nasłuchał się o tym, że Wielka Undyne aka chodząca ruda pirania z łatwością podnosi głazy większe od siebie, że sam musiał spróbować. Zaczął od żenujących prób podniesienia kilkukrotnie większego od siebie kamienia. Gdy wydawało mu się, że ów skała idzie w górę, ta trochę się osunęła, wytrącając dzieciaka z równowagi. Zasadził mu kopa i poszedł szukać mniejszego głazu. Znalazł kamień sięgający mu do pasa. Stwierdził, że najpierw powinien był próbować od tego mniejszego. Cudem uniósł go nad swoją głowę, gdy ten na niego warknął pytając się czy fajnie jest tak naruszać czyjąś przestrzeń osobistą. Nie minęła chwila, a ten odstawił go na miejsce i przeprosił. I komu tu ufać skoro nawet kamienie gadają i są nieskore do współpracy?

Jako ostatni etap treningu wybrał sobie bieganie. Miał zamiar przebierać nogami póki nie padnie z wycieńczenia. Jak postanowił tak zrobił. Biegał tak i biegał w kółko przez dobrą godzinę. Pędził ile fabryka ciastek Lash dała. O dziwo tym razem nie skrzywdził samego siebie w żaden idiotyczny sposób. MAMY PROGRESS. Na koniec padł na ziemię ciężko dysząc. Leżał tak przez dobre kilka minut i zasnął. To był zdecydowanie dobry kabaret trening retarda młodego Johnnego!

_________________
Sesje:
| 1 | 2 | 3 | 4 | 5 |

Multikonto Qudiana
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Patience
Mistrz Gier
avatar

HP : 100
Poziom duszy : 20
Doświadczenie : 37
LOVE : 0
Liczba postów : 558
Join date : 27/04/2017

PisanieTemat: Re: Plac treningowy w Hotland [SALA TRENINGOWA]    Sob Sie 19, 2017 12:15 am

Retard dzieciak w kapeluszu dał sobie niezły wycisk. Szczególnie, jak przyłożył sobie cięciwą w nadgarstek nadal nie wiem, jak to można zrobić sobie w twarz, ale współczuję Johnnemu przeżyć, przez co przybrał on piękny, fioletowy kolor zupełnie jak dusza jednego pana w okularach. Niestety, skutkuje to bólem podczas manewrów lewą ręką na okres pięciu postów.

Za trening Johnny otrzymuje 1,2 PD.

_________________

Karta Postaci | Skarbiec | Telefon



FABUŁY
1. Wodospady -> Dom Undyne
2. Snowdin -> Chatka Luke'a
3. Nowy dom -> Siedziba Straży Królewskiej
4. Ruiny -> Dawna Aleja Handlowa  
5. Głębokie Ścieżki -> Quest

Zawieszone: brak  
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Larissa
Bywalec
avatar

HP : 100
Poziom duszy : 2
Doświadczenie : 94
LOVE : 0
Liczba postów : 92
Join date : 30/07/2017

PisanieTemat: Re: Plac treningowy w Hotland [SALA TRENINGOWA]    Czw Sie 31, 2017 5:58 pm

- Nie wierzę, że dałam ci się na to namówić...- Jęknęła nastolatka, idąc za wiewiórem w kierunku sali treningowej. Uważała, że kompletnie nie nadaje się do walki. Że jest wojennym beztalenciem i tylko ścieżka pokoju jest jej przeznaczona. Jednak Speedy pozostawał nieubłagany i Larissa musiała się zgodzić na jego warunki, inaczej przez wiele godzin ględziłby jej przy uchu, że marnuje taki piękny dzień siedząc w domu.
- Jak ty to sobie w ogóle wyobrażasz?- Mruknęła, przypatrując się od niechcenia manekinom.
- Mamy skorzystać z tych kukieł?- Spytała, podchodząc do jednej z nich.
- Nie szefowo, te próchna niech se stoją!- Zawołał wiewiór, uśmiechając się przy tym i wypinając pierś, jakby planował zrobić coś wielkiego.
- One są z kamienia, Speedy- Zwróciła mu uwagę.
- Jeden pies...- W odpowiedzi potworek machnął na to łapką i zajął miejsce na głowie jednego z posągów. Dopiero wtedy Lar zauważyła, że jej towarzysz nosił na plecach jakiś tajemniczy woreczek. Nie zamierzała się go jednak pytać o to, co tam trzymał. Z doświadczenia wiedziała, że mogła pożałować tego pytania.
- Zawiąż sobie oczy- Poinstruował ją wiewiór. Mieli jednak pewien problem... Nastolatka nie wzięła ze sobą żadnej chustki, ani opaski. czym więc miała sobie zakryć oczy?
- Eee, Speedy?
- Zdejmij podkolanówkę i użyj jej, jak chusty- Zaproponował jej przyjaciel.
- Ale ja nie mam podkolanówek, tylko skarpetki- Zwróciła mu uwagę, jednak Speedy zdawał się nie widzieć w tym problemu.
- To zdejmij majtki i załóż je sobie na głowę.- Dodał po chwili zastanowienia.
- Speedy! Nie jestem tobą!- Krzyknęła dziewczyna, lecz wiewiór nadal zdawał się nic sobie z tego nie robić. Załamana głupotą zaistniałej sytuacji, nastolatka odwróciła się plecami do wiewióra i zaczęła powoli zbliżać się do wyjścia, gdy nagle... Coś uderzyło ją w głowę. Gdy spojrzała pod nogi, zobaczyła leżący na ziemi orzech.
- Czy to jakiś żart?- Spytała potworka, który tylko wzruszył ramionami.
- Pomyślałem, że fajnie będzie sprawdzić Twoją umiejętność robienia uników. Lecz skoro nie zgadzasz się na pomysł z majtkami, to będziesz musiała robić uniki z zamkniętymi oczami- Oznajmił jej Speedy, trzymając w łapce kolejny orzech.
- Zgłupiałeś? Nie posiadam szóstego zmysłu lub nadludzkiego słuchu! Nie dam rady unikać trafień, nie widząc skąd do mnie rzucasz- Oburzyła się dziewczyna, splatając ręce na piersi i obdarowując wiewióra pogardliwym spojrzeniem.
- Eh szkoda, że Lucien nie żyje. Tylko on akceptował moje pomysły- Mruknął smutno potworek.
- Oczywiście, że je akceptował, bo Lucien był małpą!- Oowiedziała mu Lar. Gdy jednak dostrzegła smutek na pyszczku swojego przyjaciela, westchnęła zrezygnowana i podeszła na środek sali.
- A może zrobimy to trochę inaczej?- Spytała, wyjmując z torby swoją patelnię.
- Ty będziesz rzucać orzechami, a ja będę starać się je odbić. Zgoda?- Zaproponowała mu, trzymając swój atrybut jak rakietę do tenisa.
- Tak! Tak!- Zawołał wesoło Speedy i zaczął rzucać w kierunku Lar pociskami z orzechów, co chwila zmieniając miejsce i przeskakując z jednego manekina na drugi. Natomiast Larissa, będąc świadoma szybkości, jaką charakteryzował się wiewiór, spróbowała skupić całą swoją uwagę na dostrzeganiu w porę pocisków i odbijaniu ich patelnią. Niestety, przedmiot ten nie był tak zwrotny jak prawdziwa rakieta do tenisa, dlatego dziewczynie nie udało odbić każdego orzecha, choc końcowy wynik był nawet zadowalający.
- Całkiem nieźle, jak na początek- pochwalił ją potworek, odkładając pustą torbę pod "nogi" manekina.
- Teraz zobaczymy, jak szybko biegasz!- Powiedział, zeskakując z kamiennego posągu i podbiegając do jednej z krańców sali. Tuż obok niego widoczny był jeden z wielu strumieni lawy, co nie nastrajało Larissy optymizmem.
- Będziemy biec dookoła sali. Twoim zadaniem będzie spróbować mnie złapać, dobra?- Odparł wiewiór.
- Gdybyś był na kawie, nie miałabym z toba najmniejszych szans, ale... Skoro jesteś na odwyku, może jakoś mi się uda...- Odparła dziewczyna i stanęła kilka metrów za potworkiem.
- Gotowa? Do biegu... Start!- Potworek wystartował niczym rakieta, choć ostatecznie, po paru minutach biegu odległość między nim, a Larissą zaczęła się zmniejszać.
- Złapię cię, kurduplu! Złapię i...- Nie zdążyła dokończyć, gdy nagle przechyliła się ostro w prawo, nie wyrabiając na zakręcie i prawie wpadła do lawy. Przed smutnym końcem uchroniło ją tylko odpowiednie balansowanie ciałem.
- Uf, było gorąco...- Sapnęła, ocierając pot z czoła.
- Prawie ci się udało! Robisz postępy!- Zawołał Speedy, podbiegając do niej z drugiego końca sali. Nie przewidział jednak tego, że dziewczyna użyje podstępu. Wykorzystując nieuwagę potwora, złapała go w dłonie i uniosła na wysokość twarzy.
- Ktoś mi kiedyś powiedział, że w walce nie liczą się tylko umiejętności, ale również spryt i przebiegłość. Następnym razem lepiej się pilnuj, Speedy- Roześmiała się, odkładając Speediego na ziemię.
- Dobra, dobra... Co powiesz na lody?- Spytał potworek.
- Ja stawiam- Przytaknęła Lar i oboje opuścili teren sali treningowej.

[z/t]

_________________
Nikt nie wie, co przyniesie los.


Karta postaci


1. Piwnica w zamku
2. Przystań w Snowdin
3. Zamek królewski
4. Kwiatki
5. Jaskinia
Zawieszone:
- Quest

Głosy:
Speedy

Larissa
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Azszar
Założyciel
avatar

HP : 100
Poziom duszy : 4
Doświadczenie : 23
LOVE : 0
Liczba postów : 719
Join date : 06/12/2015
Age : 24
Skąd : Nie z tego świata

PisanieTemat: Re: Plac treningowy w Hotland [SALA TRENINGOWA]    Pią Wrz 01, 2017 11:36 am

Przyznaję za ten trening 110 punktów doświadczenia.

Dowód: 50 (za ponad 15 linijek treningu) + 40 (wszystkie linijki ponad 15) + 10 (za jakość) + 10 (za dostosowanie ćwiczeń)

_________________

Karta Postaci | Skarbczyk

Aktualne sesje:
1. Hotland (temat ogólny); 2. Polana nad rzeką (zawieszone); 3. Deszczowe jaskinie; 4. Droga do Ruin; 5. Gorące Źródła
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://ukrytaszuflada.blog.pl/
Frisk
Mistrz Gier
avatar

HP : 91
Poziom duszy : 12
Doświadczenie : 61
LOVE : 3
Liczba postów : 1090
Join date : 06/01/2016
Age : 13
Skąd : Powierzchnia

PisanieTemat: Re: Plac treningowy w Hotland [SALA TRENINGOWA]    Nie Wrz 03, 2017 1:41 pm

Biegła ile sił miała w nogach. W miarę szybko przekładała niezgrabne chude patyczki na których utrzymywała się reszta jej ciała, a bułkowate stopy co jakiś czas dotykały ziemi, aby zaraz się od niej oderwać. Nie czuła już tchu, taki wysiłek fizyczny, zwłaszcza w ciepłym klimacie Hotland, oparach i gorących podmuchach od lawy zawsze kończył się zadyszką, co nawet ktoś tak zdrowy, rześki i młody jak Frisk mógł odczuwać oddychając coraz ciężej. Nie podda się jednak! Jeszcze metr, dwa i się uda uciec! Złapała więcej powietrza łapczywie otwierając usta i zaraz nadymała od niego policzki wyglądając niczym mały chomik. Musiała. Szybko. Uciec. Zacisnęła pięści na niewielkich rączkach, które to przyłożyła do klatki piersiowej aby ograniczyć opór powietrza. No proszę, żadna szkoła tych dzieciaków nie uczy takich rzeczy, a takie to młode i wie, że z rozłożonymi łapami będzie wolniejsze. Niemniej - biegnięcie! Prawie się potknęła o jeden kamieni, których w Hotland było sporo, rzuciła głośnym "ouch!" z racji bycia grzeczną dziewczynką, której nie dane było poznać przekleństwa.. wyprostowała się i pobiegła dalej tylko na chwilę zerkając za siebie.
Tak, to zdecydowanie był ciężki pościg. Kh, nie mogła dać się złapać! Wpadła na... arenę? Nawet nie patrzyła przez ten cały czas, gdzie biegnie - owszem, uważała żeby nagle nie skończyła się jej droga i nie wylądowała gdzieś na przepaści czy ścianie, aż tak nierozgarniętą dziewczynką nie była, jednak fakt faktem mogła równie dobrze trafić nagle do ulubionej kupy kamieni Undyne, Labo czy w labirynty z których nie da się wyjść bez minimum godzinnej tułaczki, załamania nerwowego oraz utracenia wiary w świat i dobre serce Toby'ego. Trafiła jednak na arenę treningową. Dziwne uczucie, jakby tutaj wcześniej już była, choć mogła przysiąść, ze kamienne kukły i zabierający dech w piersiach widok ujrzała po raz pierwszy. Niesamowite miejsce! Potwory mają klasę!
...ale ale.. dech jej już zabrał bieg, żadnych krajobrazów do tego nie potrzebowała. Poza tym nawet pocztówkowe widoczki nie pomogą jej w fakcie, że wbiegła w PUŁAPKĘ. Nie ma ucieczki ni od tyłu, ni od boku, trzeba zmierzyć się z okrutnym przeznaczeniem.
Odwróciła się zaraz z głupkowatym uśmieszkiem i zmrużyła oczy. Ha ha, nie może być tak źle, prawda? To tylko potwory.. ha ha.. A była pewna, ze ucieknie! Chyba naprawdę przydałoby się jej więcej takich treningów sprawności, biegania, ucieczki zanim zacznie się rzucać z motyką na słońce... czy w tym wypadku z patykiem na potwory. Trzeba docenić ruch jaki sobie zafundowała i przyjąć na klatę (bądź 7-letni jej brak) los jaki sobie zgotowała! No dalej potwory, ukażcie jej swoją karę, zasłużyła nie mogąc już dużej uciekać od odpowiedzialności!
-Frisk, jesteś naprawdę kiepska w berka.
Ognisty potworek, na oko gdzieś w jej wieku zaraz pacnął dziewczynkę patykiem, prosto w głowę, delikatnie stukając o brązowe włoski. Łatwo mu było mówić, sam był praktycznie cały z ognia, nie dostawał zadyszki po przebiegnięciu dwóch metrów w tej gorącej krainie!
-Nie mów tak, wszyscy są dobrzy na ile mogą!
Wystawiła języczek gdzieś pomiędzy nadymanymi od powietrza polikami i zaraz złapała ręką za patyk aby ściągnąć go ze swojej głowy. Musiała ustalić taką zasadę aby przekazywać "berka" poprzez kawałek badylka z lasu, dotykanie wzajemne się z płonącym potworem nie skończyłoby się za dobrze! Mądra dziewczynka!
-Ale ty naprawdę jesteś kiepska! Który już raz cię złapałem?
5. Albo 6. Frisia jednak odpowiedziała mu jedynie skwaszoną minką. Wiedziała od początku, że z nim nie wygra, zwłaszcza w Hotland, jednak nie taki był cel tej całej zabawy!
-Haaaaaalo, Podziemie do Frisk.
Ah tak, zamyśliła się! Złapała kolejne oddechy zdyszana już niesamowicie. Musiała się nawet podeprzeć rękami o kolana.
-Ważne, ze ci już jest le.. Lepiej.
-A ty NAPRAWDĘ musisz poprawić kondycje.
Taak, jakby o tym nie wiedziała! Właściwie to był jeden z powodów, aby ganiać się z potworami po gorących uliczkach. Naprawdę była słabiutka, mogła sobie żyć już wieki wieków ale ciało się w niczym nie zmieniało! Jakby wykorzystała cały pakiet danych "siła fizyczna" na event "przeżyj upadek z wysokiej góry". Mimo wszystko warta wymiana. Ale teraz musi biegać więcej! Ćwiczyć, ruszać się... o właśnie jak teraz! Choć może z mniejszym przemęczaniem się, gdyż ledwo co łapała oddech.
Poza tym kwestia wzmocnienia fizycznego stanowiła tylko połowę całej tej zabawy! Dziecięcego potwora, który stał przed nią spotkała może przed dwiema godzinami? Przesiadywał gdzieś nad lawą smucąc się wyraźnie.

-Hej, dlaczego płaczesz?
Nie mogła tak po prostu przejść obojętnie wobec cudzej krzywdy. Pochyliła się spokojnie nad potworkiem i posłała mu szeroki uśmiech. Normalnie wyciągnęłaby do niego rękę, jednak składający się z ognia towarzysz mógłby zrobić jej przypadkiem krzywdę, więc podarowała mu jedynie wesołe szczerzenie ząbków.
-M-Moja siostra... Nie chce się ze mną bawić.. Z-Znalazła sobie chłopaka! Nienawidzę jej! Nie-na-wi-dzę!
O, zrządzenie losu! Frisk jedynie zachichotała i wyciągnęła z kieszeni wystający jej patyczek, który podsunęła potworkowi na powitanie.
-Musisz zrozumieć siostrę, chce poczuć się kochana. Poza tym... Zawsze możesz pobawić się z innymi. Tak się skłaaaada.... Że i moja siostra nie chce chciała ze mną ostatnio biegać. Leniuch!
Tak, tak, zapewne też niedługo i Chara znajdzie sobie chłopaka! Phew! Nie myślała jednak o tym, chciała pomóc potworkowi.
-To jak? Jestem Frisk i mogę się z Tobą pobawić, każdy się chętnie z tobą pobawi.. tylko nie mów tak więcej o siostrzyczce, dobrze?


No i proszę! Odciągnęła ognistego chłopaczka od złych myśli, pokazała, że zawsze można znaleźć towarzystwo, nawet jak rodzinka nie zawsze dopisuje (oh, ironio!)... i jeszcze się wybiegała mając ruch! Dzień idealny!
-Frisk?
Rozdziawiła usta zerkając na potworka, z którym jeszcze przed chwilą biegała swobodnie po Hotland. Nie musiała nawet nic odpowiadać aby chłopaczyna wiedział, że może mówić dalej.
-Nie powinienem być zły... na siostrę?
-Nie zostawia cię, prawda? -Gdyby mogła zaoferowałaby mu przytulenie... Jednak pamiętajmy: ogień! -Czasem tak jest, że osoby, które kochamy mają inne osoby... które też ich kochają. To.. normalne! I na pewno o Tobie nie zapomni.
Ironio, ironio, iroooonio. Czy los specjalnie jej go zesłał? Aby zastanowiła się nad sobą, Charą i duszyczkami? Ugh, wiedziała, że kiedyś będzie musiał nadejść ten dzień, w którym siądzie i poważnie przemyśli wszystko, co trapi jej myśli i zakłóca normalne funkcjonowanie, jednak cytując pewnego bohatera "Not today".
Odsunęła prędko myśli, nad którymi usiądzie w innym czasie. Tego dnia jedynie bieganie, pomaganie potworkom i zawieranie przyjaźni, żadnego katowania się własnymi potworami.
-Życz siostrzyce sporo radości! A ja chętnie z tobą znów pobiegam... pod warunkiem, że będę widzieć już samą wesołą minkę!
Ognisty potworek zaraz roześmiał się wyginając półfizyczną-półognistą mordkę w szerokim uśmiechu. Na to właśnie liczyła! Jak miło było pomagać.
Wyciągnęła na prędko karteczkę z tylnej kieszonki. Zawsze nosiła tyle śmieci, nawet Toriel ją upominała, że nie powinna zbierać wszystkiego, co znajdzie po drodze! Jednak tym razem skrawek papieru się przydał... Normalnie nabazgrałaby na nim numer jednak cóż... ani nie znała cyfr, ani literek, więc jakiekolwiek pisanie nie wchodziło tutaj w rachubę. Na szczęście głupiutka nie była, już dawno poprosiła "mamę" aby jej takowe powypisywała i z uśmiechem wręczyła świstek papieru potworkowi.. uprzednio podając go przez kamień. Patrzcie i uczcie się! Po co walczyć, ćwiczyć uniki, skoki, machanie mieczami czy wywijanie włóczniami jak można po prostu uśmiechać się, sprawiać przyjemność i zawiązać nową przyjaźń!

_________________

♥️ Karta Postaci ♥️ Telefon ♥️ Hajsy i graty ♥️
Sesje: 4/5
♥️ | ♥️ | ♥️ | ♥️| ♥️
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Snowdrake
Żółtodziób


HP : 100
Poziom duszy : 1
Doświadczenie : 0
LOVE : 0
Liczba postów : 13
Join date : 16/08/2017

PisanieTemat: Re: Plac treningowy w Hotland [SALA TRENINGOWA]    Nie Wrz 03, 2017 1:48 pm

Za trening Frisk Zdobywa 1,75 PD
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Lynx
Bywalec
avatar

HP : 100
Poziom duszy : 7
Doświadczenie : 0
LOVE : 0
Liczba postów : 60
Join date : 28/10/2016
Age : 18

PisanieTemat: Re: Plac treningowy w Hotland [SALA TRENINGOWA]    Sob Wrz 09, 2017 4:31 pm

Trening


Tak jak wcześniej nie mogłam powstrzymać się od napisania wstępu... Akcja zaczyna się dziać po gwiazdkach, tak mniej więcej.

Spotkania po latach to coś, co ostatnimi czasy przypadło do gustu Lynxa. Miał już okazję spotkać się ze swoją mentorką, aczkolwiek do niczego wielkiego nie doszło. Ciężko się dziwić, w końcu różnice w siłach były dość znaczne, a mimo to i tak wyszedł z walki z Wdowią Panią w miarę sprawnie. Tym razem miejsce, które zostało wybrane na trening było inne od ówcześniejszego; panował tutaj gorąc i zaduch. Lynx z wielką trudnością oddychał, przeklinając fakt, iż pozwolił Ethelowi wybrać placówkę na której odbędzie się ich wspólne szkolenie umiejętności. Czekał na jego nadejście zgrzany już od samego stania w miejscu, a co to dopiero będzie, kiedy to wszystko rozpocznie się na poważnie? W swoich oczekiwaniach postanowił zrzucić kurtkę; na szczęście pod spodem miał białą koszulkę oblepioną cekinami w coś na kształt ogromnej gwiazdy rozpostartej na całej powierzchni t-shirtu. Cóż, to dość typowe dla kogoś takiego jak Benki - uwielbiał błyszczeć, a także różne świecące i iskrzące rzeczy. W jednej z rąk trzymał czarny koronkowy parasol - bardzo dobrze znany jego przyjaciołom i bliskim, a na szyi spoczywał naszyjnik z różnymi wisiorkami. Ktoś mógłby powiedzieć - bez sensu, po co ich tam aż tyle? Jednakże ci, którzy mieli okazję poznać wampira wiedzieli jakim sentymentem darzy ten przedmiot i jak wielkie miał on dla niego znaczenie. Wśród dobrze wszystkim znanym brelokom - lisiej głowy, buta, okularów i złamanego serca - wisiał nowy, dość niepozorny. Otóż niedawno dodany dzyndzyk przedstawiał błękitną wstążkę. Co prawda Benki chciał umieścić w tym miejscu coś innego, jednakże nie był w stanie znaleźć tego czego szukał i poprzestał właśnie na tej wstążce zawiniętej na kształt kokardki... W każdym bądź razie, minuty tutaj płynęły mozolnie, wydłużały się niemiłosiernie, co nie przypadło krwiopijcy do gustu. Doprawdy, marudził na okolice Snowdin, a mimo wszystko wolałby przeczekać czas tam, aniżeli tu. Na szczęście nie musiał czekać na Ethela tak długo, jak naczekał się na lisiego potwora. Co prawda nie zmieniało to faktu, iż chociaż teoretycznie minęło jedynie dziesięć minut, to Lynx czuł się jak po spędzeniu godziny w saunie. Różowowłosy wwiercił się w swojego starego znajomego pełnym obrazy spojrzeniem. Oczywiście Ethel wiedział, że Benki go za to znienawidzi, aczkolwiek zabawnie było znów ujrzeć oburzenie na twarzy tego potwora; zielonooki (ponieważ właśnie takiej barwy były jego ślepia) nie mógł nic poradzić na to, że lubił droczyć się z Pink Berrym. Kim właściwie jest aktualny towarzysz Lynkskyuna? Cóż, był to jedyny najbardziej ludzko podobny, którego czerwonooki znał. Eth od zawsze miał złote włosy, a także tej samej barwy długie królicze uszy i niewielki puchaty ogonek, jednak twarz wciąż pozostała mu taką, jak u człowieka. Był mieszańcem - albo przynajmniej na takowego wyglądał. Potrafił zmienić się w małego, szybkiego królika, a bronią którą się posługiwał był zwykły czarny kij, zakończony z jednej strony powyginanym na kształt pioruna kolcem. Lynx znał umiejętności królika - ich magia działała w podobny sposób z tym, że Lynx kreował ją z cieni, a Ethel z elektryczności. Oboje stali w milczeniu, patrząc się w punkt znajdujący się przed nimi. - Spóźniłeś się, Ethkyuuuuun! Jak mogłeś dać mi tak długo czekać, nuu? - odparł Lynx przerywając ten piękny, romantyczny moment. Najwidoczniej zapomniał o swoim wcześniejszym oburzeniu dotyczącym doboru miejsca i zastąpił je nowym "problemem". Co prawda Lynx nie liczył czasu, ale wiedział doskonale, że stał w miejscu dłużej niż powinien i przede wszystkim - niż chciał.
- Ja? Ja przyszedłem o bardzo dobrej porze BenBenki. - ton drugiego chłopaka był spokojniejszy i bardzo opanowany, kiedy wypowiadał te słowa. Wampir chciał zaprzeczyć i coś dodać, jednak Ethel nie pozwolił mu na to mówiąc dalej: - Cóż, czas jest prawidłowy co do minuty Berry. To TY przyszedłeś tutaj za szybko... Zresztą jak zwykle. Jesteś dość obowiązkowy, kiedy chodzi o czas, prawda? To dobra cecha, ale naprawdę nie było Ci się spieszyć. Przecież napisałem rano do ciebie, drogi przyjacielu, że być może nawet się spóźnię, bo mam naprawdę dużo do roboty. Widzisz? - powiedziawszy to odblokował swoją komórkę, po czym pokazał Lynxowi ostatniego wysłanego przez królika SMSa: Ja / trzy godziny temu: BenBenki, nie śpiesz się, bo być może się naczekasz. Galon zaprosił mnie na poranną kawę, mamy do ugadania parę rzeczy związanych z dalszym rozwojem naszej wspólnej mini firmy... Oczywiście zrobię co w mojej mocy, by się nie wtdłużyło, jednak obiecaj mi, że nie będziesz potem narzekać, jeżeli trochę się naczekasz! Lepiej przyjdź później! W odpowiedzi wampir napisał: BenBenki / dwie i pięćdziesiąt osiem minut temu: Bez obawwww, Ethkyuuuuuuuuuuun! ☆ nIE ŚPIESZ SIĘ Z TYMI SPRAWAMI! dOPILNUJ BY WSZYSTKO BYŁO OK! pOCZEKAM! zRÓB NAAAAAAAJLEPSZY INTERES ŚWIATA, TEHE!~ Widząc to różowowłosy odpowiedział: - Nie pamiętam, żebym to pisał Ethkyuuuuuunnnn! To nie ja!
- BenBenki, to ty to napisałeś.
- Eee eee! To nie ja! Ethkyuuuuuuuuuuunnn, nie pamiętam żebym to pisał! - prychnął, w ogóle nie słuchając tego co mówi Ethel.
- Tylko ty tak mnie nazywasz i tylko ty piszesz w ten spo... - uszasty próbował wytłumaczyć Lynxowi, co niestety nie skończyło się dobrze, ponieważ wampir nie wyglądał na zainteresowanego.
- Lelelelelelele LELELELELELELE, LELELELELEEEEEE, nie słucham cię, Ethkyuun oszukuuuuuujeeee!!! - krwiopijca starał się zagłuszyć swojego dawnego przyjaciela. Dodatkowo zasłonił swoje uszy, by aby na pewno nie słyszeć... Zamknął też oczy, by przypadkiem nie widzieć tego, co "Ethkyun" pokazuje mu na migi (o ile to w ogóle robi). W pewnym momencie nieco niższy chłopak potrząsnął towarzyszem, próbując go uspokoić. - Eeeeeeh?... Ethkyuun?
Przez chwilę nie było słychać odpowiedzi, a jedynie ciężko wdychane i wydychane powietrze. z nim to jak z dzieckiem, - prawdopodobnie pomyślał - ani trochę się nie zmienił pod tym względem, po czym powiedział na głos: - Przejdźmy do sedna sprawy. Trening. Pamiętasz BenBenki? Mieliśmy tu przyjść, by t r e n o w a ć.
Wampir posłał Ethelowi nieco głupie spojrzenie, po czym znów obrażony na świat odparł:
- Ethkyuun, przecież wiem! Nie rób ze mnie dzieeeeckaaa!
☆ ☆ ☆
- ☆Oke doke! Jesteś gotowy, Ethkyuuun? Bo ja już tak!☆ - wampir radośnie klasnął w dłonie, wpatrując się w swój cel, którym był potwór podobny do królika. Czekał też na sygnał od niego, by móc rozpocząć walkę. Lynx był dzisiaj nadmiernie żywotny, a po krótkiej chwili nawet skwar panujący tutaj mu nie przeszkadzał - tak, jakby nagle wszystko dookoła nie miało żadnego znaczenia. Co prawda rozebrany był do takiego stopnia, do jakiego to było to możliwe, ponieważ organizm czerwonookiego nie podzielał entuzjazmu swojego właściciela. Benki żałował jedynie tego, że nie ma żadnych krótszych spodni, aczkolwiek nie narzekał, a tym bardziej nie na głos. Jak gdyby nigdy nic podskakiwał radośnie w miejscu domagając się uwagi przyjaciela, który pisał coś jeszcze na swoim telefonie; prawdopodobnie do Galona, jednak równie dobrze mógł być to ktoś inny. Lynx był zły - kimkolwiek jest ta osoba, jak mogła ośmielić się zakłócać ich (jeszcze nierozpoczęty) trening?! Zniecierpliwiony krzyknął do stojącego na przeciw Ethela: - Ethkyuuuuun! Ethkyuuuuun, pośpiesz się! Ja ~ chcę ~ walczyć! Ethkyuuuuuuuuuun! - wrzeszcząc tak przez około pięć minut i ani na chwilę nie ściszył swojego głosu - właściwie był teraz nawet donośniejszy i bardziej poddenerwowany niż z początku. Królik przygryzł z lekka wargę, starając się skupić na odpisaniu swojemu szefowi. Za jakiś czas Eth mógłby stać się wiceszefem, ale żeby do tego doszło, musiał ostrożnie ważyć swoje słowa. Przy tym krzykaczu było to niemożliwe, tym bardziej, że zielonooki mimo wszystko miał wrażliwy słuch i nawet najcichsze szmery były w stanie go rozproszyć. Kiedy to w końcu wygasił wyświetlacz i odrzucił telefon na bok - na miękkie rzeczy, więc bez obaw o to, że komórce coś się stanie.
- W porządku. Jestem gotowy, BenBenki. - wypowiedziawszy te słowa odrzucił na bok cienki płaszcz, który miał zarzucony na siebie. Tak, do tej pory go nie ściągnął; nie czuł poprostu takiej potrzeby, nie odczuwał tego gorąca aż tak, by pozbyć się wcześniej zbędnych ubrań. Na sobie miał czarną, bardzo cienką podkoszulkę, do tego w odczuciu Lynxa bardzo skromną... Ale oczywiście to wciąż przemyślenia kogoś, kto nosi jedynie wyróżniające się, błyszczące z daleka ciuchy. Ethel wyciągnął rękę przed siebie, tworząc w niej długiego, wijącego się pioruna... Po chwili coś, co zwane jest "artylerią niebieską" przeistoczyło się w podłużny kształt - pręt zakończony ostrym szpicem wyglądającym jak błyskawica z której powstał. Widząc to wampir wyciągnął miniaturkę swojej broni startowej, po czym jak zwykle podrzucił ją dwukrotnie. Za pierwszym razem nie stało się nic, za drugim zaś młoteczek zaczął wytwarzać wokół siebie spektakularne światło i spadając w dłoń czerwonookiego był już wielkości swojego posiadacza. Widząc czarne, białe, jasno i ciemnoróżowe gwiazdki na powierzchni równie różowego co włosy wampira młotu Ethel zaśmiał się. - Iście mordercza broń BenBenki. To naprawdę mówi samo za siebie, haha. Myślałem, że wydoroślejesz i załatwisz sobie coś, co będzie świadczyć o tobie lepiej! Ktoś inny by cie, Berry, nie wziął na poważnie! - powiedział, starając się nawiązać jakąś konwersacje, jednocześnie przekomarzając się z nim. W przeciwieństwie do treningu z Wdowią Panią, w tym przypadku krwiopijca nie próbował się kontrolować; wolał być kompletnym sobą, ponieważ właśnie to dawało największy efekt.
- Jestem ja, jesteś ty... Do naszego wieeeelkiego show i pokazu magii brakuje jedynie publiczności, która wiiiiwatowałaby nam, Ethkyuuun! Braaawo, brrrrawoooo! Oto gwiazdy tego wieczoru, drrrodzy państwa! Usiądźcie wygodnie... - zabrzmiał donośnie, prezentując przedstawienie niewidzialnej widowni. Robiąc krótką pauze zniżył tembr swojego głosu o jedną oktawe, robiąc mroczny i niepokojący nastrój: - ☆I OOOOBSTAWIAJCIE, KTO KOMU BĘDZIE TAŃCZYĆ NA GROBIE!☆ - zmieniając promowanie ton z przerażającego na typowy dla siebie przesłodzony, dodał (tym razem mówiąc do kumpla): - ☆Ayeee!☆ Ethkyuuun, czas na nasz treeee~ning! - ściskając trzon swojej broni w prawej ręce, a w lewej wciąż trzymając parasol z wymalowanym na twarzy uśmiechem oznajmił swoją gotowość do walki... A nie, jednak nie, postanowił pozbyć się jednego z przedmiotów, to jest deszczochronu. Tutaj i tak nie był potrzebny i właśnie dlatego trafił na sterte klamotów znajdujących się po stronie Benkiego. Wśród nich był jeden z jego, możnaby powiedzieć, garniturów (oczywiście świecący się), telefon obklejony różnymi dziecinnymi naklejkami, słuchawki, które miał w uszach idąc tutaj (w kształcie gwiazdek!), karty, których używał do sztuczek magicznych, naszyjnik z pamiątkowymi dzyndzykami, biżuteria na ręce i palce w mnogiej ilości, jakiś notatnik i długopis (w gwiazdki), a to i tak mało jak na niego (zwykle tych rzeczy jest dwukrotnie więcej). Pozbycie się parasolki równało się - przynajmniej według różowowłosego - rozpoczęciem ich wspólnego treningu. Skoczył wysoko w górę krzycząc swoje "yoooohooo, Ethkyuun!" rzucając się tym samym w jego kierunku z młotem trzymanym obiema rękoma nad własną głową. Zamaszystym ruchem rąk Lynx wycelował w swojego towarzysza, jednak ten w miarę szybko zareagował kontratakując swoim kijem. Przez chwilę mierzyli się w ten sposób, czekając aż drugi z nich rozproszy się lub sobie odpuści. Energia naprawdę wampira rozpierała i w przeciwieństwie do poprzedniej walki ze swoją opiekunką za czasów dzieciństwa, tutaj działał w stu procentach instynktownie i gwałtownie, starając się nie dać Ethelowi żadnych szans na atak lub obronę. Strategia ta była naprawdę prosta - Lynx najzwyczajniej w świecie chciał wyprowadzać ciosy szybciej od swojego rywala zajmując jego całą uwagę swoimi działaniami. Króliko-podobny rzecz jasna wiedział do czego dąży ten krwiopijca; czasami Benki działał abstrakcyjnie, innym razem zaś był prostolinijny. Często też przeplatał abstrakcję z najprostszymi rozwiązaniami po to, by jak najefektywniej zaszokować swojego przeciwnika, co było różne w skutkach.
Eth spróbował odskoczyć, jednakże kiedy znalazł się dwa kroki przed Benkim, ten ponownie - wręcz w oka mgnieniu - zmniejszył dystans ich dzielący. Na twarzy wampira malował się bardzo trywialny uśmiech z serii tych obłąkanych, kiedy to ponowił wcześniejszy atak. Wciąż używał do tego rzecz jasna swojej broni startowej i nie posługiwał się swoją magią - jeszcze. Nie chciał dać wytchnienia stojącemu przed nim przeciwnikowi, którym był jego bardzo bliski przyjaciel. Przyjaźń jednak teraz nie miała nic do rzeczy; Lynx walczył z nim teraz tak, jakby to wszystko działo się na poważnie, jednakże sam przy tym traktował ów trening jako poprostu świetną rozrywkę i zabawę. Trzeba było przyznać, że refleks Ethela był nieco poniżej średniej - nie był tak wymagającym przeciwnikiem jakim była Wdowia Pani i Benki też to wiedział. Stąd też wzięła się pewność siebie wyższego potwora, który wyprowadzał atak za atakiem nie czekając nawet na kolej uszastego. Królik unikał młota rozszalałego znajomego - czasem z powodzeniem, nierzadko bez. Co prawda trafienia nie były poważne - a to w ramię, a to w nogę... Jednak z każdym udanie wprowadzonym ciosem Lynx czuł, jak jego ego wzrasta, co miało też inny, bardzo zły skutek uboczny - przestał być ostrożnym. Owszem już z samego startu działał pochopnie, jednakże teraz nawet nie myślał o tym by się wycofać, a to było idealną szansą dla Ethela (z której bardzo chętnie miał zamiar skorzystać) na odwrócenie szali. Musiał tylko bardzo dobrze wymierzyć czas... Mocniej ścisnął swoją włócznie, a następnie znów starał się znaleźć jak najdalej od różowowłosego - skacząc do tyłu - jednocześnie wystrzeliwując z końcówki lancy złocisty kształt (który prawdopodobnie z założenia miał być prądem lub piorunem). Lynx chcąc być jak najbliżej przeciwnika nie dostrzegł jego drugiego ruchu, a co za tym idzie - wbiegł prosto w magiczną błyskawice złotowłosego. Zderzenie z tym typem magii okazało się być dość bolesne, przez chwilę Krwiopijca czuł mrowienie i dyskomfort, wciąż jednak nie był to długotrwały ból jak w przypadku poparzenia spowodowanego zetknięciem z płomieniami starej lisicy. Bardziej niż wampira zabolało, oszołomiło go to przez co kompletnie się zdezorientował. Zanim Benki zdążył ponownie zaatakować, Ethel znowu miotnął jednym ze swoich grzmotów z włóczni, nakierowując go rzecz jasna na czerwonookiego. Reakcja była nieco opóźniona, ponieważ niestety odwrócić uwagę Lynxa jest banalnie prosto. Rzecz jasna widząc nadlatujący piorun spanikował i najszybciej jak tylko mógł skoczył w którykolwiek stronę nie znajdującą się na trajektorii lotu zabójczej broni jego przyjaciela. Upadł na ziemię tracąc równowagę podczas unikania, co definitywnie mu się nie spodobało. - Ethkyuuuuun, to było neeładneee!~ - podsumował w jednym prostym zdaniu podnosząc się z ziemi. Gorąc był okropny i przytłaczający, jednak wciąż byli w stanie walczyć.
- Ooooch tak? Mówi to szaleniec, który rzuca się na losowych przechodniów ze swoim wielkim, różowym młotem wiecznego potępienia... - prychnął. Owszem nie pozostawił to bez żadnej uwagi, ponieważ co do zachowania Benkiego zastrzeżeń było wiele. Przynajmniej Ethel znający go tyle lat mógł sobie na coś takiego pozwolić; w ustach kogokolwiek innego, nie z grona znajomych krwiopijcy byłoby to niedopuszczalne i karygodne.
- Eee ee, Ethkyuuuuuunnn! To jest ☆Wieeeelki Różowy Młot Zagłady i Zniszczenia!☆ - postanowił poprawić Etha; Lynx bardzo lubił czepiać się o takie drobnostki jak właśnie ta. Kiedy to znów stał na równych nogach bez przeciągania zbędnej gadki oraz bez jakiegokolwiek ostrzeżenia zaszarżował w stronę swojego towarzysza, który wydawał się być znacznie bardziej rozluźniony od Benkiego. Nie odpowiedział na słowa wampira, a jedynie spróbował jakoś go zatrzymać; wytworzył w ręce kulę elektrycznej energii, którą miał zamiar w następnej kolejności wycelować w stronę nacierającego na niego czerwonookiego. Widząc to różowowłosy zatrzymał się i przyjął pozycje bardziej defensywną, samemu przy tym wytwarzając własną magie. Kiedy to Ethel rzucił stworzony przez siebie promień, Lynx zasłonił się swoimi gwiazdami wykreowanymi z cienia. Oczywiście cieniste kształty nie powstrzymywały mocy dawnego przyjaciela krwiopijcy, aczkolwiek znacznie ją osłabiły i lecąca w kierunku obłąkanego potwora kula powoli zaczęła się wypalać, aż w końcu trafiając w młot (którym również się zakrył) rozpłynęła się w powietrzu. Jedynym śladem po obecności umiejętności opanowanej przez Etha był wypalony ślad na powierzchni broni startowej Benkiego. Dostrzegając to ów właściciel przedmiotu niesamowicie się wściekł na towarzyszącego mu królika, czego nie omieszkał ubrać w słowa: - Eeeethkyuuuunnnn! Widzisz, co narobiłeś?! Teraz będę musiał na nowo malować tą gwiazdkę i poprawiać wszystko wokół niej, Ethkyuunnn! - wskazał palcem na owe spalone miejsce. Sekundę później zapomniał o tym rzucając się jak wcześniej zamierzał ze swoim wielkim orężem. Eth robiąc parę szybkich kroków w tył zasłonił się lancą, jednak w ostatniej chwili Lynx wyprowadził atak z innej strony, na co drugi potwór nie był przygotowany. Wyglądało na to, że ma zamiar natrzeć z prawej strony i właśnie z tego powodu przyjaciel Benkiego krył swój prawy bok przed jakimkolwiek atakiem, co poskutkowało tym, że koniec końców zostawił odsłonięty lewy. Czerwonooki wykorzystał to robiąc przeskok w kierunku niechronionej części ciała, po czym zadał błyskawiczny i niespodziewany cios. Fakt faktem, że Ethel zauważając to próbował skontratakować, nie przyniosło to jednak efektu - reakcja była zbyt późna. Uszasty zahwiał się, jednak ustał na nogach i bez czekania na cokolwiek postanowił szybko się zrewanżować. Oczywiście Lynx zdawał sobie z tego sprawę, dlatego chociaż nie miał zamiaru się wycofywać (to nie w jego stylu), postanowił być nieco ostrożniejszym z ruchami. Ethel ponownie postanowił użyć swoich piorunów z włóczni - Benki domyślił się tego poprzez obserwację poczynań zielonookiego; w prawej dłoni ścisnął kij zakończony ostrym szpikulcem, który chwilę przed atakiem lekko się świecił. Właśnie dzięki temu różowowłosy w porę zdążył zinterpretować zamiary przeciwnika. Sam bardziej przyciągnął do siebie swoją gwiazdkową broń mając ją w gotowości na kontratak - czekał zadziwiająco cierpliwie jak na niego z ciosem, chcąc by to Ethel zadał go jako pierwszy. Udawał, że nie przyuważył tych ledwo widocznych znaków, chociaż nie miał pojęcia czy udawanie idioty (którym w sumie jest) podziała na króliku. Jeżeli tak, to teraz on, a nie czerwonooki będzie pewny siebie, a co za tym idzie, będzie mniej rozważny. Kiedy w końcu lanca uszastego naładowała się (co nie trwało tak naprawdę długo), a błyskawica wydarła się z niej zmierzając na wampira, ten użył swojego młota jak tyczki wybijając się ku górze i robiąc tak naprawdę coś na wzór salta, lądując przy tym przy lewej stronie drugiego potwora. Chcąc jakkolwiek to wykorzystać (ów ruchy rzecz jasna) zaatakował swoją bronią startową. Atak powiódł się, jednakże ponownie nie zadał zbyt wielkiej ilości obrażeń. Syknął cicho przeklinając refleks złotowłosego, który nie był tak dobry jak krwiopijcy, ale mimo tego wciąż szli łeb w łeb. Pogoda na terenach Hotland tym bardziej nie sprzyjała, nawet mimo tego, że zarówno Benki jak i Ethel byli rozebrani do takiego stopnia, na który pozwalała im przyzwoitość. Lynx chociaż naturalnie rzadko kiedy się męczył tym razem był niesamowicie wyczerpany, jak na tak krótko trwający trening, aczkolwiek nie miał zamiaru się poddać ani Ethowi, ani temu gorącu. Z uszastym również nie było najlepiej, ponieważ tak samo jak różowowłosy ocierał się z potu. Tym razem czerwonooki przymierzył się do prawdziwego ataku i w tym celu skupił się na tworzeniu cienistych gwiazd, którymi następnie miał zamiar pokonać "Ethkyuna". Czarne kształty wzleciały w stronę drugiego potwora ledwo trzymającego się na nogach tak, jak ich stwórca je nakierował.
Niższy chłopak podjął się próby uniknięcia, ale nie był w stanie przez różne utrudnienia oraz przez ograniczenia własnego organizmu. Klnąc pod nosem skakał tak, by nie dać się trafić. W dużej mierze udało mu się to, lecz nie wszystkie z wampirzych ciosów chybiły - część z nich powiodła się, a czarne gwiazdki wpijały się w ciało królika, jeżeli tylko był na ich trajektorii lotu. Przy nadgarstku miał jedną, przy kostce również oraz jedną z lewego boku. Odbierając cząstkę życia złotowłosego powoli zaczynały zanikać pozostawiając po sobie nieprzyjemne wspomnienie pieczenia. Ethel który tym razem był już nieco bardziej podirytowany niż przedtem podjął się próby zaatakowania czerwonookiego bez dania sobie na to choćby najmniejszej pauzy. Zaszarżował na Lynxa, który zareagował tak szybko jak tylko mógł; odskoczył w bok, jednakże królik głupi nie był i bardzo łatwo zmienił tor swojego biegu. Jednocześnie uszasty wyciągnął przed siebie lance, którą miał zamiar zaatakować - nie magią wydobywającą się z niej, a poprostu fizycznie, jak zwykłą bronią. Różowowłosy także mocniej ścisnął różowy młot, próbując odeprzeć nadchodzącą salwe ciosów. Co prawda było ciężko obronić się przed wszystkimi i dwa razy Ethel go ciachnął, aczkolwiek większość z nich zostało poprawnie zatrzymane, z czego Benki był bardzo dumny. - Ha! Lepiej bardziej się postaraj, Ethkyunnnn! - Oczywiście pozwolił sobie na takowy komentarz. Nie doczekał się jednak odpowiedzi, ponieważ po chwili sam rzucił się na przeciwnika ze swoim orężem. Zamachnął się tak mocno jak tylko był w stanie w rzecz jasna jak najlepszy punkt... Celował w głowę, jednak trafił w prawy bok; koniec końców wyszło i tak w miarę dobrze, ponieważ po samej mimijce twarzy drugiego potwora można było wywnioskować, że go to zabolało. Po zadaniu obrażeń wampir odskoczył do tyłu, przygotowując się przy tym na oddanie przez Etha ciosu. Zielonooki przeszedł do ofensywy, tym razem jednak posłużył się magią. Pioruny wzleciały w stronę Lynxa, który osłaniając się młotem w drugiej dłoni tworzył własną magię. Cienista energia przekształciła się w kształty, które w następnej kolejności zderzyły się z energią wykreowaną przez króliko-podobnego. Nie dało to jakiegoś oszałamiającego efektu, ale dostatecznie bardzo spowolniły cios Etha i dzięki temu Benki łatwo uniknął go. Kiedy przyszła jego kolej na atak ponownie wybrał swoją broń startową. Różowy oręż upadł na złotowłosego dopiero wtedy, gdy ten przymierzał się do ucieczki. Polegało to na tym, że wampir udał ofensywne zagranie z jednej strony pozwalając przeciwnikowi uciec w drugi bok, podczas gdy on sam prędko zmienił cel. Trafienie w plecy, taki właśnie był tego skutek. Ethel upadł na ziemię, nie będąc w stanie wyciągnąć przed siebie chociaż dłoni, by zamortyzować upadek. Benki postanowił dokończyć trening, dodatkowo zapewniając sobie wygraną; zaatakował po raz ostatni, uderzając uderzającą częścią młota w Ethela, który użył swojej włóczni w podobny sposób do tarczy. Zatrzymało to cios zadany przez krwiopijce, co pozwoliło zielonookiemu na powiedzeniu tych słów: - Jest tu za gorąco, co nie? Jeżeli będziemy dalej walczyć BenBenki za bardzo się zgrzejemy. Dla dobra sprawy, poddaję się. Chociaż nie wygrałbyś, gdybyśmy walczyli na poważnie.
- Mi... Mi też jest gorąco Ethkyuuuun! Chodźmy na coś zimnego! Przegrany stawiaaa!~ - zawołał wesoło, po czym opuścili to miejsce.

Zt




sms'y Lynxa i myśli
mowa
mowa Etha

_________________
Benki Lynx


Fabuły: - Wilcza Dolina - Winda MTT - brak - brak - brak


Karta Postaci
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Grillby
Admin Główny
avatar

HP : 100
Poziom duszy : 1
Doświadczenie : 0
LOVE : 0
Liczba postów : 267
Join date : 11/01/2016
Age : 21

PisanieTemat: Re: Plac treningowy w Hotland [SALA TRENINGOWA]    Pon Wrz 11, 2017 11:58 am

Za wymagajacy i dlugi trening Lynx zdobywa 2 PD!

_________________
// --- // --- // --- // --- // --- //
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Plac treningowy w Hotland [SALA TRENINGOWA]    

Powrót do góry Go down
 
Plac treningowy w Hotland [SALA TRENINGOWA]
Powrót do góry 
Strona 1 z 1
 Similar topics
-
» Sala balowa [ŚLUB]
» Sala 77 - lekcja języka angielskiego [Carnelian]
» Sala główna

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Beyond Undertale PBF :: Podziemie :: Hotland-
Skocz do: