IndeksCalendarFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Hol Osądu

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7  Next
AutorWiadomość
Frisk
Zakorzeniony
avatar

HP : 100
Poziom duszy : 1
Doświadczenie : 0
LOVE : 0
Liczba postów : 900
Join date : 06/01/2016
Age : 11
Skąd : Powierzchnia

PisanieTemat: Re: Hol Osądu   Sro Sie 17, 2016 9:42 pm


*dla klimaciku*


Stała nad Sansem trzymając w ręku parujący czerwoną energią patyk. Wtem usłyszała głos.

But somebody came, huh?

Oberwała od szkieleta i poleciała na posadzkę. Podniosła się z podłogi na kolana i przetarła usta z których ściekała krew rękawem. Tego się nie spodziewała. Ich się nie spodziewała. Nie miała zamiaru jednak odpuszczać.
-Zdaje się, że czeka mnie więcej zabawy.
Lewą ręką machnęła przed naszyjnikiem na którym wisiało jej serduszko. Zmieniło ono momentalnie kolor z czerwonego na intensywny niebieski. Tuż po tym tą samą ręką zamachnęła się posyłając Sansa daleko od siebie w przeciwną stronę.
-Jesteś żałosna Frisk.
Splunęła na podłogę w jej kierunku i wstała z kolan tym razem spoglądając na Gastera. Posłała mu szeroki uśmiech.
-Gardzę takimi jak ty. Takimi, co uważają, że mogą się zmienić, że ich czyny mogą zostać wymazane.
Zacisnęła pięść na patyku i wycelowała go w stronę Gastera.
-A mogłeś sprawić, że ten świat będzie odrobinę ciekawszy.
Posłała dwie fale uderzeniowe w stronę starszego ze szkieletów, a następnie zrobiła krok w stronę ku Frisk.
-Droga siostro. -Częściowo z niej kpiła, racząc podobne do niej z wyglądu dziewczę perfidnym uśmieszkiem -Zesłały mnie tutaj grzechy tego świata. Pojawiam się zawsze tam, gdzie MURDER LEVEL osiąga odpowiedni punkt. A twoi drodzy przyjaciele zdołali nabroić... i tak oto jestem.
Z każdym słowem podchodziła bliżej niej, aż z szaleńczym śmiechem nadepnęła na friskowy patyk.
-Oh, masz coś znacznie ciekawszego w swoim arsenale, nieprawdaż? Nie tylko zabrałam ci kryształ RESETU. Również wykonałam małą podmiankę...
Zamachnęła się patykiem przed Frisk, próbując ją uderzyć. Następnie odskoczyła, obróciła się i zmieniając kolor naszyjnika, a co za tym idzie i następnie patyczka, na fioletowy puściła ku Sansowi i Gasterowi taki sam impuls KARMY jak wcześniej.
-Patrz moja droga. -Spojrzała przez ramię -Patrz jak twoi przyjaciele cierpią za swoje grzechy. Albo dobądź mojej broni i walcz za nich o ich odkupienie.
Bawiła się z nimi. Sprawy zaczynały być coraz poważniejsze. Przed Frisk pojawił się intensywnie pomarańczowa tabliczka. FIGHT. Gaster zaś poczuł to samo, co trafiło Sansa. Karma dopadła i jego.




KARMA
(-x DETERMINACJI/TURĘ -x HP/TURĘ + ZAŁAMANIA PSYCHICZNEGO/TURĘ)

HATE
(losowo +x/tura)


⭐️ ⭐️ ⭐️

Zmniejszone ograniczenie ataku blue do 2 postów.
Zwiększona zwinność
Możliwe błędy w czasoprzestrzeni
Losowo ataki mogą mieć mniejszą lub większą moc
Odblokowana możliwość użycia gasterów
Tymczasowo wyłączona możliwość zmiany lokacji
+ Pojawia się HATE - chęć do podjęcia walki (losowo +x/tura)
+ Frisk znajduje w ekwipunku przedmiot: Real Knife
+ Odblokowane wszystkie zdolności Gastera


⭐️ ⭐️ ⭐️

Chara: 96% determinacji 100% HP 100% HATE
Sans: 52% determinacji 49% załamania psychicznego (-5 DETERMINACJI)
Frisk: 100% determinacji 100% HP 0% HATE
Gaster: 95% HP 20% załamania psychicznego (-5 HP +5 ZAŁAMANIA PSYCHICZNEGO)



Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Hazel
Obywatel
avatar

HP : 100
Poziom duszy : 1
Doświadczenie : 0
LOVE : 1
Liczba postów : 258
Join date : 16/12/2015
Age : 16
Skąd : Miasto Chytrej Baby

PisanieTemat: Re: Hol Osądu   Sro Sie 17, 2016 10:11 pm

Spojrzała w stronę Sansa. Chara musiała mu zrobić coś z psychiką. To było wyraźnie widoczne w tej wizji. Uśmiechnęła się do niego łagodnie. To był uśmiech, którego nie dało się podrobić. Nawet iluzja nie dałaby rady go odtworzyć
- Jestem prawdziwa. Wiem, że nie mogę cię o tym stuprocentowo zapewnić. Ale może sam się o tym przekonasz - mówiła swoim najłagodniejszym tonem.
Po chwili spojrzała na Charę. Dwa przeciwieństwa. Ogień i woda. Demon i Anioł. Ciemność i światło. Trzeba było jakoś jej przemówić do rozsądku. Z unikaniem jej ataków nie miała dużego problemu, a nawet jeśli by oberwała, to zapewne nie za dużo. W końcu to tylko patyk
Chwilę popatrzyła na opcję Fight, po czym zachichotała
- I tu jest moja droga różnica między nami. Ty widzisz wszystko tylko w bieli, lub czerni - mówiąc to rozłożyła ręce, przy których pokazały się kolejno Mercy i Fight - Zapomniałaś jeszcze o trzeciej opcji - przed nią pojawił się przycisk Act. Wcisnęła go

https://www.youtube.com/watch?v=DAGX2RuUlSY

- Walczyć nie zamierzam. A Mercy obecnie jest... W pewnym sensie niemożliwe. Dlatego muszę sobie utorować drogę do niego - powiedziała spoglądając na Charę z lekkim uśmiechem. Nawet w niej o dziwo widziała krztynę dobra - Walka nie jest rozwiązaniem. To tylko bezsensowny rozlew krwi, który oddala siebie ludzi i potwory. Co dzięki niej możesz zyskać? Uznanie? Sławę? Władzę? Ale... odpowiedz mi na jedno proste pytanie. Po co ci to wszystko... jeśli nie masz przyjaciół? - spytała... otwierając dosyć szeroko swoje oczy. Wzrok miała nadzwyczaj łagodny, jej oczy okazały się być złote.



Rozłożyła ręce - To prawda, wszystkie te rzeczy są świetne i na pewno nie jedna osoba do tego dąży. Jednak jeśli nie będziesz miała z kim dzielić swojej radości... Robi się to nudne i bezsensowne. Aż w końcu popadasz w depresję - powiedziała nieco spuszczając głowę - Może właśnie dlatego teraz taka jesteś? Ponieważ nigdy nie było ci dane doświadczyć prawdziwej przyjaźni... Lub zaznałaś jej za późno i nim się obejrzałaś, została ci odebrana - powiedziała przypominając sobie opowieść, o której mówiły jej tyle razy potwory w Nowym Domu. Może to przez to Chara robiła co robiła?

_________________
Gdzie mnie znajdziesz?


1. WOLNE 2. WOLNE 3. WOLNE 4. WOLNE 5. WOLNE
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Wingdings Gaster
Grafik
avatar

HP : 100
Poziom duszy : 1
Doświadczenie : 0
LOVE : 0
Liczba postów : 447
Join date : 01/01/2016
Skąd : BLEdzew

PisanieTemat: Re: Hol Osądu   Sro Sie 17, 2016 10:37 pm

Ta dłoń została pominięta. Jakby nie istniała. Wyciągnięta dłoń, która miała być tak prostym symbolem, że jest z nim. Że mu pomoże i nikt i nic nie może tego zmienić. Ale nawet jeśli... Nawet jeśli tego nie zauważył, nawet jeśli to pominął bo nie miał już sił, to nie zmieni działania naukowca, który pragnął teraz jedynie mu pomóc. W tej niekończącej się walce, która nie przynosiła niczego prócz cierpienia, która nie dawała żadnych profitów mogących zadowolić obie strony na tyle by dały sobie spokój. To była walka z wiatrakami, nikt nie mógł jej wygrać i to było pewne. Ale mimo to... Ten szaleniec chciał doprowadzić ją do końca. Do szczęśliwego końca, w którym nie będzie już tak rażących błędów i problemów. Do zakończenia, w którym nie będzie napisów pisanych krwią, gdzie nie zostanie jedynie opcja FIGHT. Gdzie wciąż będzie istnieć MERCY, którego nigdy nie raczył użyć.
Ale w tej sytuacji.. Wciąż nie był w stanie myśleć trzeźwo. Jego umysł zalewały wspomnienia, których nie chciał widzieć. Emocje, których nie chciał już nigdy więcej poczuć. Radość z krzywdy. Uśmiech, który pojawiał się na jego twarzy gdy widział morderstwo. Szalone spojrzenie i uciecha, kiedy to on mordował. Kiedy nie musiał mieć wyraźnego powodu by walczyć. Robił to bo to uwielbiał. Ranił bo to kochał. Zapominając o prawdziwym znaczeniu swojego istnienia, zapominając o tym, co tak na prawdę miał robić. Dopadło go szaleństwo, którego się pozbył, ale teraz... Znów wyłaniało się z ciemnych odmętów jego duszy, ta czarna dziura chcąca pochłonąć to, co niedawno udało mu się zdobyć.
- Gardzę takimi jak ty. - powtórzył jej słowa, odwracając się w jej kierunku. Srogie spojrzenie, niby niewzruszone i spokojne, ale płonące w nim przeciwne sobie barwy zdradzały nawet najmniejszą emocję, która się w nim kłębiła. - Takimi, którzy myślą, że masowy mord i bawienie się innymi to idealna zabawa. - czyż to nie śmieszne? Czyż sam tego nie robił? To on był tym, który szerzył ten rodzaj zabawy po tym jak Chara zniknęła ze świata.
- Dlatego brzydzę się samego siebie. - warknął, wyraźnie poddenerwowany. W rzeczywistości był bardziej bezsilny niż mogło się zdawać. Podatny na jej słowa jak nikt inny. Słaby.
- Twoje zniknięcie, mogłoby sprawić, że ten świat będzie chociaż odrobinę lepszy. - widząc lecące w jego kierunku fale uderzeniowe, nie wiedział co zrobić. Kości nie wytrzymają. Mimo to jak małe dziecko starające się uniknąć nieuniknionego, zakrył twarz krzyżując ramiona. Nieoczekiwanie dla niego, sekundę przed uderzeniem pojawił się Blaster. Pożyczony z arsenału Sansa, który w sumie ten arsenał miał od niego samego, ale szkielet nie musiał o tym wiedzieć. Twarda czaszka smoczej paszczy przyjęła na siebie ataki bez większego zadrapania, a naukowiec przesunął się o kilka metrów w tył przez siłę ciosu. Silna. Stanowczo za silna, ale w pewien sposób nie zrobiła mu zbyt dużej krzywdy.
Wtedy coś go uderzyło. Impuls, którego nie dało się ominąć. Sama KARMA dobierała się do jego kości przypominając o tym co zrobił. Wspomnienia znów zaczęły zalewać jego myśli, chwycił się za głowę, czując jak w środku pulsuje, jak jego własne czyny przypominają o sobie powodując ból z każdą, najmniejszą myślą.
W końcu zebrał się w sobie. Pstryknął w palce, zabierając swoje Blastery od Sansa, zostawiając mu tylko ten jeden, wzmacniający miecz.
- Pożyczę.. - mruknął bez wyrazu. - A na zastępstwo.. - jednym, sprawnym ruchem ręki dorobił mu kościste skrzydła, którymi będzie mógł z łatwością operować, nawet i lepiej niż z Blasterami, które zostały stworzone głównie do niszczenia. Smocze paszcze zajęły miejsce przy swoim właścicielu, otaczając go z każdej strony.
- Chara miała przyjaciela. Tylko nie była w stanie tego pojąć. Może nawet i nie chciała. - stwierdził, słysząc słowa Frisk. Kierował je oczywiście bezpośrednio w kierunku największego problemu tego miejsca. - Nie zależało ci na Asrielu? Będziesz tak zawsze mówić, prawda? Ale czy aby na pewno? Ani trochę nie bolało, gdy patrzyłaś jak się dla ciebie poświęca? Jak spełnia twoją ostatnią prośbę, by zobaczyć kwiaty z twojego rodzinnego domu? Jak ginie, wypełniając twoje życzenie.. Nawet ktoś taki jak ty.. Jak ja.. Wciąż ma serce. Wciąż może czuć, tylko to zagłusza. Żeby wyjść na tchórza. - wystrzelił w jej kierunku z wszystkich trzech Blasterów. Nie mógł się już powstrzymać. To było silniejsze od niego.

_________________




|| ? || ? || ? || ? || ? ||
KP | Bank
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sans
Obywatel
avatar

HP : 100
Poziom duszy : 18
Doświadczenie : 45
LOVE : 2
Liczba postów : 293
Join date : 02/01/2016
Age : 27
Skąd : Tomaszów Podziemiecki

PisanieTemat: Re: Hol Osądu   Sro Sie 17, 2016 11:40 pm

Sans poleciał do tyłu, uderzając głową o jedną ze ścian. Był zmęczony tą całą walką. A mimo to otrząsnął się i podniósł po raz kolejny. Chwiejnym krokiem podszedł do głównego "pola bitwy". Słuchał wypowiedzi Frisk i był już pewien, że to nie mogła być iluzja. Jej słowa były jak kojący dotyk, jak okład na rozpaloną głowę. To była ona. Przyjaciółka, która pomogła mu się podnieść, która słuchała jego wspaniałych/beznadziejnych sucharów. Była jedną z tych osób, do której można było się zawsze zwrócić, kiedy było źle. Każdy z potworów mówi najpierw, żeby zostawić go w spokoju, bo zrani drugą osobę. Sans był taki sam. Dopóki ktoś nie nauczył go, że nie wolno poddawać się najgorszym emocjom. Nigdy, przenigdy. Dlatego właśnie walczy. Bo to nie chodzi o szaleństwo. Tu chodzi o to, by to szaleństwo życia codziennego ukoić. Przecież tyle razy próbował wrócić do domu i sam nie raz popadał we frustrację. Niemalże zapomniał już, o tym, o czym miał pamiętać. Wtedy go tknęło. Wyciągnął komórkę i odpalił plik "pamętaj". Ten, którego rzekomo nie dało się otworzyć. Zdjęcie osób, których twarze były kiedyś tak znajome. Zacisnął mocniej rękę na aparacie, po czym wykręcił szybko numer do Toriel. Po pierwszym dzwonku jednak przestał. Nie, nie powie jej nic ckliwego. Inaczej musiałby zadzwonić do całej reszty.
Miecz zaszczękał radośnie. Gaster podarował mu skrzydła. Jego znienawidzony ojciec. Chciał, by jego syn stał u jego boku i walczył.
Karma uderzyła zarówno jego jak i Gastera. Poczuł, jak jego niebieskie serce zwalnia rytm, a po chwili uderza o wiele mocniej niż należy. Omal nie upadł znów na kolana. Splunął czymś, co wydawało się być krwią. Zawirowało mu się w głowie, ale utrzymał się. Masywne skrzydła pozwoliły mu na stabilizację. Był w połowie drogi do szaleństwa i w połowie do prawdziwej śmierci w tym uniwersum. Przekrwionymi oczodołami popatrzył na zdeterminowanego ojca, który też ledwo trzymał się w ryzach.
- Nadal nie wiem kim jesteś tak naprawdę, ani jaką osobowość teraz przyjąłeś, ale dla Frisk zrobię wszystko...dla Toriel..dla Undyne.... walczmy ojcze. Pokaż mi, że nie zwariowałeś do reszty! Dodałeś mi skrzydeł do walki, więc nie każ mi się ulatniać z pola bitwy. Przechowałem dla ciebie blastery. Tęskno im do swojego pana. Zrób z nich jakiś dobry użytek i bądź choć raz tatą z krwi i kości...albo z samych kości.
Znów ustawił energetyczny miecz w pozycji obronnej. Czekał jednak na to co zrobi Frisk. Może jednak obędzie się bez walki?
- Chwila...chwila, ojcze nic nie rób...to chyba można rozwiązać...
Ale było już za późno. Gaster bijąc się z myślami wypalił potrójną wiązkę. Bladobiały promień pomknął ku Charze. Frisk była przecież o wiele blizej tego. Sans popędził jej na ratunek na swoich nowych skrzydłach.
- Friiisk! Odsuń się! - krzyknął, teleportując się i chwytając dziewczynę w ramiona. Ale czy zdążył uniknąć strzału?

_________________

SESJE AKTYWNE:
|| Gorące Źródełko <3 || Biblioteka Królewska
SESJE PROWADZONE:
Quest Chici || Przygoda Psychopaty || Przygoda Alphys/Vincent
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Frisk
Zakorzeniony
avatar

HP : 100
Poziom duszy : 1
Doświadczenie : 0
LOVE : 0
Liczba postów : 900
Join date : 06/01/2016
Age : 11
Skąd : Powierzchnia

PisanieTemat: Re: Hol Osądu   Czw Sie 18, 2016 12:08 am

https://www.youtube.com/watch?v=V8-7n4aG3ns[/size]



-Chara? Nie tęsknisz czasem do powierzchni?
Asriel przysiadł obok przybranej siostry. Nie lubił tych chwil, gdy dziewczyna uciekała posiedzieć w samotności. Czuł, że coś zrobił nie tak i chciała od niego ucieknąć.
-Nie lubię tego miejsca. Nie mam tam nikogo.
-Jest tyle ludzi, na pewno przesadzasz.
-Nie lubię ludzi.
Asriel tylko się skrzywił i poklepał dziewczynkę łapką po głowie.
-Nie mów tak. Chociaż może to i lepiej? Dzięki temu zostaniesz tutaj ze mną.
Chara spuściła głowę wlepiając wzrok w swoje buty. Tak bardzo poczuła się pusta.
-Tutaj też nikogo nie mam.
-Ch-Chara! -Twarz księcia wygięła się w grymasie -Masz tatę, mamę... No i mnie! Twojego najlepszego przyjaciela!




Czuła jak chłodny wiatr owiewa jej twarz. Było tak pusto. Fizycznie nie była sama, czuwał nad nią przybrany brat. W głębi serca czuła się jednak tak, jakby w promieniu tysięcy kilometrów od niej nie było żadnej żywej duszy. Więc tak wygląda koniec?
Wpatrywała się w nieboskłon. A może to dalej była jaskinia? Obraz był tak niewyraźny..
Asriel.
Stał obok niej, jak jakiś idiota. Miała o nim straszne myśli, pełne jadu i zła. A podobno byli najlepszymi przyjaciółmi. Dlaczego więc chciała aby zginął? Dlaczego przyprowadziła go na pewną śmierć?


https://www.youtube.com/watch?v=VC11nW96s3Q


Te przebłyski.. Chwilowa głupota. Nie, Frisk nie powinna na nią wpływać. To przecież była JEJ marionetka. Zwaliła winę za ten chwilowy przejaw "beznadziejnego sentymentu" na zgliczowaną czasoprzestrzeń wokół nich. Po zniszczeniu przycisku RESETU wszystko wariowało, więc czemu nie miałyby też powracać bezsensowne w jej mniemaniu "ludzkie" wspomnienia?

Jesteście żałośni.

Z obrzydzeniem spojrzała na Frisk. Cała jej nienawiść przelewała się teraz na nią. Zamachnęła się w jej stronę patykiem wykonując cięcie.
-ZOSTAW. TEN. PRZYCISK. -Nie czekając ani chwili podbiegła w jej stronę kilka razy posyłając fale uderzeniowe na Frisk. -Myślisz, że coś zdziałasz swoim głupim zachowaniem? Głupia, głupia, głupia.
Nie zauważyła nawet, że Gaster odebrał co jego w zamian podarowując Sansowi skrzydlany atrybut. W tej chwili liczyła się tylko Frisk.
-Głupia idiotka, słyszysz!? Tak samo głupia i nieudolna co Asriel. On NIE BYŁ MOIM PRZYJACIELEM. NIKT NIE BYŁ I NIKT NIGDY NIE BĘDZIE.
Zostawiła na chwilę patyk, użyła tym razem lewej ręki i bez ceregieli spoliczkowała dziewczynę.
-Przyjaźń jest żałosna. Twoi przyjaciele mordowali. Sans zabił WŁASNEGO OJCA. Zranił jego, SWOJEGO BRATA i siebie. POPADŁ W SZALEŃSTWO. ZABIJAŁ CIEBIE. MILIONY RAZY W RÓŻNYCH LINIACH CZASOWYCH. SETKĘ RAZY TERAZ. NIGDY NIE POMÓGŁ, ZAWSZE MORDOWAŁ TYLKO CIEBIE. ILE RAZY GINĘŁAŚ Z RĄK FLOWEYA? ASRIELA? POMÓGŁ CI? NIGDY. ZOSTAWIAŁ W POTRZEBIE WŁASNĄ PRZYJACIÓŁKĘ.
Chara zdawała się wpaść w czyste szaleństwo. Jej fizyczna forma momentami błyskała i traciła na ułamk sekund swój w miarę przyjazny dziewczęcy kształt.
-Gaster? PRZYJACIEL? ZAMORDOWAŁ TWOJĄ MATKĘ. Toriel próbowała być dobra, próbowała mu pomóc.... Zawsze była "pacyfistyczna". A on ją ZAMORDOWAŁ. Z czystej PRZYJEMNOŚCI. Ale sobie PRZYJACIÓŁ wybrałaś.
Spojrzała za ramię na Sansa i Gastera. Wiedziała, że jej słowa skierowane do Frisk i w nich uderzą. Była w końcu ich sędziną, kierowała KARMĄ, która spoczywała na ich barka.
-Chcesz ich grzechy odkupić? -Powróciła do normalnego tonu. Tym razem nie patrzyła się jednak na Frisk, a na oba szkielety, posyłając w międzyczasie w ich stronę kilka fali ataku z patyka -...chwyć więc w ręce mój nóż i pokaż jak bardzo chcesz ich uwolnić od MOJEGO OSĄDU.
Zostawiła już dziewczynę, zajęła się Gasterem, którego atakowała kilkoma seriami pod rząd, trochę nazbyt chaotycznie, na dziko, zbyt opanowana szaleństwem. Cóż, większość leciała w zupełnie innym kierunku niż był sam Gaster, jednak tak naprawdę skrzywdzenie go było sprawą drugorzędną. Ważniejsza była zabawa słowami i siłami, których nie można było dostrzec.
-Asriel był nikim innym jak głupcem. -Na chwile wstrzymała swe ataki. Przystanęła głupkowato śmiejąc się w stronę Gastera. -Choć i ta traktowałam go o wiele lepiej niż ty swoją rodzinę.
Przelotnie spojrzała na Sansa wsłuchując się też i w jego słowa. Przymknęła oczy i wybuchła intensywnym głośnym śmiechem szaleńca.
-WY. WY MÓWICIE O INNYCH? O PRZYJAŹNI? MIŁOŚCI? ZABIJALIŚCIE. WASZE LOVE JEST WYSOKIE. WASZ MURDER LEVEL MNIE TU PRZYWOŁAŁ. WY SPROWADZILIŚCIE MNIE DO TEGO ŚWIATA.
Odwróciła się ponownie w stronę Frisk, jakby chciała ją przestraszyć swoim wyglądem.
-3 LOVE. 2 LOVE. Kiedyś było więcej, prawda? LOVE można oszukać, MURDER LEVEL nie. Łącznie wyszło 16. Tyle za każdym razem wystarczyło Frisk aby los przywołał jej walkę z Sansem. TYLE TERAZ STARCZYŁO ABY MNIE TU SPROWADZIĆ.
Błysnęło jasne światło. Oberwała z blasterów ginąc tym samym na miejscu. Czerwone serce uniosło się do góry.

BUT IT REFUSED




Chara: 96% determinacji 0% HP

CHARA UŻYWA DETERMINACJI

Chara:: 90% determinacji 100% HP





Coś tym razem się zmieniło. Było to widać - serce nie złączyło się ponownie tak szybko jak poprzednim razem.
-Głupcy.




KARMA
(-x DETERMINACJI/TURĘ -x HP/TURĘ + ZAŁAMANIA PSYCHICZNEGO/TURĘ)

HATE
(losowo +x/tura)


Zmniejszone ograniczenie ataku blue do 2 postów.
Zwiększona zwinność
Możliwe błędy w czasoprzestrzeni
Losowo ataki mogą mieć mniejszą lub większą moc
Odblokowana możliwość użycia gasterów
Tymczasowo wyłączona możliwość zmiany lokacji
Frisk posiada w ekwipunku przedmiot: Real Knife
Odblokowane wszystkie zdolności Gastera


Chara: 90% determinacji 100% HP 96% HATE
Sans: 42% determinacji 51% załamania psychicznego (-10 DETERMINACJI + 3 ZAŁAMANIA PSYCHICZNEGO)
(Wartość ZAŁAMANIA PSYCHICZNEGO >50 - zaczynają się realne omamy-koszmary, szybciej spada determinacja, ciężej rozpoznać co jest fikcją. Wartość DETERMINACJI <50% - niektóre ataki mogą być słabsze. Postać zaczyna powątpiewać w swoją dobrą stronę.)
Frisk: 100% determinacji 85% HP 0,5% HATE (-15 HP) (+ 0,5 HATE od dotknięcia Chary)
Gaster: 95% HP 35% załamania psychicznego ( +15 ZAŁAMANIA PSYCHICZNEGO)





Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Hazel
Obywatel
avatar

HP : 100
Poziom duszy : 1
Doświadczenie : 0
LOVE : 1
Liczba postów : 258
Join date : 16/12/2015
Age : 16
Skąd : Miasto Chytrej Baby

PisanieTemat: Re: Hol Osądu   Czw Sie 18, 2016 12:40 am

Chara ją spoliczkowała. Nie tego się spodziewała. Ale czy ją to ruszyło? Oczywiście, że nie. Posłała jej tylko cierpliwy uśmiech, niczym wyrozumiała matka, której dziecko się właśnie zbuntowało
- Może i mordowali innych. Może i nawet mordowali mnie. Ale nie mam im tego za złe. Na tym właśnie polega prawdziwa przyjaźń. Kocham ich bezwarunkowo. Nie ma znaczenia dla mnie to, co zrobili innym, lub mnie. Oczywiście gdyby zrobili to sobie nawzajem... zapewne spróbowałabym jakoś pomóc im rozwiązać ten konflikt - powiedziała uśmiechając się szerzej - Chara... Jestem gotowa wybaczyć ci to, co zrobiłaś innym. Naprawdę. Jaki według ciebie ta ścieżka ma sens? Co da ci zabijanie innych? Poza tym... Nie przeszłość się liczy. Nie przyszłość. Tylko to, co jest tu i teraz. W chwili obecnej to ty jesteś tą, która próbuje zrobić krzywdę innym. Oni się tylko bronią - powiedziała spoglądając na Sansa i Gastera. Zmarszczyła nieco brwi, gdy Chara powiedziała o osądzie
- Osąd, powiadasz? Ach, no tak. Wiesz... zapamiętałam stamtąd jedno szczególne zdanie... - mówiąc to opuściła głowę i uśmiechnęła się

Do you think even the worst person can change?


Po tych słowach znów podniosła głowę z uśmiechem. Co prawda te słowa wypowiadał Sans w innych liniach czasu, ale... Tutaj jak najbardziej pasowały. Wypowiedziała je też nadzwyczaj łagodnie
- Co powiesz na to, Chara? Zmienisz się i zostaniemy przyjaciółmi? - po tych słowach wyciągnęła do niej ręce, ale nie na długo, ponieważ usłyszała strzał Blasterów i została odepchnięta przez Sansa. A mogło być tak pięknie!
- Możecie chwilę przystopować z atakami? Proszę... - powiedziała to - o dziwo nie zdenerwowanym, a błagalnym tonem. Naprawdę nie chciała dla Chary źle. Chciała tylko, by wyszła z cienia i wyciągnęła rękę w stronę światła...

_________________
Gdzie mnie znajdziesz?


1. WOLNE 2. WOLNE 3. WOLNE 4. WOLNE 5. WOLNE
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Wingdings Gaster
Grafik
avatar

HP : 100
Poziom duszy : 1
Doświadczenie : 0
LOVE : 0
Liczba postów : 447
Join date : 01/01/2016
Skąd : BLEdzew

PisanieTemat: Re: Hol Osądu   Czw Sie 18, 2016 1:12 am

Stał jak wryty słysząc te słowa. Słowa, których w życiu nie spodziewał się usłyszeć. Nie od Sansa. Nie w takim momencie, nie po tym wszystkim co zrobił. Eksperymentował na potworach jak na szczurach laboratoryjnych, wszyscy byli dla niego królikami doświadczalnymi, z którymi robił co tylko zechciał i jak zechciał, bez skrupułów i zmiłuj, kryjąc się za maską miłego i troskliwego ojczulka, który w rzeczywistości z syna zrobił swoje największe osiągnięcie naukowe w dziedzinie biologii. Który nigdy nie pytał innych o zdanie, a robił swoje ignorując wszystkich. Mordował, nie zwracając uwagi, potwór, człowiek, bezduszny, amalgamat... Członek rodziny, przyjaciel. Jakie to miało znaczenie, kiedy można było ich wszystkich z taką samą łatwością zabić? Z taką samą łatwością pozbawić kończyn, krwi, złamać kości, patrzeć na wnętrzności nie mogące pozostać na swoim wnętrzu. Po co miał się starać, skoro lepiej było mieć krew na rękach? Nie zdążył za to wszystko ani razu przeprosić. Nikogo innego prócz Ren, która jako jedyna była w stanie go zmienić. Naprostować.
A teraz... Usłyszał te słowa od syna, od którego nigdy nie spodziewał się usłyszeć czegoś podobnego.
- Teraz.. - zaczął, starając się brzmieć jakkolwiek poważnie, ale głos mu się łamał. - Teraz.. Jestem po prostu sobą. Nie mordercą. Nie kłamcą. Nie koszmarem. Sobą, którego nigdy nie mogłeś poznać. - mówił, a w jego głosie brakowało jakiejkolwiek wyraźnej barwy, jakby bał się, że jeśli wprowadzi jakieś emocje, stanie się coś czego nie chce. Tak pewnie mogłoby być w rzeczywistości. Zawsze rządziły nim emocje i żądze. Lepiej trzymać się od nich z dala, ale teraz, kiedy odzyskał duszę, to dość trudne. Szczególnie, kiedy zastanawiałeś się kiedy ostatnim razem szczerze powiedział do ciebie "ojcze", bez uszczypliwości, bez szyderstwa i kpiny w głosie.
- Racja. - stwierdził stanowczo spoglądając na Charę. - Zabiłem Toriel. Wiele razy mogłem zabić Sansa, ale zrobiłem coś nawet i gorszego.. Nie bałem się odebrać życia na oczach własnej żony. Tak.. Może i traktowałaś Asriela lepiej niż ja własną rodzinę. Ale czy kiedykolwiek go kochałaś? Czy kiedykolwiek czułaś ten ból wiedząc, że robisz źle, ale nie możesz przestać? - głos znów zaczął mu się łamać. Walczył z samym sobą, nie mogąc powstrzymać łez. Te wszystkie emocje, które krążyły w jego wnętrzu usilnie szukały drogi wyjścia, za każdym razem. Wszystko to co nagromadziło się przez wiele lat bycia bezdusznym teraz chciało o sobie przypomnieć, w najgorszych możliwych momentach.
- Nigdy nie chciałaś się zmienić. Nigdy nie byłaś dobra. Zawsze byłaś zła, od samego początku. Nie wiesz jak to jest, zboczyć na złą ścieżkę. Nigdy nie zrozumiesz jak to jest cierpieć przez popełniane błędy, aż w końcu niczego nie czujesz. - zacisnął dłoń. Nawet nie zauważył kiedy pojawiła się w niej zaostrzona kość, którą z łatwością mógłby zadać kolejny cios. Tak bardzo tego pragnął... Tak bardzo chciał. Wciąż kochał to uczucie, wciąż kochał krzywdzić innych. Trudno się od tego powstrzymać, ale stał tak patrząc na nią. Czując jak wszystkie błędy jego marnego życia wypełzają na jego własne plecy, jak wspinają się po karku, jak wpełzają w umysł mącąc i dręcząc.
Po tym strzale stał nieruchomo. Nie chciał tego, to było jak odruch. Wystrzelił w to dziecko, zabijając je od razu. Zadał obrażenia, których nie powinien zadawać. Rozbił tą małą duszę na pół, tylko po to by zaznała chwilowego cierpienia i znów stała się jednym. Cieszył się, ale z drugiej strony był zły na siebie. Wiedział jednak, że jeśli tak dalej pójdzie.. Ona już nie wróci, prawda? Nieważne kogo czy co trafi.. Ważne by ucierpiała Chara, tak?
Gdyby nie Sans promień Blastera jak nic uderzyłby również we Frisk.
Ciosy Chary były niczym. Smoczy łeb zatrzymywał je wszystkie z łatwością, tak jak nóż przecinał masło. Strzały promieniem były jednak zbyt niebezpieczne. Obrócił w dłoni kość, która miała być tą bronią. Za mała. Bez zasięgu. Czemu nie zrobić tego co Sans? To nie było trudne, zrobić sobie broń z kości. To co udało mu się stworzyć było wręcz idealne dla kogoś kto odbierał życia z taką przyjemnością. Kosa. Nie byle jaka! Hoho! Z podobnym do Sansa energetycznym ostrzem, bo Blastery okazały się być dobre i do tego. Teleportował się zaraz obok syna. Widząc jego stan nie mógł zostawić go samego. Nawet jeśli nie był w stanie mu teraz pomóc, nie mógł go zostawić. Wciąż gotów by zaatakować Chare jeśli ta postanowi coś zrobić, wciąż gotów blokować ciosy jeśli to ona zaatakuje.
- Sans, proszę trzymaj się. Nie wiem co robiła wcześniej, co ci pokazywała, nie wierz w ani jedno jej słowo. Ani jedną rzecz, którą ci pokazała. - położył dłoń na jego ramieniu, dość niepewnie, zawahał się nawet, ale w końcu to zrobił. - Nie poddawaj się, tak jak ja wiele lat temu.. Bądź silny..

_________________




|| ? || ? || ? || ? || ? ||
KP | Bank
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sans
Obywatel
avatar

HP : 100
Poziom duszy : 18
Doświadczenie : 45
LOVE : 2
Liczba postów : 293
Join date : 02/01/2016
Age : 27
Skąd : Tomaszów Podziemiecki

PisanieTemat: Re: Hol Osądu   Czw Sie 18, 2016 1:41 am

Okropny, przeszywający ból śródczaszki nasilił się jeszcze bardziej. Sans miał wrażenie, jakby ktoś jeździł smyczkiem skrzypiec, wygrywając wciąż tą jedną, kłującą nutę. Tak jakby ktoś pazurami przejeżdżał po tablicy. Wszystko dookoła zrobiło się nieco ciemniejsze, przyćmione. Jakieś szepty znikąd dochodziły jego usznych kosteczek. Świat wirował. Spojrzał na Frisk, którą uratował, rzucając się do przodu. Patrzyła na niego i Gastera błagalnym tonem. Przez sekundę coś mu mignęło. Twarz Floweya? Niee, to nie mógł być on. Znów usłyszał łomot swojego niebieskiego serca. Te całe szepty, szum, pomruki, niczym walące się lodowce. Wstał na równe nogi, ale ręka drgała mu niemiłosiernie. Trzymał ją opartą o rękojeść miecza, ale chyba już nie czuł się tak dobrze, jak jeszcze parę chwil temu. Blasterowa wiązka osłabła.
- F-Frisk? Jesteś c-cała? - zapytał, ale głos mu drgał. Nie wiedział, czy ma zapalić niebieskie światło w oku czy nie. Wpatrywał się przez dłuższą chwilę w podłoże nie wiedząc gdzie do końca się znajduje. Wszystko działo się jakby w zwolnionym tempie. Słowa dziewczyny rozmawiającej ze swoją demoniczną bliźniaczką niknęły gdzieś w tle, niosąc się donośnym echem, które coraz to mocniej działało na Sansa w drażniący sposób. To na pewno była ona? Czy uratowanie jej w ogóle coś zmieniło? To nie miało tak bardzo sensu.
- Nie poddawaj się, tak jak ja wiele lat temu.. Bądź silny.. - usłyszał od Gastera, który położył mu rękę na ramieniu. Spojrzał na niego, otwierając usta w zdumieniu. To na pewno był on? Ta wielka kosa, którą trzymał... czy on ją przygotowywał dla niego? Gzieś za plecami ojca, w tle przemknął jakiś duszek, szepcący "zabije cię.... on cię zamorduuje...". Świat stawał się zgliczowany. Sans potrząsnął głową, próbując przywrócić się do poprzedniego stanu. Popatrzył na swe ręce. Też jakby zaczynały się niszczyć. Co mówiła wcześniej Chara? "Popadasz w ruinę"? Tak, to by się zgadzało. Sans usiadł na ziemi, kiedy kolejne zbyt potężne uderzenie karmy wstrząsnęło jego sercem. Gaster chyba próbował go utrzymać w ramionach, ale nie dał rady. Sans usiadł, chcąc ukryć twarz w dłoniach. I po co mu to było. Teraz umierał i nic już tego nie mogło zmienić. Życie nie miało najmniejszego sensu...
Z kieszeni wyleciała mu komórka, która wciąż jeszcze otwarta była na wspomnianym wcześniej pliku. Gaster to zauważył i podniósł ją, podając aparat Sansowi. Chyba nawet jakoś na to zareagował, ale do szkieleta docierały strzępki informacji. Wszystko nadal funkcjonowało na spowolnieniu trzykrotnym.
Krępy wojownik popatrzył na zdjęcie. Te twarze, te sylwetki....tak...TAK. Teraz pamiętał. Wiedział po co walczy. To przecież był on, a obok jego ojciec, i matka i jeszcze ktoś. Halucynacje sprawiły, że Sans dojrzał tam zatroskaną Toriel, tulącą Asriela; silną Undyne, trzymającą pod pachę nieco zmieszaną Alphys. I Frisk tam była, wystawiająca dwie ręce w geście wiktorii. I Asgore nawet się zmieścił w kadrze. I puszkowata wersja Mettatona też łypała od dołu. Gdzieś tam jeszcze nad nimi zęby szczerzył Papyrus.
Tak, to o nich walczył cały ten czas.
Dostrzegł wreszcie siebie. Zaiksowanego krwistoczerwonym mazakiem.
Uderzył ostrzem miecza o podłogę. To wbiło isę z łoskotem w pozostałości po płytkach. Wstał niemal natychmiast na równe nogi. Zamknął aplikację, schował telefon do kieszeni. Jego oczy rozbłysły niebieskim blaskiem z nutką tęczowości, podobnież miecz.
- Frisk, daj mi ją na momencik. Nie zabiję jej....jeszcze...moze tylko troszkę uszkodzę.
Posłał poziomy sztych w stronę zaskoczonej Chary. Z czubka ostrza wystrzeliła niebieska fala, która podążyła za oponentką gdziekolwiek by się nie udała. Blasterowy laser dopadł ją, ale nie spopielił jej. Tylko pochwycił w niebieską moc.
- Jest cała twoja! Przytrzymam ją przez jakiś czas. Rób co do ciebie należy!

_________________

SESJE AKTYWNE:
|| Gorące Źródełko <3 || Biblioteka Królewska
SESJE PROWADZONE:
Quest Chici || Przygoda Psychopaty || Przygoda Alphys/Vincent
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Frisk
Zakorzeniony
avatar

HP : 100
Poziom duszy : 1
Doświadczenie : 0
LOVE : 0
Liczba postów : 900
Join date : 06/01/2016
Age : 11
Skąd : Powierzchnia

PisanieTemat: Re: Hol Osądu   Czw Sie 18, 2016 3:19 am

Przed oczami ponownie mignęła jej uśmiechnięta twarz Asriela. Gdzieś zza jego pyszczka wydobywał się głos Frisk, która najwyraźniej do niej przemawiała. Chciała ją ocalić? Zmienić? Naprawić? Patetycznie. Zacisnęła mocniej piąstkę na patyku. Wspomnienie twarzy Asriela zalała ciemność, a dziecięce oczy znów zabłysły na czerwono.
Nigdy nie byłaś jego przyjaciółką. NIGDY.
Usłyszała te specjalne słowa Frisk. Te, które docierały jej uszu tak wiele razy gdy przejmowała jej ciało i walczyła z Sansem pod koniec swojej morderczej ścieżki. Nie uznawała jednak żeby te słowa były skierowane do niej.
-Naprawdę przytaczasz cokolwiek co związane jest z twoją klęską?
Prychnęła potrząsając głową. Burza ciemnobrązowych kłaczków pozlepianych w wielu miejscach świeżą krwią przybrała tylko jeszcze większy nieład.
-Ty wykonywałaś moje polecenia, zabijałaś każdego, kogo spotkaliśmy.. Uśmierciłaś swoją matkę, Papyrusa, Undyne, Mettatona, wszystkich strażników, Sansa, ojca, Floweya.. Nie, Asriela schowanego pod Floweyem. Oddawałaś mi swoją duszę, niszczyłaś świat, próbowałaś cofnąć linię czasową, próbowałaś ją wymazać, próbowałaś każdego sposobu aby usunąć mnie z tego świata. A potem próbowałaś wszystko naprawić. I nie pamiętasz jak to się kończyło? Jak wyglądało to "szczęśliwe zakończenie" po każdej drodze którą razem przeszłyśmy? Twoim celem powinno być USUNIĘCIE mnie z tego świata raz na zawsze, nie ZAPRZYJAŹNIANIE się ze mną!
Uciekła wzrokiem na bok i splunęła na podłogę. Powoli zaczynało ją to wszystko nużyć. Mordka Asriela znów wróciła przed jej oczy. W myślach przeklnęła i machnęła sobie przed twarzą aby rozproszyć wizję.
-Gdy nie udawało ci się mnie usunąć to żyłaś ze mną. Byłaś dobra, robiłaś swoje pacyfistyczne zabawy. A ja i tak na końcu zwyciężałam, nawet jeśli wszyscy żyli już szczęśliwie na powierzchni.
Znów spojrzała na Gastera i Sansa. Patetycznie, rodzinka w komplecie. Ciekawe na jak długo. Ten drugi zaczął już wariować. I dobrze. Pierwszego też dopadnie.
-Szczęśliwe zakończenie, co? Sans żyjący w ciągłym lęku kiedy znów wciśniesz RESET. Ja żyjąca w Tobie bądź ja kierująca Tobą. Asriel na zawsze pochowany w kwiecistej jaskini. -Pokręciła głową -Sans jest głupcem, wybaczał ci. Ale ja? Asriel? Opuszczałaś nas. Zawodziłaś nas. Miałaś swoje szczęśliwe zakończenie, beze mnie i bez Asriela. Jak śmiesz po tym próbować być naszą przyjaciółką? Zostawiłaś nas. Taka była twoja decyzja, gdy kierowałaś czasem. Teraz ja posiadłam twoją moc, więc przestań gadać bzdury i dostosuj się tak JAK KAZAŁAŚ ASRIELOWI DOSTOSOWAĆ SIĘ DO TWOJEGO SZCZĘŚCIA. OPUŚCIŁAŚ NAS, WIĘC TERAZ SKOŃCZ GLĘDZIĆ IDIOTKO BO BĘDĘ CIĘ MORDOWAĆ TAK BRUTALNIE, ŻE BĘDZIESZ PŁAKAĆ I PROSIĆ ABY MOJE MIEJSCE ZAJĄŁ FLOWEY, KTÓRY KAZAŁ W KÓŁKO PRZEŻYWAĆ CI TWOJĄ WŁASNĄ ŚMIERĆ. CIESZ SIĘ SWOIM ŻYCIEM IDIOTKO. CIESZ SIĘ SWOJĄ DETERMINACJĄ IDIOTKO. CIESZ SIĘ SWOIMI IDIOTYCZNYMI PRZYJACIÓŁMI IDIOTKO. CIESZ SIĘ SWOIM IDIOTYCZNYM SZCZĘŚLIWYM ZAKOŃCZENIEM IDIOTKO. ALE POTEM NIE PRZYŁAŹ DO MNIE I ASRIELA ZE SWOIMI IDIOTYCZNIE OTWARTYMI RAMIONAMI I IDIOTYCZNYMI PROPOZYCJAMI PRZYJAŹNI. NIENAWIDZĘ CIĘ. NIENAWIDZIMY CIĘ. W GŁĘBI SERCA NIENAWIDZIMY CIĘ. IDIOTKA. IDIOTKA IDIOTKA IDIOTKA. ZGIŃ. ZAPŁACZ SIĘ. WMAWIAJ WSZYSTKIM, ŻE JESTEŚ DOBRA. WMAWIAJ ŚWIATU, ŻE DA SIE WSZYSTKO ROZWIĄZAĆ PACYFISTYCZNIE. ALE ODE MNIE I ASRIELA SIĘ ODCZEP, ZOSTAW NAS TAK JAK ZOSTAWIŁAŚ NAS MILIONY RAZY. GŁUPIA IDIOTKA.
Wyrzucała słowa szybko, aczkolwiek na tyle wyraźnie aby dało się wszystko zrozumieć. Popadła w czyste szaleństwo, przynajmniej na tą chwilę. A może to była jej prawdziwa natura? Teleportowała się na chwilę, wylądowawszy przed Gasterem i Sansem. Z radością oglądała szaleństwo tego drugiego, cieszyła się każdym załamaniem, które przeżywał. Wygrywała.
-Tak smakują grzechy. A wystarczyłoby, żebyście zabijali mniej istotnych, szaraczków podziemia. Wystarczyłoby, żebyście zwinniej lawirowali w swoich mordercach. I bym tutaj nie stała. -Spojrzała przelotnie na Frisk -Tak jak samym zamordowaniem wszystkich prócz przyjaciół nie wywołałaby ona Sansa. -Wróciła do szkieletów -Choćby jedno oszczędzone życie, a los nie zrzuciłby wam na głowę WASZEGO NAJWIĘKSZEGO KOSZMARU. Oh, zabrzmiało tak, jakbym przekonywała was do kroczenia drogą pacyfizmu, haha.
Z podziwem pokiwała na widok nowej broni Gastera. Nawet przekrzywiła głowę aby lepiej się przyjrzeć. Jej fanatyczny uśmiech i wzrok sprawiał, że zdawała się wyglądać jak dziecko, które właśnie ogląda coś niezwykle fascynującego. Niestety, to było tylko czyste szaleństwo.
-Jeden używa kosy śmierci, drugi skrzydeł boga władającego królestwem zmarłych. Uroczy jesteście. -W tej chwili przydałaby się jej iluzja ze skrzydeł na witrażach. Niestety, do okna było daleko, musiała wystarczyć aura HATE jaka się od niej wydzielała -...Wiecie, że na powierzchni przedstawiają śmierć jako szkieleta? Frisk pewnie potwierdzi. Niestety ja mam dla was złą informację. Dzisiaj moja rola aby pełnić funckję boga.
Widząc pędzący ku niej laser teleportowała się kilka razy próbując przed nim uciec.
-Wy głupcy.
Pojawiła się nad głowami całej trójki.
-Naprawdę chcecie się tak bawić?
Przystanęła na podłodze na lewą stronę od przeciwników.
-Nie wiecie, że im bardziej mnie irytujecie...
Czerwone oczy zabłysły już przed ich twarzami, mniej-więcej na wysokości Frisk, jakby była jej odbiciem lustrzanym.
-...tym bardziej działa na was mój HATE?
Ostatni teleport, tym razem znajdowała się tam gdzie powinna, przy witrażu na oknie z runą delty. Ah ta piękna symbolika.
-TYM BARDZIEJ MOJA KARMA WAS NISZCZY.
Oberwała wiązką Sansa. Wpierw jej dusza przybrała kolor niebieski, a następnie zabarwił się naszyjnik, który obijał się o jej piersi. Serce na łańcuszku, prawdopodobnie na jakiś kluczyk.
-PRÓBUJCIE. ZWIĄZANA, BITA I MORDOWANA JA NADAL BĘDĘ WAS DRĘCZYĆ.
Choć jej serce błyszczało intensywnym niebieskim to ciało i patyk zdawało się posiadać ciemną, ledwo widoczną w tej atmosferze aurę.
-Zasiałam w was KARMĘ która żywi się waszym LOVE. Osądza wasze uczynki i stoi na straży porządku. Zasiałam w was HATE, który żywi się determinacją, podatnością na manipulację.. wchodzi do serca i zmienia na swoją korzyść. Możecie mnie więzić ale to już w was siedzi.


A strange light fills the room.
Twilligt is shining through the window.
It seems your journey is finally over.
You're filled with DETERMINA...
KARMA AND HATE1






KARMA
(-x DETERMINACJI/TURĘ -x HP/TURĘ + ZAŁAMANIA PSYCHICZNEGO/TURĘ)

HATE
(losowo +x/tura)


Zmniejszone ograniczenie ataku blue do 2 postów.
Zwiększona zwinność
Możliwe błędy w czasoprzestrzeni
Losowo ataki mogą mieć mniejszą lub większą moc
Odblokowana możliwość użycia gasterów
Tymczasowo wyłączona możliwość zmiany lokacji
Frisk posiada w ekwipunku przedmiot: Real Knife
Odblokowane wszystkie zdolności Gastera
+ Losowo przed oczami pojawiające się wspomnienia złych czynów (a w przypadku Chary - wizje Asriela, w przypadku Frisk - wizje z Ludobójczej Ścieżki)
[tak, sami sobie wybieracie kiedy i co dokładnie się wam pojawi, min. 1 wspomnienie na post]


Chara: 87% determinacji 65% HP 90% HATE (-35 HP)
Sans: 30% determinacji 60% załamania psychicznego (-12 DETERMINACJI + 9 ZAŁAMANIA PSYCHICZNEGO)
(Wartość ZAŁAMANIA PSYCHICZNEGO >50 - zaczynają się realne omamy-koszmary, szybciej spada determinacja, ciężej rozpoznać co jest fikcją. Wartość DETERMINACJI <50% - niektóre ataki mogą być słabsze. Postać zaczyna powątpiewać w swoją dobrą stronę.)
Frisk: 100% determinacji 80% HP 1,5% HATE (15 HP) (+ 1 HATE)
Gaster: 95% HP 49% załamania psychicznego ( +14 ZAŁAMANIA PSYCHICZNEGO)




1Dziwne światło wypełnia pokój.
Zmierzch wpada przez okno.
Wygląda na to że twoja/wasza droga dobiegła końca.
Wypełnia cię/was DETERMINA
KARMA i NIENAWIŚĆ

~ Parafraza słów Asgora.
Droga w znaczeniu Chary symbolizuje ścieżkę mordercy którą podążano w przypadku Gastera, odnosi się do momentu w którym zatrzymywano Frisk na genocide na osąd w przypadku Sansa i każdej z podroży Frisk jaką przebyła ona w Podziemiu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Hazel
Obywatel
avatar

HP : 100
Poziom duszy : 1
Doświadczenie : 0
LOVE : 1
Liczba postów : 258
Join date : 16/12/2015
Age : 16
Skąd : Miasto Chytrej Baby

PisanieTemat: Re: Hol Osądu   Czw Sie 18, 2016 10:05 am

Mocno zaniepokoiło ją to, co właśnie działo się z Sansem. Widziała, że to już dla niego za dużo. Podeszła do niego ostrożnie i przykucnęła
- Sans... pamiętaj, że jesteśmy tu z tobą... nawet jeśli nie ciałem, to duszą - powiedziała do niego próbując go delikatnie przytulić. Następnie wstała i wysłuchała Chary. Asriel jej nienawidzi? Coś takiego
- Myślisz, że Asriel mnie nienawidzi? To akurat ciekawe, bo tak się składa, że dopiero widziałam go w Ruinach. Nie wyglądało na to, żeby miał mi coś za złe. Wręcz przeciwnie - ucieszył się, że mnie zobaczył. A żeby rozwiać twoje wątpliwości - pamięta wszystkie linie czasowe i wszystko z bycia kwiatkiem. Sam mi o tym mówił - w tym momencie przed oczami miała wizję z Genocide - kiedy to tak okrutnie zabiła Floweya, chociaż błagał ją o litość. Sama w sercu bardzo ją chciała okazać. Jednak Chara jej na to nie pozwoliła. O dziwo, przez tą wizję Frisk cały czas była spokojna. Wiedziała, że nie może tracić zimnej krwi, bo skończy jak Sans i Gaster. A na to nie mogła sobie pozwolić
- Kto powiedział, że chciałam cię usunąć? Jedyne, skąd chciałam się ciebie pozbyć, to z mojego ciała. Tylko po to, aby móc z tobą porozmawiać. Właśnie tak, jak teraz. Chara, ja wiem, że ty w głębi duszy tak naprawdę nie chcesz zabijać. Tylko twoje szaleństwo tak tobą teraz kieruje. Gdyby nie ono... prawdopodobnie byłabyś taka jak Asriel. Taka jak ja. Nie rozumiem, po co ta cała nienawiść. Dlaczego ciągle utrzymujesz się przy swoim i nie dasz sobie pomóc? Nie chcesz znów zobaczyć swojej rodziny? Nie chcesz znów zobaczyć Asriela? - spytała wyciągając do niej ręce, jakby już chciała ją tam zabrać

I belive in you! You can do a little better!



Zawołała z podobnym entuzjazmem, jak Papyrus. Co prawda wypowiedział to przed swoją śmiercią, ale emocje miał takie same, jak gdyby mówił ciągle żyjąc.

Is there still a glimmer of hope?
Will you choose to do the right thing?

_________________
Gdzie mnie znajdziesz?


1. WOLNE 2. WOLNE 3. WOLNE 4. WOLNE 5. WOLNE
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Wingdings Gaster
Grafik
avatar

HP : 100
Poziom duszy : 1
Doświadczenie : 0
LOVE : 0
Liczba postów : 447
Join date : 01/01/2016
Skąd : BLEdzew

PisanieTemat: Re: Hol Osądu   Czw Sie 18, 2016 2:46 pm

Stanie w miejscu stawało się już trudne, tego wszystkiego było zbyt wiele, zbyt wiele dla kogoś o tak słabej psychice jak on. Dla kogoś kto tak łatwo się poddaje, pozwalając ciemności przejąć jego duszę, pozwalając jej na przysłonięcie myśli i rozsądku. Pozostawiając jedynie możliwość bezsilnego patrzenia, kiedy jest się lalką w rękach mroku i jego rozkazów. Kiedy wyczekiwało się tylko momentu, w którym jedynym wyjściem będzie na to wszystko się zgodzić, znów zacząć podążać tą okropną ścieżką, którą rozpoczął ładny szmat czasu temu. Teraz z niej zrezygnował, ale liczne odnogi prowadzące na nią z powrotem kusiły jak nigdy. Szczególnie teraz, kiedy ten ciężar gniotący kości, rozsadzające czaszkę wspomnienia, nie dawały spokoju. Tylko tam mógł znaleźć ukojenie, ale był uparty. Wciąż starał się tam nawet nie zaglądać, nawet przez sekundę, omijając tą drogę, którą kiedyś wybrałby bez wahania.
Ignorował już niemal wszystko co działo się dokoła. Oparł kosę o pozostałości dawnych pięknych kafli, zrobił z niej dla siebie podpórkę, bo jeszcze chwila, a nie będzie w stanie stać o własnych siłach. Sans dał radę się pozbierać, mimo, że był w gorszym stanie od naukowca, który mimo wszystko był wrakiem. I bez zagrywek Chary, był niczym innym jak wrakiem, który powinno się wywalić na złomowisko, który nawet nie nadawał się na użytek wtórny. Jego ręce drgały... Wzrok skupiał się tylko na tym co miał przed sobą, ale i tak jedyne co widział to parszywe wspomnienia przeszłości, której tak nie chciał pamiętać. Widział doskonale, jakby to wszystko działo się znów, jak walczy z Toriel, jak wbija kość prosto w jej duszę, jak patrzy z uśmiechem i szaleństwem na twarzy, z pustymi oczodołami, w których nie było żadnego wyrazu prócz żądzy. Cieszył się. I ta radość dopadała go także teraz. Chociaż starał się ją odgonić, nie mógł pozbyć się myśli, że to tak doskonałe uczucie, tak piękne, którego chciałby zasmakować jeszcze nie jeden raz.
Spojrzał na syna. W ciekawy sposób złapał dziewczynę, która przysparzała tyle problemów. Zaczynał jednak wątpić, czy dyplomacja tutaj pomoże. Upierała się, krzyczała. Wygadywała rzeczy, których nie był już w stanie słuchać. Chwycił kosę w obie dłonie, stając w pozycji do ataku, gotowy by posłać w jej kierunku energetyczne cięcia. Ale tego nie zrobił.
- Frisk, jeszcze chwila, a nie ręczę za siebie. - mruknął. Nie był ani zły, ani zdołowany. Miał po prostu dość. Chciał się tego pozbyć najszybciej jak to tylko możliwe. To był głos kogoś, kto przeżył stanowczo za wiele, kogoś kto odpuściłby gdyby tylko mógł, ale wciąż się starał.
Wciąż się starał, by nitki szaleństwa, które oplotły go tak dawno temu znów się nie naciągnęły, by znów nie był marionetką w rękach żądzy, która tak bardzo chciała się z niego wydostać.
- Jeśli nie dasz rady dłużej jej utrzymać, powiedz. - zwrócił się do Sansa. - Wtedy ja to zrobię. - jego Blue było silniejsze, więc pewnie nie będzie potrzebował niczego więcej, niż zaciśniętej w pięść dłoni, która najchętniej pogruchotałaby kości tej smarkuli.

_________________




|| ? || ? || ? || ? || ? ||
KP | Bank
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sans
Obywatel
avatar

HP : 100
Poziom duszy : 18
Doświadczenie : 45
LOVE : 2
Liczba postów : 293
Join date : 02/01/2016
Age : 27
Skąd : Tomaszów Podziemiecki

PisanieTemat: Re: Hol Osądu   Czw Sie 18, 2016 3:27 pm

- Sans... pamiętaj, że jesteśmy tu z tobą... nawet jeśli nie ciałem, to duszą
Wewnętrzny krzyk rozpaczy.
- Jeśli nie dasz rady dłużej jej utrzymać, powiedz. Wtedy ja to zrobię!
Okropny ból rozdzierający klatkę piersiową. Dosłownie rozdzierający. Serce biło nienaturalnie szybko. Pompowało nie wiadomo co i nie wiadomo gdzie. Czy to były resztki determinacji? Tęczowo-niebieska wiązka syczała wściekle, wtórując zaciśniętym zębom szkieleta. Jeden oczodół miał już zamknięty. A drugi płonął tak intensywnie, jak jeszcze nigdy. Ogień zdawał się wypalić łzy, które przecież też dla szkieleta nie były normalnością. Trzymał ją. Trzymał ile sił wlezie, choć jego z kolei trzymały te wszystkie wyrzuty, cierpienie, ten cały bagaż doświadczeń, to całe zwątpienie w świat, życie, siebie, innych. Czuł, że gdzieś w głębi duszy nie chce zmian, że boi się tego, ma żal głównie do siebie. To przez niego doszło do tej sytuacji. To on nie upilnował linii czasu. I teraz stoi na jej straży, w swoich ostatnich chwilach. Wypala się jego czas, dogasa płomień życia. A mimo to ma kogoś, kto go wspiera. Czemu? Po co to wszystko/ To jego chce Chara, to on musi zginąć, by była szczęśliwa. To on musi zniknąć z tego swiata. Więc czemu tak mocno wspierają go inni? Z jednej strony przyjaciółka na zabój, która była dla niego ostoją i której pomógł wejść w ten nowy świat...a z drugiej ojciec, który zrobił tyle złego i uczynił jego życie okrutnym żartem. Może tak miało być? Dwie strony jego duszy: łagodna i ta niepoukładana, posklejana ze skrawków, mówiaca wprawdzie "jestem złoczyńcą, nie zadawaj isę ze mną", ale tak bardzo jednak potrzebująca kogoś. Cholera, nie mógł sobie pozwolić na użalanie się. Od Undyne dostałby pewnie w czaszkę. To musiała być ta cholerna magia Chary, ta cała karma. Zżerał ją tak samo intensywnie, jak żarło go sumienie. I wtedy stwierdził, że musi to zrobić. Podszedł bliżej, ledwo stąpając na nogach. Z trudem robił kolejny krok.
- Wybaczcie! Wybaczcie, że tyle lat czekałem biernie, ale po prostu nie miałem na to sił. Nie miałem odwagi! Wybacz mi Tori, że pozwoliłem ci umrzeć, wybacz Undyne, że nie powiedziałem wcześniej o liniach czasu. Wybacz Frisk, że doprowadziłem do tego starcia. Wybacz matko...Pap...wybacz ojcze, że nie dostrzegłem wcześniej, z czym musieliście się zmagać!
Pojedyncza wiązka miecza energetycznego ugodziła jego samego w serce. Odwrócił na moment wzrok, poczuł dreszcz, a zaraz potem dodatkowy napływ energii. Spojrzał Charze prosto w oczy i przez zaciśnięte zęby rzekł.
- Wybacz mi Chara, że musiałaś tyle razy ze mną walczyć. Tobie po prostu brakowało szcześcia. A jedynym dostepnym dla ciebie, było albo zabijanie, albo pojedynek ze mną. Myslę, że czas, byś poznał, co to znaczy rodzina
Skrajnie wyczerpany, ledwie trzymający w ryzach swoją psychikę Sans zwrócił się do Frisk o pomoc. A zaraz potem także Gastera.
Każdy w tym życiu potrzebuje miłości, bo ona trzyma nas w ryzach. Bez niej stajemyu się pustą skorupą samych siebie. Nieważne ile przeszedłeś w życiu, zawsze jest powód by walczyć o lepsze jutro. Nawet, jeśli poświecisz sam siebie w tym procederze.

Sans wyciągnął rękę, wciąż drugą kurczowo ściskając rękojeść.

_________________

SESJE AKTYWNE:
|| Gorące Źródełko <3 || Biblioteka Królewska
SESJE PROWADZONE:
Quest Chici || Przygoda Psychopaty || Przygoda Alphys/Vincent
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Frisk
Zakorzeniony
avatar

HP : 100
Poziom duszy : 1
Doświadczenie : 0
LOVE : 0
Liczba postów : 900
Join date : 06/01/2016
Age : 11
Skąd : Powierzchnia

PisanieTemat: Re: Hol Osądu   Czw Sie 18, 2016 6:40 pm

Tkwiła bez ruchu przytrzymywana mocą blue. Jej serce migotało niebieską poświatą, tak samo jak i naszyjnik. Próbowała się poruszyć. Cholerny szkielet, będzie ją tak długo więził? Zwykle przerzucał ją przez pół holu i nadziewał na kości. Ah, wspomnienia.
Ujrzała przed oczami twarz. A dokładniej mordkę z puchatym białym futrem. Bezczynność znów zaprowadziła ją do głupich wspomnień.
-Asriel, mówiłam ci już.... N-Nie jesteśmy przyjaciółmi i nigdy nimi nie byliśmy...
Wymamrotała prawie pod nosem licząc, że wizja zniknie jej sprzed twarzy. Na jej szczęście tak się stało. Znów przed oczami miała Frisk, Sansa i Gastera.
-Asriel... -Rzuciła cicho spoglądając na nich. Przez chwilę zdawała się wrócić do normalności, poczuć się winną. Kilka sekund, a potem znów powróciło szaleństwo w oczach -Jak śmiesz o nim mówić, skoro nic o nim nie wiesz? Sprawiłaś, że poczuł się winny, że teraz ma wyrzuty sumienia.. że obwinia się o wszystko. Przerzucił winę z Ciebie na siebie samego. Zajęłaś MOJE miejsce, pozwoliłaś mu poczuć się winnym, PORZUCIŁAŚ GO SAMOTNEGO. Nie wiesz o tym, skąd możesz wiedzieć? Nigdy nie znałaś go tak jak ja.
Zacisnęła usta w wąską kreskę i pokręciła głową następnie wpadając w chisteryczny śmiech.
-"Prawdopodobnie byłabym taka jak Asriel"? Cierpiałabym BEZ DUSZY obwiniając siebie o każdy grzech tego świata? "Nie chcę znów zobaczyć swojej rodziny? Nie chcę znów zobaczyć Asriela"? Nie, nie chcę. Nikt za mną nie płakał poza tym głupim idiotą, więc ja też nie zamierzam do nikogo tęsknić.
Znudziło ją już to wieczne tkwienie w bezruchu. Widząc słabnącego Sansa zamachnęła się patykiem posyłając w jego kierunku falę uderzeniową, która miała za zadanie odciąć ją od ataku Blue. Spadła na oba kolana, podnosząc się szybko i zaczęła biec w stronę Gastera i Sansa.
-No dalej, oszalejcie, pokażcie swoją prawdziwą naturę. WIEM, ŻE TEGO W GŁĘBI PRAGNIECIE. Pokażemy wspólnie naszej kochanej Frisk ile warta jest przyjaźń. Jak to boli, gdy ktoś nadużywa tego słowa.
Posłała w kierunku szkieletów fioletową falę uderzeniową, KARMĘ. Stworzyła im wizje, ciemne i mroczne, pełne śmierci jakich dokonali czy to w tej linii czasowej, czy w innych. Stworzyła im sfałszowane wizje jak pięknie wyglądałby świat bez nich. Pap i Ren tacy szczęśliwi, żyjący we dwójkę, bez problemów. Z lepszym ojcem, z lepszym mężem, z lepszym synem i lepszym bratem. Królewski naukowiec godny tego tytułu - nie Gaster, nie Alphys, potwór, który naprawdę powinien znaleźć się na tym miejscu. Poukładany, przyjazny, pracowity. Piękne i czyste CORE. Nigdy nie zostałoby porzucone przez swojego twórcę. Amalgamaty? Nie istniały, wszak nie pozwoliłby aby Alphys kiedykolwiek zajęła JEGO miejsce. A Sans? Na co komu Sans? Pap miałby lepszego brata. Nie irytującego go, pokazującego wprost jak bardzo go kocha, pracowitego, który by mu pomagał. O świat też nie trzeba się martwić, prawda? Undyne była jego bohaterką! Ryba heroicznie broniąca potworów.. I na co w tym wypadku komukolwiek Sans? Ile mniej osób by zginęło, gdyby to ona już na początku pokonywała Frisk przejętą przez Charę. Ile to krwi mniej by się przelało, gdyby nie czekała do ostatniej chwili jak Sans tylko przejmowała jego rolę PRAKTYCZNIE W POŁOWIE DROGI. Oh tak, piękne wizje im podsyłała. Była koszmarem, wiedziała czego tak naprawdę się lękają, jakie są ich obawy i gdzie zadać cios aby najbardziej bolało. Lepsza rodzina dla Papyrusa i Ren. Lepszy naukowiec dla królestwa. Lepszy obrońca tego świata. Sfałszowane dowody na to, że nikomu nie byliby potrzebni, że nikt by po nich nie płakał, gdyby tak naprawdę nie istnieli.
Chciała na kilka chwil odciągnąć ich uwagę, aby następnie chwycić atakiem Blue samą Frisk i przeciągnąć ją szybkim ruchem po podłodze tuż pod jej nogi.
-No dalej, Sans? Gaster? Wasza przyjaciółka jest na tyle GŁUPIA, że nie będzie się w stanie obronić, unika walki.
Zamachnęła się patykiem w kierunku Frisk chcąc jej przyłożyć. Jeden raz, drugi, trzeci, czwarty. Nie wiedziała już nawet ile z jej ataków zostało wybronionych przez dziewczynę, a ile ray faktycznie oberwała.
-BROŃ. SIĘ. GŁUPIA. WALCZ. -Nie ustępowała w okładaniu jej patykiem -BIERZ. TEN. CHOLERNY. NÓŻ. IDIOTKA. KRETYNKA. GŁUPIA. KRETYNKA. NIENAWIDZĘ CIĘ. WSZYSCY CIĘ NIENAWIDZĄ. JESTEŚ ZMORĄ TEGO ŚWIATA. KAŻDY CHCE ABYŚ ZNIKNĘŁA. TWÓJ PRZYJACIEL CIĘ NIENAWIDZI. NIE, NIE MASZ PRZYJACIÓŁ. NIKT CIĘ NIE CHCE. NIKT ZA TOBĄ NIE BĘDZIE PŁAKAĆ.
Biła Frisk tak, jakby ta była jakąś zabawką, która wpadła w ręce emocjonalnie niestabilnego dziecka. W pewnym momencie zdawało się, że przestaje mówić do Frisk, że zaczyna widzieć siebie samą i to o sobie mówi, że nie walczy z drugą dziewczynką, a swoim własnym odbiciem.
Nie chciała jej zabić, mogła uczynić to jednym ruchem silniejszego uderzenia, lecz nie to było jej celem. Nie, śmierć Frisk nie przyniosłaby jej żadnych korzyści na ten moment. Po prostu ją okładała, bijąc niewinne ciałko. Wiedziała, że biedna dziewczyna nie ma magii, może jedynie bronić się własnymi rękoma. Ewentualnie poddać się Charze i wyciągnąć nóż. Wiedziała, że ani Sans ani Gaster w tych kilku minutach jej nie pomogą, zajęła ich KARMĄ właśnie po to, aby mogła zlać Frisk, wyżyć się na bezbronnym człowieku zmuszając ją do podjęcia walki.
-Siostrzyczko.. -Odsunęła się od dziewczyny zostawiając ją w stanie mniejszego lub większego uszkodzienia, zależnie na ile umiała się ta bronić. -Zadecyduj czy chcesz to zakończyć, czy nie...
Zostawiła otwarty przed nią ekwipunek. "Real knife". Zostawiła też FIGHT. Odeszła od niej do zwalnianych z KARMY Gastera i Sansa.
-I jak? Ładne wizje mieliście? Aż szkoda, że nie mogłam tego widzieć własnymi oczami.. może bym się czegoś nauczyła od zawodowych morderców. -Zaśmiała się perfidnie. Stała przed nimi jakby tylko czekając na ich ruch, jakikolwiek atak. -Możemy walczyć, możemy rozmawiać. Możecie też czekać aż wasza ukochana przyjaciółka wykrwawi się na śmierć. Oh, tak. Gdy WY byliście zajęci, JA się nią zajęłam. Nie wiem czy wiecie.. -Przelotnie spojrzała na Frisk za sobą, ciekawa co też co uczyni w swojej sytuacji -...Sans wie, nie wiem jak reszta.. Ale zniszczyłam wasz cenny kryształ resetu. Cokolwiek się tu stanie będzie trwało już NA WIECZNOŚĆ. Więc jeśli mnie zabijecie, PRZEPADNĘ. Jeśli namieszamy w czasie, nikt tego nie naprawi. Jeśli zniszczymy ten świat, JUŻ NA ZAWSZE POZOSTANIE ZNISZCZONY. Jeśli Frisk zginie, JUŻ NA ZAWSZE BĘDZIE MARTWA.
Jak ty i ja Chara?
Przed jej oczami znów stanęła wizja Asriela. Nie młodego, z czasów gdy wspólnie hasali po Podziemiu. Ujrzała tego księcia, którego ostatni raz widziała przed śmiercią. Którego ściągnęła na pewną śmierć.
-...A-Asriel, mówiłam abyś się wynosił z mojej głowy -Zamachnęła się ręką przed nosem -He hee hee. Ten świat coraz bardziej wariuje.. Nie ma co czekać.. -Wycelowała patykiem w stronę szkieletów -Dajcie wszystko, co macie.




KARMA
(-x DETERMINACJI/TURĘ -x HP/TURĘ + ZAŁAMANIA PSYCHICZNEGO/TURĘ)

HATE
(losowo +x/tura)


Zmniejszone ograniczenie ataku blue do 2 postów.
Zwiększona zwinność
Możliwe błędy w czasoprzestrzeni
Losowo ataki mogą mieć mniejszą lub większą moc
Odblokowana możliwość użycia gasterów
Tymczasowo wyłączona możliwość zmiany lokacji
Frisk posiada w ekwipunku przedmiot: Real Knife
Odblokowane wszystkie zdolności Gastera
Losowo przed oczami pojawiające się wspomnienia złych czynów (a w przypadku Chary - wizje Asriela, w przypadku Frisk - wizje z Ludobójczej Ścieżki)
[tak, sami sobie wybieracie kiedy i co dokładnie się wam pojawi, min. 1 wspomnienie na post]


Chara: 87% determinacji 65% HP 90% HATE

Sans: 15% determinacji 68% załamania psychicznego (-15 DETERMINACJI + 8 ZAŁAMANIA PSYCHICZNEGO)
(Wartość ZAŁAMANIA PSYCHICZNEGO >50 - zaczynają się realne omamy-koszmary, szybciej spada determinacja, ciężej rozpoznać co jest fikcją. Wartość DETERMINACJI <50% - niektóre ataki mogą być słabsze. Postać zaczyna powątpiewać w swoją dobrą stronę.)

Frisk: 95% determinacji x% HP 11% HATE (-x HP -9% DETERMINACJI) (+ 10,5 HATE)
(x% HP - wartość HP może się wachać - jedna wielka niewiadoma czy jeszcze jest się żywym, czy już śmierć czycha nad głową
>10% HATE - zaczyna spadać determinacja )

Gaster: 95% HP 69% załamania psychicznego ( +20 ZAŁAMANIA PSYCHICZNEGO)
(Wartość ZAŁAMANIA PSYCHICZNEGO >50 - popadanie w szaleństwo, możliwe działania niepożądane, tracenie kontroli nad soba).


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Hazel
Obywatel
avatar

HP : 100
Poziom duszy : 1
Doświadczenie : 0
LOVE : 1
Liczba postów : 258
Join date : 16/12/2015
Age : 16
Skąd : Miasto Chytrej Baby

PisanieTemat: Re: Hol Osądu   Czw Sie 18, 2016 7:47 pm

Akurat zaatakowania Blue niezbyt się spodziewała. Przejechanie po podłodze spowodowało niewielkie zadrapania, gorzej z uderzaniem patykiem. Na szczęście wiedziała, że od strasznie gruby nie był, więc strasznie wielkich obrażeń od bicia raczej nie dostała. Ale jednak ból był - Chara była dość silna, więc nazostawiała pełno siniaków. Frisk jednak starała się nie robić grymasów, żeby nie nakręcać dziewczyny. Miała bowiem przebiegły plan. Otóż gdy już Blue ją puściło, wyjęła nóż, zakradła się do Chary i... przecięła jej większą część patyka. Zostało jej tylko to, co trzymała w dłoni. Szybko wzięła uciętą część i podbiegła do okna. Wybiła je nożem (co nie było trudne) i wyrzuciła i jego i patyk, po czym otrzepała dłonie o siebie
- No, teraz nie mamy czym walczyć. Może przynajmniej teraz mnie wysłuchasz - powiedziała zostając przy oknie. Teraz to ona miała za sobą te "skrzydła". Oczywiście nie zrobiła tego celowo. Na zewnątrz zrobiło się jakby jaśniej, oświetlając dziewczynkę. Gdyby zmrużyć oczy, można by pomylić te skrzydła z prawdziwymi

https://www.youtube.com/watch?v=OQ3z6oxNheo

- Nienawidzą, powiadasz? Nie mam przyjaciół? Raczej w to wątpię - powiedziała kręcąc powoli głową - Nawet jeśli to prawda, to przynajmniej nieźle udało im się udawać. Ale raczej ktoś, kto cię nienawidzi, nie pójdzie z tobą na wspólne wypady do baru i przede wszystkim cię nie oszczędzi. A wiele osób tak zrobiło, podczas gdy kroczyłam moją, Pacyfistyczną ścieżką - powiedziała po raz kolejny otwierając oczy i łagodnie się uśmiechając - Hmm, nikt mnie nie chce powiadasz? Dobrze więc - powiedziała podchodząc bliżej - Może uda nam się jakoś dogadać? Jak za starych, dobrych czasów - powiedziała i w tym właśnie momencie ukazała jej się wizja, jak zaprzedała swoją duszę Charze. Największy błąd w jej życiu. Ten może być jeszcze gorszy. Rozłożyła swoje ręce odsłaniając się całkowicie
- Ich życie za moje. Odkupię ich grzechy. Skoro twierdzisz, że nikt mnie tu nie chce... proszę, zabij mnie - o dziwo jej głos nie był desperacki. Był spokojny i łagodny, tak jak wcześniej. Czyżby nie bała się śmierci? Całkiem możliwe...

You gave me advice,
I chose genocide
But I know how to make it right...

_________________
Gdzie mnie znajdziesz?


1. WOLNE 2. WOLNE 3. WOLNE 4. WOLNE 5. WOLNE
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Wingdings Gaster
Grafik
avatar

HP : 100
Poziom duszy : 1
Doświadczenie : 0
LOVE : 0
Liczba postów : 447
Join date : 01/01/2016
Skąd : BLEdzew

PisanieTemat: Re: Hol Osądu   Czw Sie 18, 2016 7:54 pm

Nie wiedział już co ma o tym wszystkim myśleć. Z resztą.. Myślenie stawało się trudne, a im bardziej się starał, tym bardziej czuł, że zaraz pęknie mu czaszka. Jedyne co miał w swojej głowie to mętlik nie pozwalający mu już niczego zrozumieć, mętlik, który chciał go jedynie bardziej dobić wygrzebując jedynie to co już dawno było w jego wspomnieniach, zmieniając fragmenty, które były zbyt przyjazne na jeszcze bardziej bolące. Przecież sam musi siebie dobić! Sam musi zrobić z siebie jeszcze większy wrak! Chara tylko w tym pomagała i nawet nie był w stanie się jej oprzeć. Wszelkie słowa jakie wymawiała jedynie pogarszały sytuację. Nawet jeśli nie miały, jakoś trafiały w słaby punkt. Nie zauważył jednak słów Sansa. Tego co mogła mówić Frisk. Patrzył na wszystko, ale niczego nie widział. Jedynie jego własne morderstwa, znęcania i eksperymenty.
Uderzenie KARMY rozniosło się po jego kościach, zmuszając go do padnięcia na kolana. Ledwo opierał się na drzewcu swojej kosy. Ciężko dyszał, miał wrażenie, że nie może złapać powietrza, nie było mu nawet potrzebne, a i tak ciężko było mu oddychać. Każde uderzenie duszy powodowało ból, który roznosił tą okropną fioletową energię po jego ciele. Echo odbijało się w jego głowie razem z biciem duszy. Oczodoły miał szeroko otwarte, ale puste. Nie było w nich nawet białych światełek. Rozlatywał się. I to dosłownie. Nie był już w stanie utrzymać iluzji, która jakoś trzymała go przy normalności. Każdy element powoli znikał, wyglądało to jak piksele zmywane przez wodę. Czarne, maziste ciało, niczym smoła rozlewało się między pękniętymi kaflami. Maska pękała, gotowa uwolnić wszystko co czaiło się w jego wnętrzu.
Mógł to jeszcze wytrzymać, ale wtedy zobaczył tą piękną wizję świata bez niego. Bez Sansa. Uśmiech Ren, radość Papyrusa. Z innym szkieletem. Z innym bratem. To był prawdziwy dom. Prawdziwa rodzina. Nikt nikogo nie okłamywał, nikt nikogo nie krzywdził, nikt niczego nie ukrywał, nikt nie musiał się bać. Każdy każdemu ufał. Nie było tam seryjnego mordercy, kryjącego się za maską potulnego ojczulka. Nie było syna, który skazany był na los królika doświadczalnego ze względu na swoją wytrzymałość. No właśnie.. Sans był wytrzymały. Nie to co Gaster. On był jak to ciało. Mógł udawać, ukrywać, ale rozlatywał się i był delikatny. To wykorzystała Chara. Plątające się ze sobą wizję lepszej przeszłości bez niego i liczne wykroczenia, których się dopuścił, wręcz oplatały go jak sznurki, powoli zmuszając by tańczył, tak jak mu zagrano.
- Przepadniesz... - powtórzył, zdeformowany głos odbijał się echem w jego własnej czaszce. Spojrzał na Charę. Widział tylko to okropne stworzenie, które musiało zginąć. Nie zwracał uwagi na nic innego. Wszędzie była ciemność, jak w pustce. Tylko on i ten demon. Lodowaty błękit rozpalił się w jego oczodole, utkwił swój martwy wzrok w twarzy tej paskudy. Chwycił ją z łatwością używając Blue i cisnął o posadzkę. Chwycił w dłoń kosę, obrócił i wbił ostrze prosto w to wątłe ciałko. Cios za ciosem. Powtarzał to w kółko i w kółko, a gdy pojawiła się jej mała duszyczka rozpadająca na kawałki nie czekał aż się scali. Przecinał wciąż i wciąż, krojąc na mniejsze kawałki, zmieniając w sieczkę. W końcu jednak przestał, dysząc ciężko. Lodowaty płomień nie zniknął.
Kiedy jej dusza znów stała się jednym kawałkiem znów ją chwycił. Tym razem nie Blue. Macki uformowane z jego własnego, szlamowatego ciała złapały ją i ścisnęły mocno dusząc. Kości przebijały je, wbijając się w to małe ciałko, zabijając raz za razem.
- Więc przepadnij! - krzyknął histerycznym tonem. - Przepadnij, przepadnij, przepadnij. Zniknij. Zakończ swoją egzystencję. Przestań mieszać. Przestań przeszkadzać. Przestań dręczyć! - z każdym słowem głos coraz bardziej mu drżał. Z każdym słowem uderzał w nowy sposób. Wystrzał z Blastera. Kość. Kosa. Uduszenie. Blue gruchoczące kości. Zjedzenie przez Blaster. Poszatkowanie. Sposobów było wiele. Chciał się jej pozbyć. Chciał ją zabić. Bo nie mógł już wytrzymać. Nie mógł już tego znieść. Miał dość tego, jak z nimi pogrywała. Miał dość bycia zabawką, a właśnie robił to czego chciała. Sznury szaleństwa obwiązały jego kończyny, zmuszając go do robienia tego czego tak bardzo chciała Chara.
W końcu pozbierał się na tyle, by znów założyć iluzję. Ale tylko na tyle. W całej reszcie pozostawał niezmienny. Oszalał i nie był w stanie z tym walczyć. To w końcu tchórz, słaby tchórz, któremu się to podobało. Za każdym kolejnym razem gdy zabił Chare, przychodziło mu to z jeszcze większą łatwością. Paskudny uśmiech, którego tak dawno nie pokazywał wypełzł na jego twarz, zadowolony, że wrócił do swojego żywiołu, że znów zabija, że znów krzywdzi. Nawet nie zauważył, kiedy wszyscy dokoła wyglądali dla niego jak wrogowie. To kolejna sztuczka? Kolejny trik, który miał go zwieść?
Leżący na ziemi lis, ten sam, którego zamordował na oczach Ren. Ten sam, który dopuścił się morderstwa jego żony. Sans. Z tym samym wyrazem twarzy co w Wodospadach, kiedy mordował Toriel, celujący w niego. Paskudny śmiech odbijający się od wszystkiego, szepty i krzyki. Wszystko, wszystko tak bardzo chciało zabrać go z powrotem do siebie, do głębokiego szaleństwa. A on? Nie upierał się. Stał jedynie w bojowej pozie, gotów zranić każdego. Nieważne kim by był. Frisk. Ten paskudny lis. Sans. Chara. Zabije. Zabije ich wszystkich. Przecież to iluzje. Przecież to tylko.. Szaleństwo.

_________________




|| ? || ? || ? || ? || ? ||
KP | Bank
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sans
Obywatel
avatar

HP : 100
Poziom duszy : 18
Doświadczenie : 45
LOVE : 2
Liczba postów : 293
Join date : 02/01/2016
Age : 27
Skąd : Tomaszów Podziemiecki

PisanieTemat: Re: Hol Osądu   Czw Sie 18, 2016 8:55 pm

Światy równoległe. Coś pięknego, a jednocześnie przerażającego.
Prawdziwa bohaterka Undyne rozprawiała się z coraz to kolejnymi hordami wrogów. Gdy tylko w laboratorium W D Gastera miało dojść do buntu, ta bez większego zmęczenia stłumiła je potężnymi włóczniami energii. "I nie wstawajcie", mówiła, opierając się o drzewiec swojej głównej włóczni i śmiejąc w niebogłosy. Gdy przyszło zaś okiełznać oszalałego Gastera, pochwyciła go, wraz z resztą straży królewskiej i pokonała ostatecznie, wbijając włócznię w serce. "Skazuję cię na śmierć w imieniu króla Asgore'a". W końcu w tym świecie pojawiła się Chara. Undyne wzięła ze sobą swego ucznia, Monster Kida, który opanował pomarańczową, oraz niebieską magię, prosto od Wielkiego Papyrusa, drugiego po Undyne rycerza Podziemia. Ten ostatni wprawdzie został ciężko ranny w samotnej walce z jeszcze niewykształconą do końca demonicą, ale dzieła dokończyła tamta dwójka. Walka była długa, zacięta, ale ostatecznie udało isę ją zatrzymać, wysysając dosłownie z niej duszę i zamykając ją w słoju. "Będziemy stać na straży, by ten demon już nigdy nie powrócił".
Undyne zaprowadziła pokój w królestwie. A wszystko dlatego, że nigdy się nie leniła. Nigdy nie dała sobie dnia odpoczynku. Stała się perfekcją.
Problem wg Sansa był jeden.
Temu światu brakowało uśmiechu.
Otrząsnał się z trudem z jednej iluzji by obudzić w drugiej. Tak mu się przynajmniej wydawało. Wszystko dookoła falowało, malowało w brunatnych kolorach i działało na strasznym spowolnieniu. Serce szkieleta wciąż jeszcze biło w jego klatce piersiowej. Jeszcze żył. Gdzieś tam z oddali dochodziły go odgłosy walki, choć przecież tak naprawdę jego towarzysze, oraz wróg, byli tuż obok. Sans spojrzał na Gastera i wydawało mu się, że chyba jego ojciec robi coś, czego nie robił od dość dawna.
Złapał oddech i gdy miał ruszyć...
"Undyne, udało ci się! Od dziś to ty jesteś prawą ręką króla"
"Nie osiągnęłabym tego bez twojej pomocy, Wielki Papirusie. Twoja powaga i pracowitość doprowadziły do tego. No i pomógł też wybitny umysł kochanej jaszczu...ekhm...doktor Alphys, tak"
Undyne zarumieniła się, wskazując na stojacą nieopodal żółtą jaszczurkę.
"Od teraz wszystko będzie już dobrze"
Cała trójka się zaśmiała.

- Ojcze, stój....ojcze... - wycharczał Sans, chwiejąc się na nogach i wystawiając dłoń przed siebie. Widząc na jedno oko, pokuśtykał do niego i rzucił isę od tyłu, chwytając go w ramiona.
- Tak jej nie pokonasz. Ona tylko tego chce. Opamiętaj się. Pamiętaj, masz teraz dla kogo żyć, o kogo walczyć. Od teraz już...już wszystko będzie dobrze. Poskładamy się do kupy i kości!



_________________

SESJE AKTYWNE:
|| Gorące Źródełko <3 || Biblioteka Królewska
SESJE PROWADZONE:
Quest Chici || Przygoda Psychopaty || Przygoda Alphys/Vincent
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Frisk
Zakorzeniony
avatar

HP : 100
Poziom duszy : 1
Doświadczenie : 0
LOVE : 0
Liczba postów : 900
Join date : 06/01/2016
Age : 11
Skąd : Powierzchnia

PisanieTemat: Re: Hol Osądu   Czw Sie 18, 2016 11:15 pm

Zabrano jej narzędzie zbrodni. Oba narzędzia. Jej patyk został przełamany na pół, a następnie wraz z nożem wyrzucony za okno. W tym momencie chciała rozerwać Frisk na strzępy. Rzucić się na nią i gołymi rękami wyrwać jej serce. Tylko chciała, gdyż dobrze wiedziała, że to poświęcenie będzie warte. Tak długo namawiała Frisk do dotknięcia tego specjalnego przedmiotu. To nie była friskowa maczeta do kwiatków, którą walczyła przeciw Asgorowi, to był JEJ nóż, którym tak wiele razy odbierała życie Sansowi. Przelała w niego cały swój HATE, a teraz gdy Frisk go dotknęła, również dotknęła tego, co w nim się znajdowało. Na ręku w którym ścisnęła nóż mogła zauważyć czarny ślad, jakby czymś brudnym przybrudziła sobie skórę.
-Jesteś żałosna. Nie potrzebuje twojej śmierci.
Odwróciła się na pięcie od Frisk. Zirytowała ją wyrzucając ich broń, ale powtarzała sobie, że było warto. Zaraziła ją swoim HATE, naznaczyła ją na ręce od noża.
Przypatrywała się szkieletom. Obydwojga targała karma i szaleństwo. Przymknęła oczy cicho wzdychając.
-Widzisz idiotko? Zabrałaś mi broń i teraz dzięki TOBIE zginę. Obydwie zginiemy.
Znów ginęła, raz, dwa, trzy, dziesięć, w sumie ponad trzydzieści razy. Za każdym razem czerwone serce rozpadało się i kruszyło, niszczyło i sypało przed samą Frisk. Trwało to może kilka-kilkanaście minut nim przestał.




Chara: 87% determinacji 0% HP

CHARA UŻYWA DETERMINACJI

Chara: 52% determinacji 100% HP




Czerwone serce złączyło się w jedno. Chara ponownie powróciła od razu padając na kolana. Była cała we krwi, trzęsła się i oddychała głośno. Spoglądała na szkielety z... w miarę normalnym wzrokiem. Jak na nią. Obserwowała ich uważnie i... rozpłakała się.
-M-Mamo? Tato? Asriel? -Wyglądała jak szczeniaczek zagubiony gdzieś po drodze do domu, który nieporadnie szukał swojej rodziny -J-Ja.. J-Ja nie chcę...
Przerażona szaleństwem Gastera odwróciła się i ujrzała Frisk. Nie czekając nawet chwili rzuciła się jej na szyję. Tak, ONA, rzuciła się na szyje swojego lustrzanego odbicia.
-S-Siostrzyczko, p-przepraszam... -Zacisnęła piąstki na ubraniu Frisk wciskając twarz w jej klatkę piersiową -S-Siostrzyczko, o-obydwie tu zginiemy...
Zaczęła płakać i spoglądać w oczy dziewczyny. Jej tęczówki nadal były czerwone, jednak tym razem nie był to morderczy wzrok szaleństwa, tym razem patrzyła się jak przestraszone dziecko. Chwilę tak trwała jak założyła na Heart Locket zielony kolor i tym samym osłoniła je obie przed możliwym atakiem Gastera. Niestety, wszystkich ataków i całej mocy to nie powstrzyma.
-S-SANS, zajmij się nim! Zajmij się nim nas zabije... P-Proszę.. -Cały czas ściskała Frisk najmocniej jak potrafiła -N-Nie pozwól bym straciła moją siostrę tak, jak straciłam brata.

Oh, cóż za piękny plan się zaczął.





KARMA
(-x DETERMINACJI/TURĘ -x HP/TURĘ + ZAŁAMANIA PSYCHICZNEGO/TURĘ)

HATE
(losowo +x/tura)


Zmniejszone ograniczenie ataku blue do 2 postów.
Zwiększona zwinność
Możliwe błędy w czasoprzestrzeni
Losowo ataki mogą mieć mniejszą lub większą moc
Odblokowana możliwość użycia gasterów
Tymczasowo wyłączona możliwość zmiany lokacji
Frisk posiada w ekwipunku przedmiot: Real Knife WYRZUCIŁA GO ZA OKNO.
Odblokowane wszystkie zdolności Gastera
Losowo przed oczami pojawiające się wspomnienia złych czynów (a w przypadku Chary - wizje Asriela, w przypadku Frisk - wizje z Ludobójczej Ścieżki)
[tak, sami sobie wybieracie kiedy i co dokładnie się wam pojawi, min. 1 wspomnienie na post]





Chara: 52% determinacji 100% HP 82% HATE (-35 DETERMINACJI -8 HATE)

Sans: 9% determinacji 72% załamania psychicznego (-6 DETERMINACJI + 12 ZAŁAMANIA PSYCHICZNEGO)
(Wartość ZAŁAMANIA PSYCHICZNEGO >50% - zaczynają się realne omamy-koszmary, szybciej spada determinacja, ciężej rozpoznać co jest fikcją. Wartość DETERMINACJI <10% - niektóre ataki mogą być słabsze. Nie działa możliwość negocjacji.)

Frisk: 90% determinacji 20% HP 36% HATE  (+ 25 HATE)
+NAZNACZENIE HATE NA RĘKU

Gaster: 95% HP 80% załamania psychicznego ( +11 ZAŁAMANIA PSYCHICZNEGO)
(Wartość ZAŁAMANIA PSYCHICZNEGO >75% - blisko czystego szaleństwa).




[Jak coś powaliłam w statach to sorki, pisałam ten post rozśmieszana przez Gastera, Frisk i Sansa :< ]
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Hazel
Obywatel
avatar

HP : 100
Poziom duszy : 1
Doświadczenie : 0
LOVE : 1
Liczba postów : 258
Join date : 16/12/2015
Age : 16
Skąd : Miasto Chytrej Baby

PisanieTemat: Re: Hol Osądu   Czw Sie 18, 2016 11:51 pm

Spojrzała na swoją dłoń. Czarne znamię na ręku. Może nóż był brudny? Kto wie... W każdym razie nie było czasu się nad tym zastanawiać.
Patrzyła na śmierć Chary raz za razem, ale nie była w stanie zrobić NIC. Ta bezsilność ją dobijała. Kiedy jednak tylko zauważyła, że coś się w niej zmieniło, od razu podeszła bliżej. Chara rzuciła się jej na szyję... Tego się w ogóle nie spodziewała. Odwróciła się plecami do Gastera, aby w razie ataku to ona oberwała, nie Chara. Chociaż ledwo trzymała się na nogach, była gotowa się poświęcić. Byleby tylko Chara już nie zginęła więcej razy. Oczywiście nie zauważyła tarczy
- No już, już dobrze, jestem przy tobie - powiedziała tuląc do siebie dziewczynę - Nie skrzywdzą cię więcej... Przynajmniej taką mam nadzieję - powiedziała oglądając się na szkielety. Sans miał jeszcze zdrowy rozsądek, czego nie można było powiedzieć o Gasterze. Robiło się niebezpiecznie
- Może lepiej się odsuńmy... - powiedziała łapiąc ją za rękę i odciągając jak najdalej od szkieletów. A przynajmniej od samego Gastera. To on był w tej chwili największym zagrożeniem, a wiadomo - im większy dystans, tym słabsze ataki. Oczywiście Blasterów to nie dotyczyło. Ale lepszy rydz niż nic, na dodatek miały tarczę. Nie była jakaś mega najmocniejsza, ale na chwilę obecną musiała starczyć. Przez chwilę nawet zaczęła żałować, że wyrzuciła patyk i nóż. Teraz nie było się czym obronić. Ale i przynajmniej nie będzie ataków ze strony Chary. Poza tym zawsze można wybiec przez okno i odjąć sobie przy okazji HP) i ten patyk przynieść. ALE NOŻA NIE RUSZAĆ!

_________________
Gdzie mnie znajdziesz?


1. WOLNE 2. WOLNE 3. WOLNE 4. WOLNE 5. WOLNE
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Wingdings Gaster
Grafik
avatar

HP : 100
Poziom duszy : 1
Doświadczenie : 0
LOVE : 0
Liczba postów : 447
Join date : 01/01/2016
Skąd : BLEdzew

PisanieTemat: Re: Hol Osądu   Pią Sie 19, 2016 12:09 am

Tak. Tak. Tak. Słabła. Powoli znikała. Poddawała się. Panikowała. Uciekała. Była przerażona. Tego chciał. Tego właśnie chciał. Żeby cierpiała. Żeby poczuła dokładnie to samo co on. By zrozumiała z jakim cierpieniem musi się zmagać. W rzeczywistości? Po prostu chciał się ponieść temu wspaniałemu uczuciu. Szaleństwo powoli nim zawładnęło, kierowało wszystkim co robił, zamykało jego świadomość w klatce nie pozwalając na jakikolwiek odruch by się powstrzymał. Siekał tą małą duszyczkę robiąc z niej drobne kwadraciki jak do sałatki, którą schrupałby bez przypraw tylko po to by się jej pozbyć i już zapomnieć. Rozkoszował się tym co robił. Cieszył z każdego mililitra krwi, który jej ubył, z każdej rany jaka powstała, z każdego drobnego złamania. Wszystkie krzywdy były czymś co wprowadzało go w niecodzienny entuzjazm. Obrzydliwy uśmiech uczepił się go jak rzep psiego ogona, a mordercze spojrzenie zmieniało całą rzeczywistość w jeden wielki horror, którego chciał się pozbyć. Wszystkich. Bez wyjątku. Każdy. Każdy! KAŻDY! Był tylko pionkiem w tej grze. KAŻDY! Był tylko potworem, który czyhał na jego życie. KAŻDY! Musiał być usunięty. Wymazany z egzystencji. Pozbawiony możliwości czegokolwiek.
Co było jednak gorsze? To, że w głębi wciąż była jego świadomość i poczytalność. Zbyt słabe by cokolwiek zrobić. Patrzyły i cierpiały, nie mogąc tego powstrzymać. Patrzyły na ponowne zło, które wyrządza. Popełnił zbyt wiele grzechów, zbyt wiele, zbyt mocnych by móc to teraz znieść. Jego dusza rozlatywała się razem z ciałem. Ponownie.
Czując jak coś go łapie zaczął się wyrywać. Miotał na boki starając się wydostać z tego uścisku. Tak bardzo ubłaganego uścisku, którego tak długo wyczekiwał. Słowa Sansa odbijały się echem w jego głowie, i chociaż ta wewnętrzna świadomość była w stanie je dosłyszeć, zrozumieć, poczuć. Szaleństwo nie pozwalało na nic. Jednym ruchem odrzucił go od siebie celując w niego kosą. Martwy wzrok, strzelający strachem lodowaty płomień wpatrywały się w syna. Chciał wykonać atak, ale nie potrafił. Jego ręka drżała. Całe jego ciało zaczynało drgać. Jakby miał się zaraz rozpłakać i rozlecieć. I w rzeczywistości, kilka fioletowych łez spłynęło po jego kościach policzkowych, ale ten uśmiech nie znikał. W środku cierpiał i tłukł się z myślami, starał się walczyć, ale był za słaby. Na zewnątrz? To co widać.
- S-sans.. - mruknął, oschły lodowaty głos drżał. - P-przepraszam... Za.. Za wszystko.. Ja.. - trudno było poskładać mu jakiekolwiek słowa. Zamachnął się ostrzem, tak jak zamachnął się nim by zadać cios tej demonicy. Jeden sprawy cios, który uderzył w kafle, zaledwie centymetr od niego. Zwiesił głowę. Zaczął się trząść. Jego ramiona podskakiwały. Walczył, tam w środku wciąż walczył o chociaż ostatnie kawałki poczytalności.
Nie widział przed sobą syna. Widział potwora, którego wredny uśmiech komentował każdą rzecz jaką zrobił, który mówił "Nie stać cie na coś innego? Jesteś żałosny.". Raniący uszy śmiech odbijał się w jego czaszce, wszystkie słowa wypowiadane przez Frisk i Charę były tak zniekształcone, że brzmiały jak wycie dusz z piekła błagających o ratunek. Wszystko dookoła było czarną masą, która się rozpadała, tworząc puste białe pola, w których nie było niczego. To jeszcze gorsze od Pustki Czasu.
Powoli wlekł się w kierunku Sansa. Opierając cały czas o kosę, jakby miał się przewrócić. Tak też i było. Kiedy tylko znalazł się wystarczająco blisko, niemal przewrócił się na Sansa, chwytając go i mocno przytulając. To była dziwna scena. Płakał jak małe dziecko, w kółko przepraszając, ale zimny płomień wciąż palił się w jego oczodole, uśmiech pozostawał na twarzy. Ściskał materiał jego kurtki, jakby był jedyną realną tutaj rzeczą. Syn był silniejszy od niego. Mógł się temu wszystkiemu oprzeć, ale nie on. Nie Gaster. Nie ten wrak, który już kilka razy powstrzymał się od wbicia mu kości w plecy.
- P-przepraszam... - rozlatywał się. I to dosłownie. Iluzja powoli znikała, scalając się z jego realnym, mazistym ciałem. "Przepraszam". Tylko to był w stanie z siebie wydusić.

_________________




|| ? || ? || ? || ? || ? ||
KP | Bank
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sans
Obywatel
avatar

HP : 100
Poziom duszy : 18
Doświadczenie : 45
LOVE : 2
Liczba postów : 293
Join date : 02/01/2016
Age : 27
Skąd : Tomaszów Podziemiecki

PisanieTemat: Re: Hol Osądu   Pią Sie 19, 2016 2:32 am

Odepchnięty przez Gastera, szkielet poleciał na deski, bo tylko to zostało z posadzki. W ciemnofioletowej mgle rozchodzącej się dookoła słychać było tylko zbliżającego się powoli, rozsierdzonego Gastera. Znów był "sobą", a to w tamtym momencie było stwierdzeniem najgorszym z możliwych. Pełen zła, pychy, wewnętrznego szaleństwa, otępienia. Żądzy krwi. A w tym przypadku duszy lub kości. Uniósł kosę w geście dobicia swego wroga. Bo tak go przecież teraz widział prawda? Wspomnienia z przeszłości ukazały się momentalnie przed oczyma Sansa. Gaster-morderca, Gaster-szalony naukowiec, Gaster-ponury żniwiarz, który w tamtej chwili równie dobrze mógł nim być. Śmierć we własnej osobie.
Wystawił miecz przed siebie, jakby próbując obronić się ostatkiem sił, przed uderzeniem, ale i przed szalonymi iluzjami. Wytwarzał je jego ojciec czy też było to działanie karmy? Nikt nie mógł tego przewidzieć, ani osądzić. Wkrótce potem padł cios. Próbował. Próbował z całych sił, ale nie dał rady. Gaster przez jedną chwilę był tym, za kogo się uważał cały ten czas. Dobrym ojcem. Czy dla tej jednej chwili warto było teraz ginąć, płonąc w piekle wyrzutów sumienia, żalu i rozpaczy?
Sans poczuł wewnętrzne ciepełko. A to oznaczało, ze jego organizm odpowiedział - "warto było. Bo poznałeś tą lepszą strone. Poznaleś prawdę. Poznałeś dobro, które łączy innych. Za nie warto walczyć. Za nie warto też ginąć".
Sans uśmiechnął się do swoich myśli. Szkielet zamknął oczy. Był gotowy na cios. Łoskot. A potem ciężar drugiej osoby. Doktor nie ściął go. Oto Gaster upadł na swego syna, przepraszając go i zalewając się łzami. Sans nie był w stanie powstrzymać emocji. Załkał dwukrotnie, a po tym jakby stworzył się wodospad. Emocji było już zbyt wiele.
- I ja przepraszam, że nie dałem ci drugiej szansy. Przeraziłem się do- do szpiku kości! Dosłownie - odparł, tuląc go, klepiąc po plecach i turlając się wraz z ojcem. Potrzebował tego ciepła. W tamtej chwili musiał wiedzieć, czy jeszcze żyje, czy już nie. Nawet jeśli był szkieletem, to dość żywym. Choć karma paliła go niemiłosiernie, w tamtej chwili czuł tylko ciepło, którego nie poczuł nigdy w życiu. Ciepło miłości. Tak długo wyczekanej, odkładanej na potem.
Podniósł siebie, a takze ojca, biorąc go pod ramię. Chwycił mocniej miecz w prawą rękę i stanął w wymuszonej bojowej pozycji.
- Odwagi tatku! Żywcem nas nie weźmie! Nawet jeśli...technicznie...już dawno nie żyjemy....ale żywcem nas nie weźmie!

_________________

SESJE AKTYWNE:
|| Gorące Źródełko <3 || Biblioteka Królewska
SESJE PROWADZONE:
Quest Chici || Przygoda Psychopaty || Przygoda Alphys/Vincent
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Frisk
Zakorzeniony
avatar

HP : 100
Poziom duszy : 1
Doświadczenie : 0
LOVE : 0
Liczba postów : 900
Join date : 06/01/2016
Age : 11
Skąd : Powierzchnia

PisanieTemat: Re: Hol Osądu   Pią Sie 19, 2016 3:47 am

Trzymając się Frisk za rękę odeszła z nią. Nie puszczała jej, nie zamierzała ani na chwilę stracić z nią kontaktu fizycznego. Tak było jej łatwiej przelewać HATE. KARMA? To mogła zrzucić na Sansa i Gastera, aby następnie samo wszystko się potoczyło. Z Frisk trzeba było działać podstępnie. Jak zawsze.
Obejrzała się na szkielety. Idealnie, niech zajmują się sobą. Ona w tym czasie ustawi sobie odpowiednio Frisk. Nie spodziewała się tego wcześniej, myślała, że dziewczyna jest tylko drobnym przeszkadzaczem. A tu proszę - działała jej na nerwy. I te wizje.. czy to też wina jej durnego gadania?
Przez chwilę jakby zdawało się, że to nie drugi człowiek ją ciągnie za rękę. Ten korytarz, ten zamek.. Te drzwi prowadzące do sali tronowej. Ile to razy Asriel ciągnął ją tą drogą aby pokazać kolejną idiotycznie dziecinną rzecz? Za dużo.
-Frisk. Oni się pozabijają. Musisz coś zrobić. -Zacisnęła rękę mocniej na jej dłoni. -Musimy coś zrobić.
Posłała jej spokojny dziecięcy uśmiech. Normalny, typowy dla osoby w tym wieku. Przyciągnęła ją do siebie i ponownie przytuliła. Jeszcze trochę, odrobinę... Jak nie mogła siłą to spróbuje uderzyć w jej najsłabszy punkt. Pokonać ją jej własną bronią.
-P-Przepraszam, że cię pobiłam... -Ściskając ją szlochała jak małe dziecko. Jej oczy jednak znów zabłysły solidną czerwienią i szaleństwem, gdy tylko Frisk już nie mogła ich ujrzeć -Przepraszam, że cię tak krzywdziłam... Ja... Ja tylko tak bardzo czułam się samotna.. -W myślach mordowała już ją tysiące razy. Gdyby tylko miała jakąś broń, to już dawno by to załatwiła. A tak musiała kombinować. -Czułam się gorsza od Asriela.. Za mną nikt nie płakał...
Spoglądała ukradkiem na rodzinną scenkę. Wzruszające. Aż miała ochotę znów wzbudzić w nich szaleństwo i następnie rzucić im Frisk na pożarcie tak, jak rzuca się mięso dzikim bestią. A właściwie.. Dlaczego nie miałabym zrobić tego teraz?

"Witaj.
Jestem Chara
"Chara"
Demon, który przybywa, gdy jego imię jest wzywane.
Nie ważne kiedy.
Nie ważne gdzie.
Pojawiam się za każdym razem.1"

-Siostrzyczko.. -Podniosła głowę i wciąż ściskając Frisk ponownie zaświeciła jej przed twarzą swoimi czerwonymi oczyma i uśmiechem mordercy. -Pozdrów ode mnie Asriela jak już się spotkacie po śmierci.
Przytulaną wcześniej Frisk pociągnęła na siebie mocno trzymając. Wbiła wręcz paznokcie w jej skórę, robiąc wszystko aby przez chwile jej nie uciekła. Pociągnęła ją ze sobą na posadzkę, upadając przy tym na plecy.
-Albo umrzesz albo nas pozabijasz. Tak czy inaczej będzie wesoło.
Nadal utrzymywała ochronę zielonej duszy. Nie na Frisk, tylko na siebie. Jak widać nie zależało jej nigdy aby bronić dziewczyny, jedynie żeby się przygotować do tej chwili. I na to, co postanowią szkielety.
-Gaster? Gaster! -Zawołała płaczącym głosem w jego głowie tworząc iluzję. Szaleństwo było piękną rzeczą. Wystarczyło jedynie teraz go przekonać, że nie jest wcale niestabilny psychicznie, że nie znajduje się w Holu Osądu i że to nie ona z Frisk przed nim leżą. -Pomóż mi... -Znów zawołała. Reszta spaczonego umysłu sama powinna zamienić obraz na lisa, który dopada jego żonę. Oh tak, to Frisk miała tutaj pełnić rolę mordercy.
-S-Sans.. Ch-Chara... O-Ona.. Pomóż mi, p-proszę... O-Ona znów to robi..
Wydukała pewnym siebie głosem udając Frisk. Cóż, umysł Sansa był mniej zainfekowany niż Gastera, jednak u niego wystarczyła tylko mała podmianka - aby chora psychika szkielet widziała na jej miejscu cierpiącą Frisk, a za niewinną pacyfistkę wstawiła mu Charę.
Oh tak, manipulacja umysłami obu szkieletów wydawała się jej doskonała. Któż inny mógłby lepiej skrzywdzić Frisk niż jej najlepszy przyjaciel i jego ojciec?

"To ja.
"Chara."
Teraz.
Teraz osiągnęliśmy absolut.
Nic już tu dla nas nie pozostało.
Zniszczmy doszczętnie ten żałosny świat i przejdźmy do kolejnego.2"





KARMA
(-x DETERMINACJI/TURĘ -x HP/TURĘ + ZAŁAMANIA PSYCHICZNEGO/TURĘ)

HATE
(losowo +x/tura)


Zmniejszone ograniczenie ataku blue do 2 postów.
Zwiększona zwinność
Możliwe błędy w czasoprzestrzeni
Losowo ataki mogą mieć mniejszą lub większą moc
Odblokowana możliwość użycia gasterów
Tymczasowo wyłączona możliwość zmiany lokacji
Odblokowane wszystkie zdolności Gastera
Losowo przed oczami pojawiające się wspomnienia złych czynów (a w przypadku Chary - wizje Asriela, w przypadku Frisk - wizje z Ludobójczej Ścieżki)
[tak, sami sobie wybieracie kiedy i co dokładnie się wam pojawi, min. 1 wspomnienie na post]





Chara: 52% determinacji 95% HP 68% HATE (-5 HP -14% HATE)

Sans: 9% determinacji 80% załamania psychicznego ( +8 ZAŁAMANIA PSYCHICZNEGO)
(Wartość ZAŁAMANIA PSYCHICZNEGO >75 - Bardzo ciężko rozpoznać co jest fikcją, blisko do czystego szaleństwa. Wartość DETERMINACJI <10% - niektóre ataki mogą być słabsze. Nie działa możliwość negocjacji.)

Frisk: 80% determinacji 20% HP 48% HATE  (-10 DETERMINACJI + 18 HATE)
+NAZNACZENIE HATE


Gaster: 95% HP 85% załamania psychicznego ( +5 ZAŁAMANIA PSYCHICZNEGO)
Wartość ZAŁAMANIA PSYCHICZNEGO >75 - Bardzo ciężko rozróżnić fikcję od prawdy, blisko do czystego szaleństwa)




1 ~ Chara podczas zakończenia powtarzanego po raz drugi Genocide
2 ~ Chara podczas zakończenia Genocide
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Hazel
Obywatel
avatar

HP : 100
Poziom duszy : 1
Doświadczenie : 0
LOVE : 1
Liczba postów : 258
Join date : 16/12/2015
Age : 16
Skąd : Miasto Chytrej Baby

PisanieTemat: Re: Hol Osądu   Pią Sie 19, 2016 11:56 am

Już myślała, że będzie dobrze
Już myślała, że to po wszystkim
Ale myliła się. Chara znów to zrobiła. Bawiła się jej zaufaniem. Tylko dlaczego? Co chciała przez to osiągnąć? Sama wcześniej mówiła, że nie potrzebuje jej śmierci. A może to też było kłamstwo?
- Co chcesz przez to osiągnąć? - spytała, gdy już zawołała obydwa szkielety - Jeśli Gaster nas dopadnie, zginiemy obie. Chcesz ginąć znów raz za razem, dopóki całkowicie nie umrzesz? Po co ci to? - spytała nieco smutnym tonem. Jej śmierć była jej w zasadzie obojętna, nawet jeśli mogła już przez to nie wrócić. Nikt nie zauważy brak jednego dziecka, będą nowe. Ale jej przyjaciele muszą przeżyć za wszelką cenę. Co ciekawe, akurat w tym momencie przypomniała jej się scena, gdy Chara zniszczyła świat. Ten śmiech, gdy odpowiedziała jej, że nie chce go zniszczyć. Nie dała jej rady wtedy powstrzymać. Teraz musi jakoś temu zapobiec
- Nie dam ci tym razem zniszczyć świata. Poza tym co potem masz zamiar zrobić? Nic ci do nie da, wszystko stracisz. Obydwie stracimy. Przyjaciół, rodziny... Czy tego właśnie chcesz? Wyzbyć się wszystkiego? - pytała znów otwierając oczy i spoglądając w jej czerwone ślepia. Widać było, że przepełniała ją nienawiść do tego świata. Tylko skąd się ona wzięła? Teraz nie było czasu na zastanawianie się. szkielety mogły w każdej chwili zaatakować

_________________
Gdzie mnie znajdziesz?


1. WOLNE 2. WOLNE 3. WOLNE 4. WOLNE 5. WOLNE
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Wingdings Gaster
Grafik
avatar

HP : 100
Poziom duszy : 1
Doświadczenie : 0
LOVE : 0
Liczba postów : 447
Join date : 01/01/2016
Skąd : BLEdzew

PisanieTemat: Re: Hol Osądu   Pią Sie 19, 2016 8:28 pm

Nie mógł uwierzyć w to co się działo. Tkwił w tym uścisku razem z Sansem zaledwie chwilę, ale miał wrażenie, że mijały wielki. Tak bardzo mu tego brakowało. Tak bardzo chciał by ich życie w końcu stało się normalne, pragnął szczęśliwej rodziny, tak samo pewnie i Sans. Kto w końcu tego nie chciał? Takie życie jest przecież najlepsze. Otoczka z miłości, a w niej jej źródło. Rodzina, która chroniła wszystko co najlepsze. Mogło tak być już zawsze, ale niemal na samym początku naukowiec wszystko zniszczył. Zamiast po śmierci żony jeszcze bardziej się starać żeby było dobrze, jedynie pogorszył te cudne więzi, które w tym momencie na nowo między nimi powstawały. Rozkwitały niczym kwiaty wiosną. Ściskał i przytulał się do niego, jakby obawiał się, że zaraz zniknie, że już go tutaj nie będzie. Cieszył jak nigdy, chociaż wewnętrznie umierał, przyciskany przez swoje własne błędy, które ciągle wywlekane były na zewnątrz, na nowo i nowo.
Gdyby nie Sans, pewnie nie byłby w stanie ustać. Chociaż teoretycznie nie miał nóg. Stal tak obok siebie, szukając wroga. Dla każdego z nich wróg był jednak inny.
Kiedy zobaczył Ren leżącą na ziemi, przyciskaną przez tego paskudnego Lisa i obok stojącego Byka... Ledwo się powstrzymał od zaatakowania. Miał jednak w głowie te słowa. "Odwagi tatku!". Tego mu brakowało by zwalczyć te koszmary. Mógł próbować, ale było to trudne. Tak bardzo trudne. Dłonią zakrywał twarz, nie patrzył. Wiedział, że jeśli dalej będzie obserwować tą scenę nie wytrzyma. Rzuci się. Zrani kogoś kogo tak na prawdę nie powinien. Ten lis już nie żył! Zapłacił już cenę jaką powinien! To kolejna iluzja. ILUZJA!
Własnie. Iluzja. Przecież i on się nią posługiwał. Dlaczego więc nie wykorzystać resztek sił? Bo jeśli tak dalej pójdzie.. Już do niczego się nie przyda.
Pstryknął w palce, tworząc najlepszy możliwy obraz zdolny przemówić Charze do rozsądku. Toriel. Asgore. Asriel. Rozglądający się na boki, szukający wzrokiem swojej ukochanej córki czy też siostry w przypadku Księcia, który gdy tylko ją dostrzegł pędził w jej kierunku by ją przytulić. Z radością mówiąc "Tak bardzo się martwiliśmy!". Oni ją kochali. Czy będą więc w stanie przemówić do resztek serca, które gdzieś tam miała? Przypomną tą najpiękniejszą chwilę, jaka mogła się gdzieś w jej wnętrzu kryć? Kto wie. Nie był w stanie wysilić się na cokolwiek lepszego. Magia sprawiała trudność. Jedynie krzywda przychodziła z łatwością.
Zacisnął mocno dłoń na ramieniu syna, starając się tym utrzymać przy normalności, ale to było trudne. Nawet z zasłoniętymi oczodołami widział rzeczy, których nie powinien. Słyszał coś, co chciał ignorować.
- Przestań Chara. Oszukujesz nas, oszukujesz samą siebie. - odezwał się, chociaż to było trudne. - Tchórzysz, dlatego uciekasz się do przemocy, do morderstw. Mówisz, że to tylko dlatego, że świat jest dla ciebie zabawką, z którą możesz robić co chcesz. Wybierasz najgorszą opcję, ale druga? Ta dobra? Na pewno chociaż raz chciałaś coś zmienić.. - sam nie wiedział co dokładnie mówi. Jego własne słowa odbijały się echem w głowie, zagłuszając myśli. Pogorszy? Polepszy? Pewnie nawet na nic nie wpłynie. Chciał się po prostu w jakiś sposób trzymać, pamiętać kto jest prawdziwym wrogiem. Jeśli.. Jeśli mu się nie uda.. Znów zniszczy te cudne rodzinne więzy.

_________________




|| ? || ? || ? || ? || ? ||
KP | Bank
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sans
Obywatel
avatar

HP : 100
Poziom duszy : 18
Doświadczenie : 45
LOVE : 2
Liczba postów : 293
Join date : 02/01/2016
Age : 27
Skąd : Tomaszów Podziemiecki

PisanieTemat: Re: Hol Osądu   Pią Sie 19, 2016 11:05 pm

Sans mówiąc krótko dogorywał. Podtrzymywał na duchu Gastera, dosłownie go podtrzymywał. Patrzył na swoje drżące, kościste ręce i nie dowierzał temu co widzi przed sobą. W brunatnej mazi pełnej czerwonych oczu widział właśnie Charę, która gotowa była zabić Frisk. Trzymała ją w szachu. Zaraz ją przecież zabije. Sans zrobił krok do przodu, ale nie był w stanie. Karmiczna łza wypłynęła z jego zamkniętego oczodołu, a serce uderzyło potężnie, dudniąc echem w całym szkielecie.
- F-Friiisk... - wycharczał szkielet, nie mogąc nawet dobrze złapać tchu. Kurczowo zaciskał miecz, ale czy mógł zrobić cokolwiek? No nie bardzo. Jego przyjaciółka zaraz umrze. Nie, to się działo znowu. Jak miał obronić kogokolwiek, skoro nie miał już sam sił się nawet bronić? Był gotowy na wystrzał fali energetycznej, ale kosteczki odmawiały posłuszeństwa. Wysiłek sprawił, że Sans jeszcze bardziej kaszlnął fioletowawą krwią. Karma dobierała się do niego totalnie. Jeszcze trochę i się rozpłynie totalnie. A jeszcze musiał trzymać tatę w ryzach.
I wtedy pojawiło się jakieś światełko w tunelu. Gaster chyba jakoś się poskładał do kupy. Choć oszalały, to był jeszcze bardzo silny. Pstryknął palcami, tworząc iluzję. Zanegował wszystko, co do tej pory było robione. Czyżby jednak została w nim resztka dobroci? Czyżby nadal miał siłę walczyć, ale już w ten lepszy sposób? Sans czuł, że jego poświecenie nie idzie na marne. Jeśli choć da mu to jeden dzień szczęścia i przeżyje to, to następne dni spędzi w towarzystwie Frisk, uraczając ją sucharami. Pomoże Papowi przejść jego ulubioną grę. Da wycisk Undyne na treningu. No i pójdzie na ciasto do Toriel i sobie tam odpocznie,tocząc pasjonującą konwersację, pełną sucharów, że aż będzie potrzeba śluzu ze ślimaków. I nawet to nie pomoże.
Tak...zwycięzcy nie myslą, jak przezwyciężyć problem. Nie myślą o nim. Myślą, co się stanie, kiedy już wygrają.
Sans chwycił mocniej rękojeść i zrobił kolejny krok.
- Tato, nie ma odwrotu! Pokonamy ją, razem! W sumie to możemy nawet ZAszaleć, a nie Oszaleć. Póki determinacja we mnie, damy radę!

If I find a way to change, if I step into the light
Then I'll never be the same, and it all will fade to white


_________________

SESJE AKTYWNE:
|| Gorące Źródełko <3 || Biblioteka Królewska
SESJE PROWADZONE:
Quest Chici || Przygoda Psychopaty || Przygoda Alphys/Vincent
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Frisk
Zakorzeniony
avatar

HP : 100
Poziom duszy : 1
Doświadczenie : 0
LOVE : 0
Liczba postów : 900
Join date : 06/01/2016
Age : 11
Skąd : Powierzchnia

PisanieTemat: Re: Hol Osądu   Sob Sie 20, 2016 12:31 am

To nie tak miało pójść! Miało być zupełnie inaczej. Zacisnęła pięści. Patrzyła na nich z pełną nienawiścią, kipiącą wręcz od niej złością. Jad widać było w postawie, jad było widać w grymasie, jad było widać w okrągłych czerwonych oczach.
-Jesteście bandą niekompetentnych, bezużytecznych idiotów.
Wysyczała jakby była żmiją z boskiego ogrodu. Tak, tą która skusiła Ewę i sprowadziła na ludzi grzech. Ha, chciałoby się, co?
Chciała coś więcej powiedzieć jednak dopadła ją iluzja. Tym razem to nie czasoprzestrzeń, tym razem uczynił to Gaster. Zamrugała kilka razy jakby nie wierząc w to co widzi. Cofnęła się natychmiast o krok.
-Asriel? Mamo? Tato?
Poczuła, że łzy napływają jej do oczu. Było to jednak tylko chwilowe, gdyż szybko pokręciła głową.
-Nie. Widziałam ich martwych setki razy. Mordowałam ich.
Cofnęła się jeszcze o krok. Gdzieś do jej uszu docierały słowa Frisk i Gastera. Druga opcja? Dobro? Rodzina? Przyjaźń? To wszystko było dla niej takie obce.
-N-Nie. Nie. NIE. -Zamachnęła się ręką jakby cała ta iluzja była tylko dymem który mącił jej przed oczami -NIE. NIGDY NIE MIAŁAM RODZINY. GŁUPICH PRZYJACIÓŁ. ŻADNEJ DRUGIEJ OPCJI.
Potrzepała głową i nabrała powietrza w płuca. Odszukała szybko kikut jaki pozostał z jej patyka. To powinno wystarczyć. Gdyby tylko Frisk lepiej chciała współpracować to nie musiałby teraz się z czymś takim babrać!
-NIGDY NIE BYŁAM POTRZEBNA. N-NIKT ZA MNĄ NIE PŁAKAŁ. DLACZEGO WIĘC TEN ŚWIAT MIAŁBY MI BYĆ POTRZEBNY? DLACZEGO MIAŁABYM ZA NIM PŁAKAĆ?
Ponownie wzbierała w niej energia, chodź znacznie słabsza niż do tej pory, jakby traciła determinację i siłę, która ją napędzała.
-ZNISZCZĘ TEN ŚWIAT CHOĆBY I GOŁYMI RĘKOMA. ZABIJĘ WAS, CAŁĄ TRÓJKĘ. SPÓJRZCIE NA SIEBIE. IDIOTKA, KRETYNKA... MORDERCA, WRAK POTWORA... SZALENIEC ZNISZCZONY WŁASNYMI KOSZMARAMI.
Zaśmiała się szalenie gdy.. coś w niej ruszyło. Ponownie wizja wcześniej stworzona przez Gastera powróciła. Ponownie zobaczyła Asriela, przybranych rodziców. Powróciły inne wspomnienia, chwile które spędziła w Podziemiu, potwory jakie wtedy znała, chwile, które spędziła. A może źle do tego wszystkiego podchodziła? Może powinna inaczej patrzeć na sprawę?

"Don't you have anything better to do?"

Spojrzała na trzymany patyk, następnie na szkielety i drugą z dziewczyn.
-S-Sans? J-Ja nie chcę z Tobą walczyć...
To już nie była normalna ona. Zabrzmiała jak Frisk, która na chwilę odzyskała świadomość podczas walki wieńczącej genocide.
-P-Panie Gaster? -Zwróciła się jakby chcąc się upewnić, czy nie znalazła się w jakimś dziwnym śnie -F-Frisk? F-Frisk siostrzyczko. T-To ja, Chara!
Zakończyła swoje słowa delikatnym uśmiechem. Taka łagodna już dawno nie była.
Co innego Frisk. Co innego Sans. Równowaga w przyrodzie musi pozostać zachowana, prawda?



"Despite everything, it's still you."




KARMA
(-x DETERMINACJI/TURĘ -x HP/TURĘ + ZAŁAMANIA PSYCHICZNEGO/TURĘ)

HATE
(losowo +x/tura)


Zmniejszone ograniczenie ataku blue do 2 postów.
Zwiększona zwinność
Możliwe błędy w czasoprzestrzeni
Losowo ataki mogą mieć mniejszą lub większą moc
Odblokowana możliwość użycia gasterów
Tymczasowo wyłączona możliwość zmiany lokacji
Odblokowane wszystkie zdolności Gastera
CHWILOWA STABILIZACJA CZASOPRZESTRZENI





Chara: 52% determinacji 95% HP 48% HATE (-20% HATE)
(HATE <50 - przejście na stronę pacyfistyczną)

Sans: 19% determinacji 70% załamania psychicznego (+10 DETERMINACJI -10 ZAŁAMANIA PSYCHICZNEGO za postawę)
(Wartość ZAŁAMANIA PSYCHICZNEGO >75 - Bardzo ciężko rozpoznać co jest fikcją, blisko do czystego szaleństwa. Wartość DETERMINACJI <10% - niektóre ataki mogą być słabsze. Nie działa możliwość negocjacji.)

Frisk: 70% determinacji 20% HP 58% HATE (+ 10 HATE)
+NAZNACZENIE HATE

(HATE >50 - przejście na stronę ludobójczą)

Gaster: 95% HP 75% załamania psychicznego ( -10 ZAŁAMANIA PSYCHICZNEGO za postawę)
Wartość ZAŁAMANIA PSYCHICZNEGO >75 - Bardzo ciężko rozróżnić fikcję od prawdy, blisko do czystego szaleństwa)


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Hol Osądu   

Powrót do góry Go down
 
Hol Osądu
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 3 z 7Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7  Next

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Beyond Undertale PBF :: Okruchy Czasu :: Okruchy Czasu :: Dawna linia czasowa-
Skocz do: